Dominowo. Szkoła z pałacu i kościół z sali balowej…

Tego dnia między innymi miałyśmy odwiedzić Dominowo. To siedziba gmina w powiecie średzkim. Miałam tam pojechać po raz pierwszy, więc aczkolwiek nie spodziewałam się „fajerwerków”, cieszyłam się, że poznam kolejną miejscowość. Po przyjeździe Szefowa zwolniła mnie z obowiązku towarzyszenia jej i poleciła rozejrzeć się po okolicy. Tak też zrobiłam.

Najbardziej zainteresował mnie budynek w centrum.  Był dość niecodzienną kompilacją  kościoła ze szkołą. Na dodatek kościół też nie wydawał się typowy… Właśnie weszłam na boisko szkolne, aby przyjrzeć się onemu ciekawemu zlepkowi „z drugiej strony” i zdążyłam zrobić pierwsze zdjęcie, jak podszedł do mnie jakiś mężczyzna. Przyzwyczajona  jestem, iż moje pojawienie się z aparatem w dłoni budzi niejakie zainteresowanie mieszkańców małych miejscowości, więc nie wpadam z tego powodu w panikę. Podeszłam, przedstawiłam się i spokojnie wyjaśniłam cel robionych zdjęć. Okazało się, że mam przed sobą dyrektora tej niezwykłej szkoły,  pana Aleksandra Kubiczaka.  Pan dyrektor okazał się nie tylko dyrektorem placówki ale i pasjonatem dziejów Dominowa oraz autorem publikacji o tej wsi. Szybko złapaliśmy nić porozumienia. Był tak uprzejmy, iż nie tylko opowiedział mi mnóstwo ciekawostek ale również oprowadził po kościele i obdarował swoją publikacją. Po czasie okazało się, że kiedy ja beztrosko gawędziłam z panem Kubiczakiem, Szefowa właśnie na niego czekała…

Pierwsze pisemne  wzmianki o wsi pojawiają się dość późno bo dopiero w piętnastowiecznych aktach sądowych. Jest w nich mowa o wsi „Duminowo” wchodzącej w skład parafii w Gieczu. Etymolodzy wywodzą  nazwę miejscowości od imienia własnego „Dumin” bądź ” Dunin”, jakie najprawdopodobniej nosił pierwszy gospodarz włości jednak nic bliższego o nim nie wiadomo. Pierwsi udokumentowani właściciele Dominowa to ród rycerski herbu Dryją.

Od XVI wieku, przez kolejne przeszło dwa  stulecia, Dominowo było w rękach Chłapowskich herbu Dryja. W połowie XIX wieku wieku wieś stała się własnością oficera powstania Listopadowego, Franciszka Radońskiego herbu Jasieńczyk. Franciszek był synem Joanny z Jastrzebców Kierskich i Piotra Radońskich, mężem Seweryny z Radońskich pochodzącej z Rudnik koło Michorzewa. Doczekał się z nią syna Kazimierza Wincentego i dwóch córek. Niestety, Dominowo nie okazało się szczęśliwym dla rodziny Radońskich, tutaj właśnie, w dziesięć lat po ślubie zmarła zaledwie trzydziestoletnia Seweryna.

W 1872 roku, Dominowo objął  Stanisław Poniński herbu Łodzia. Był on synem Eustachii Grabskiej herbu Wczele oraz Edwarda hrabiego Ponińskiego. W 1869 roku poślubił Marię, hrabinę Mielżyńską z Pawłowic. Przez jakiś czas mieszkali oni w Dominowie, tutaj przyszła na świat dwójka ich najmłodszych dzieci, ale też tutaj, Marię i Stanisława, spotkała  straszna tragedia. Właśnie w Dominowie, w październiku 1886 roku zmarł ich najstarszy syn, zaledwie szesnastoletni Edward. Może właśnie to, iż Dominowo kojarzyło się zbolałym rodzicom z poniesioną stratą, stało się przyczyną  sprzedaży przez Ponińskich posiadłości w 1891 roku.  W każdym razie musieli mieć po temu ważkie powody, gdyż w owym czasie, sprzedaż ziemi niemieckiej Komisji Kolonizacyjnej, wśród  patriotycznego wielkopolskiego ziemiaństwa, uchodziła za zdradę narodową.

