Obudno. Pałac Biberstein Paruszewskich.

Do Obudna wybrałyśmy się specjalnie po to, aby zobaczyć tamtejszy pałac. Niestety, zamiar ten udało nam się zrealizować jedynie w niewielkim stopniu. Obiekt jest obecnie własnością prywatną, choć zdaje się, że jedynie na podstawie dzierżawy, nie kupna. Wprawdzie obecny  użytkownik (właściciel?) pałacu kompletnie nie dba o jego kondycję, za to nadgorliwie pilnuje, aby nikt się do niego nie zbliżał. O ile pierwsze jestem jeszcze w stanie jakoś zrozumieć, bo najprawdopodobniej chcąc kupić (czy wydzierżawić ziemię) musiał wziąć  „w pakiecie” zupełnie nie potrzebny mu pałac, o tyle drugiego nie potrafię sobie racjonalnie wytłumaczyć.  Boi się, że ubędzie mu tego pałacu od mojego spojrzenia?…Pierwsze wzmianki o Obudnie pojawiają się w XIV stuleciu. Prawdopodobnie już wtedy było wsią prywatną. W początkach XVI wieku wieś wymienia Jan Łaski w swojej „Liber beneficiorum archidiecezji gnieźnieńskiej”, wtedy też majątek znajdował się w rękach rodu posługującego się nazwiskiem „Obodzińskich”. W ostatniej ćwierci XVI wieku, wieś pospołu dzierżyli bracia Jan i Andrzej Obodzińscy. W 1853 roku część włości zakupili bracia  Jan, Jakub i Andrzej Krotowscy herbu Leszczyc wywodzący się z Krotoszyna pod Barcinem, o którym niedawno pisałam. Drugą część pod koniec stulecia nabył Stanisław Modlibogowi herbu Rola.

Przez następne dwa wieki majątek jeszcze wielokrotnie zmieniał właścicieli, którzy jednak niczym szczególnym  historii Obudna się nie zapisali.

Za to w drugiej XIX wieku, jakby chcąc zadośćuczynić dotychczasowej „nijakości”, Obudno znajdowało się w rękach obywateli wybitnych. Objął je wtedy Sylwester Biberstein -Paruszewski herbu Rogala żonaty z Marianną z Jaczyńskich. Doczekał się z nią syna Michała i córki Antoniny i zapewne z myślą o tej ostatniej, w 1850 roku, rozpoczął budowę pałacu. W tym samym, 185O roku, Antonina poślubiła Ignacego Koschembahr (Koszember) Łyskowskiego herbu Doliwa, któremu wniosła Obudno we wianie.

Pan młody, pochodził z częściowo zgermanizowanej rodziny osiadłej w Mileszewach na ziemi brodnickiej. Mimo silnych wpływów pruskich, Ignacy pozostał szczerym patriotą i głośno protestował przeciwko ogłoszeniu Pomorza Gdańskiego częścią Niemiec. Aby służyć polskim interesom dwukrotnie zdobywał mandat poselski. W 1866 roku do sejmu pruskiego, a w 1888 do parlamentu niemieckiego. Nie ograniczał się jedynie do działalności politycznej, rozumiał też konieczność budowania potęgi ekonomicznej oraz oświaty. Jego mottem było „przez pracę i oszczędność dojdziemy do mienia i godności” i tej myśli podporządkował swoje życie. Już w 1867 roku, odpowiadając na idee pozytywizmu, wraz z Mieczysławem Łyskowskim i Teodorem Donimirskim założył firmę, której celem była coroczna organizacja sejmików gospodarczych. W dwa lata później, także w spółce z Teodorem Donimirskim, założył Towarzystwo Wspierania Moralnych Interesów Ludności Polskiej pod Panowaniem Pruskim. Powołana przez obu panów instytucja zajmowała się upowszechnianiem polskiej literatury, organizując biblioteki i czytelnie. Kiedy, w 1875 roku w Toruniu powstało Towarzystwo Naukowe, Ignacy Koschembahr Łyskowski został jego prezesem. Z jego inicjatywy zaczęła też wychodzić  „Szkółka Narodowa”, pierwsze polskie czasopismo na Pomorzu. Jak by tego wszystkiego było mało, Ignacy Łyskowski także parał się piórem. Pisał poezje, poradniki, a zafascynowany folklorem zbierał polskie pieśni i przysłowia, które opublikował pod tytułem ” Pieśni gminne i przysłowia ludu polskiego pod zaborem pruskim”. Za sprawą jego interpelacji, w 1873 roku powstało w Brodnicy gimnazjum, a w cztery lata później władze niemieckie wyraziły zgodę na fakultatywne nauczanie języka polskiego.  Do tego wszystkiego był też świetnym gospodarzem, zawołanym rolnikiem, otwartym na nowinki, które praktycznie realizował. Z małżeństwa Ignacego z Antoniną Paruszewską narodziło się sześć córek. Najmłodsza z nich, Kazimiera, w 1893 roku, poślubiła Stanisława Sikorskiego herbu Cietrzew i w tym samym roku została wdową.  W dwa lata później wyszła ponownie za mąż, za Franciszka Jarmułt Mlickiego herbu Dołęga, wnosząc mu Obudnie we wianie.

Z tego małżeństwa na świat przyszli synowie: Zygmunt, Ignacy i Dionizy oraz córka Maria Sulisława. Franciszek Jarmułt Mlicki zmarł w Obudnie w 1928 roku, Kazimiera doczekała końca II wojny światowej, zmarła w listopadzie 1945 roku.