Celem Komisji było zasiedlanie nabytych ziem kolonistami niemieckimi. Chodziło o wprowadzenie jak największej ilości przybyszów z Niemiec, którzy „od środka”  mieli germanizować opanowane tereny. Ponieważ dobra zostały rozparcelowane i nie było we wsi dziedzica, zbędnym okazał się również stojący we wsi dwór. Przekształcono go tak, aby jak najpełniej służył nowym osadnikom. W części centralnej budynku, w ryzalicie, w którym przedtem mieściła się sala balowa, utworzono zbór ewangelicki, a pałacowe skrzydło przeznaczono na szkołę. Po 1945 roku, na prośbę miejscowej społeczności poewangelicką świątynię przekazano katolikom i powierzono ją opiece jezuity i męczennika, polskiego świętego, Andrzeja Boboli herbu Leliwa.

Pałac, aby spełniać nowe funkcje, w początkach XX wieku został mocno przebudowany. Między innymi do sali balowej dobudowano absydę, w której umieszczono prezbiterium.

Dzięki uprzejmości Pana Dyrektora, mogę zobaczyć wnętrze świątyni i zakrystię. Nawa kościoła przesklepiona jest kolebkowo z lunetami i oszalowana deskami.  Jej część ołtarzowa jest niższa i otwiera się na nawę arkadą. Prezbiterium oświetlone jest dwoma arkadowo zamkniętymi oknami, które w latach 80tych XX wieku zaopatrzono w witraże.  Ołtarz i pozostałe wyposażenie prezbiterium są współcześnie wykonane. Na ścianach nawy, między nadprożami drzwi a gzymsem koronującym, biegnie szeroki fryz arkadowych malowideł wyobrażających tajemnice różańca: radosne i chwalebne. Pan Dyrektor bardzo dokładnie wyjaśnia mi poszczególne etapy przebudowy kościoła, m.in. wspomina o tym, iż w 1906 roku Niemcy przeprowadzili odwodnienie piwnic świątyni i pamiątką tego wydarzenia są daty „14 Sp 1906” i  „15 S 1906” wyryte w posadzce jednej z piwnicznych komór.

W zakrystii podziwiam piękną stolarkę drzwiową z początku ubiegłego wieku. Zdobią ją secesyjne motywy roślinne. Stolarka  (drzwi, schody, empora organowa) to, oprócz  dzwonów i sprowadzonych z Bydgoszczy (ówczesnego Brombergu) organów firmy P. B. Volkner, jedyne co zachowało się z pierwotnego wyposażenia świątyni.

Bardzo interesującą rozmowę musimy jednak przerwać, gdyż i na Pana Dyrektora, i na mnie czekają obowiązki. Pożegnawszy się z moim uprzejmym interlokutorem ruszam dalej. Podczas spaceru po wsi odnajduję bramę do dawnego folwarku, która obecnie jest częścią indywidualnego gospodarstwa.Zachowała się także część zabudowań gospodarskich.A Mój podziw budzi przepięknie utrzymany dom, przy  którym niegdyś, niejaki August Boeger, jeden z osadników trzymał swoją „Gaststeatte”. Wspaniałe podcienia i szachulcowy szczyt pod naczółkowym dachem sprawiają, że wokół budynku nie można przejść obojętnie.

Na koniec przystaję przed urzędem gminy. Skwer przed siedzibą władz gminnych zdobi posąg św. Mikołaja, który jest patronem gminy.Chciałam jeszcze poszukać pozostałości po cmentarzu ewangelickim, które znajdują się gdzieś na skraju lasu przy drodze do Giecza, jednak zamiar ten spełznął na panewce, gdyż telefon od Szefowej wezwał mnie do natychmiastowego powrotu…

2 uwagi do wpisu “Dominowo. Szkoła z pałacu i kościół z sali balowej…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s