Najstarszy z synów, Zygmunt ożenił się z córką dziedziców Łabiszynka, Ireną Galińską.  Doczekali się córki Elżbiety. W czasie II wojny światowej Zygmunt był żołnierzem AK i posługiwał się pseudonimem „Kaczmarkiewicz”. Zmarł w 1943 roku. On był ostatnim przedwojennym właścicielem Obudna.

Ignacy Jarmułt Mlicki, w 1919 roku był Powstańcem Wielkopolskim, działał na froncie północnym i brał udział w walkach m.in. o Łabiszyn, Szubin i Żnin. Pełnił funkcję adiutanta przy osobie dowódcy odcinka łabiszyńskiego hrabiego Ignacego Mielżyńskiego. Podczas ofensywy pod Rudną został ranny. Za udział w Powstaniu został odznaczony Krzyżem Walecznych. W 1930 roku ożenił się z Anną Jaczyńską herbu Dąbrowa, z którą doczekał się córki Teresy. W październiku 1939 roku jako polski patriota i Powstaniec Wielkopolski został przez hitlerowców rozstrzelany na rynku w Książu.

Najmłodszy z synów, zaledwie dwudziestojednoletni Dionizy, wskutek ran odniesionych w I wojnie światowej zmarł w poznańskim lazarecie wojskowym 2 października 1918 roku.

Jedyna córka Kazimiery i Franciszka, urodzona w 1899 roku w Obudnie Maria Sulisława, w 1920 roku poślubiła Erazma Trzebińskiego herbu Szeliga. Dziedzice Obudna pochowani są w rodzinnym grobowcu Jarmułt Mlickich  w Chomięży Szlacheckiej.

W 1858 roku, brat Antoniny, Michał Biberstein Paruszewski ożenił się z córką Rozalii z Ogończyków  Trzebuchowskich i  Marcelego Wolskich herbu Rola, panną Marcelą Wolską. Doczekał się z nią dzieci Sylwestra, Róży, Władysława, Bolesława, Michaliny i Anny.

Wyposażone w tę wiedzę o  dawnych właścicielach majątku wyruszyłyśmy do Obudna, z nadzieją, że uda nam się obejrzeć ich wspaniałą rezydencję. Niestety, rzeczywistość  okazała się inna…

Na teren folwarku wjechałyśmy bez przeszkód, brama była na oścież otwarta. Właśnie ruszyłyśmy w kierunku widniejącego za siatkowym płotem pałacu, kiedy w miejscu osadził nas stanowczy głos, zakazujący dalszego przemieszczania się.  Nie było to wprawdzie „stój bo strzelam” ale brzmiało równie nieprzyjemnie. Mimo to próbujemy negocjacji, jednak pilnująca  terenu kobieta jest nieustępliwa. Pozostaje  głucha na nasze tłumaczenie, że specjalnie tu przyjechałyśmy aby zobaczyć zabytek zamieszkiwany niegdyś przez Paruszewskich, Łyskowskich i Mlickich. Nie robią na niej żadnego wrażenia zapewnienia, że tylko zrobimy zdjęcia i znikniemy.  Odmawia kontaktu do właściciela i jak mantrę powtarza „teren prywatny”.  Nie wyraża nawet zgody, abyśmy przeszły wzdłuż płotu żeby zobaczyć wszystkie elewacje pałacowe, tylko każe nam się prędko wynosić…

Rozumiałabym, gdyby pałac stanowił obecnie zamieszkałą rezydencję a my domagałybyśmy się wkroczenia „na pokoje”. Jednak pałac jest ewidentnie opuszczony i nasza wizyta nikomu nie zakłóciłaby prywatności. Jedyne, co udało nam się w końcu wytargować, to możliwość zrobienia zdjęcia z miejsca w którym stoimy…Widać to, co widać, czyli niewiele. Oktogonalna, dwukondygnacyjna wieża jest zwieńczona wysokim gzymsem koronującym. Okna drugiej kondygnacji ujęte są w profilowane arkady. Poza tym, widoczny jest jedynie fragment piętrowego skrzydła nakrytego czterospadowym dachem. Niestety, najbardziej efektowna część fasady, oryginalny, monumentalny portyk wgłębny, zasłaniają drzewa. Z archiwalnych zdjęć wynika, że zamknięty arkadą portyk obejmuje dwie kondygnacji a płytki ryzalit w którym jest umieszczony, flankowany jest przez filary przechodzące w sterczyny. Podobne sterczyny ujmują też piętrowe skrzydło. Parterowy z mezzaninem korpus pałacu jest całkowicie niewidoczny. W elewacji frontowej, ustawionego prostopadle do wieży skrzydła bocznego, ma się znajdować kolejny portyk.

Przełykamy gorzki zawód i odjeżdżamy. Próbujemy jeszcze podjechać z innej strony. Natykamy się na piękną, ale zamkniętą łańcuchami bramę za którą widać urokliwą grabową aleję.Z innej strony nie da się do pałacu podjechać, otaczają go rozległe pola uprawne.  Smutne jest to, że zabytki tej klasy, co pałac w Obudnie, nie dość, że w majestacie prawa niszczeją, to  z powodu „widzimisię” osób całkowicie przypadkowych, nie można ich zobaczyć…

4 uwagi do wpisu “Obudno. Pałac Biberstein Paruszewskich.

  1. Witam,komentarz może być tylko jeden (nie ublizając) Pies ogrodnika, sam nie zje i innym nie pozwoli.Szkoda , bo wizyty Pani często stają się impulsem do naocznego lub jak kto woli osobistego zwiedzenia opisywanych przez Panìą miejsc. Pozdrawiam A.M

    Polubienie

    • Oj jest warty oględzin, choć czasy świetności ma już dawno za sobą. Przykro mi było, bo jechałyśmy tam specjalnie, jako że Obudno położone jest na uboczu. Pozdrawiam Cię Dorotko 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s