Nagradowice. Dwór Hermanna Bittera

Kiedy zwiedzałyśmy pałacyk Sarazzinów w Tulcach, szefowa mieszczącej się w nim SHR powiedziała: „koniecznie musicie też panie pojechać do Nagradowic”. Od  czasu wizyty w Tulcach minęło już parę lat a my, choć  ciągle miałyśmy Nagradowice w planach, jakoś nigdy nie mogłyśmy do nich dotrzeć.  Parę razy nawet byłyśmy w pobliżu, ale zawsze brakowało nam czasu. Jednak „co się odwlecze, to nie uciecze” i pewnego dnia zaparkowałyśmy na gospodarczym podwórzu nagradowickiego założenia pałacowego…

Wieś, pod ówczesną nazwą „Nagrodowice”, wzmiankowana jest już w 2 połowie XIII wieku i wówczas stanowiła własność prywatną niejakiego Dobrogosta i jego syna Sulisława.  Sulisław przeszedł do lokalnej historii niechlubnie bo jako zabójca kanonika poznańskiego Piotra Pomorzanina. Do zabójstwa doszło podczas procesji na cmentarzu w Czerlejnie i była to „zbrodnia w afekcie”. Sulisława „zdenerwowało”, że wspomniany kanonik zbyt nachalnie dopominał się o dziesięcinę i wytoczył Sulisławowi proces.  Za zbrodnię sąd  w 1268 roku skazał Sulisława i jego potomków na opłaty dziesięciny na sposób chłopski (snopową i małdratową).

W końcówce XIV wieku i na początku kolejnego stulecia dzierżący majątek  Piotr przyjął od nazwy swych włości, nazwisko „Nagrodowski”  posługując się rodowym herbem Nowina. Piotr Nagrodowski (oraz inni członkowie tej rodziny) dość często wzmiankowani są w lokalnych aktach sądowych, z czego można wnioskować, że byli krewkiego usposobienia i lubili procesować  się z sąsiadami. Nie ma w tym nic specjalnie dziwnego, procesy sądowe w owych czasach stanowiły pewną atrakcję i wnosiły sporo urozmaicenia w spokojne życie miejscowych dziedziców.

W XV stuleciu, oprócz Nagrodowskich, udziały w w majątku posiadali również Mikołaj Wydzierzewski z Wydzierzewic (dziś część wsi Trzek), Szczepan  Łódzki, rodzina Grzymalitów Prądzyńskich z Prądna, a także  Katarzyna, wdowa po Trojanie Wydzierzewskim.

W początkach  XVI wieku, w Nagradowicach gospodarowali potomkowie rodzin Prądzyńskich i Wydzierzewskich. Kolejny Trojan Wydzierzewski ożenił się z córką właścicieli nieodległych Pigłowic, Dorotą Pigłowską herbu Sokala, która  w małżeńskim stanie obdarzyła Trojana sześcioma synami (Janem, Jakubem, Chebdą, Pawłem Mikołajem i Piotrem). W 1522 roku, już jako wdowa,  Dorota wraz z synami, sprzedali Jakubowi Szyszyńskiemu, kanonikowi z poznańskiej kolegiaty Marii Magdaleny,  część czynszu z przypadających na nich nagradowickich włości. Zasadnicza jednak część majątku pozostawała nadal w rękach potomków rodów Prądzyńskich i Wydzierzawskich, którzy  swoje udziały odsprzedawali bądź sobie wzajemnie bądź w obce ręce.

W XVII wieku część Nagradowic, drogą dość skomplikowanych transakcji i nie mniej zawikłanych koneksji rodzinnych. trafiły w ręce jezuity, Stanisława Szczytnickiego (syna z pierwszego małżeństwa Anny z Lutomia Wydzierzewskiej). Ów Stanisław, jak na dobrego zakonnika przystało, przekazał majątek poznańskiemu kolegium jezuickiemu. Sam zaś udał się  do Mołdawii gdzie w latach 1652-1662 założył misję i sprawował funkcję jej pierwszego superiora.

Za przykładem Szczytnickiego poszli też Anna z Młodawskich I Wojciech Rozbiccy, właściciele innej części wsi, którzy w 1623 roku sprzedali poznańskim jezuitom swoje we wsi udziały. W rok później, właścicielka pozostałej części, wdowa po wojewodzie łęczyckim Katarzyna Czarnkowska herbu Nałęcz, zapisała jezuitom swoją część i w ten sposób Nagradowice stały się własnością zakonną.  Jezuici byli zakonem nastawionym na kształcenie młodzieży i pracę misyjną w związku z czym gospodarowaniem w majątku zainteresowani nie byli. Wydzierżawiali Nagradowice kolejnym posesorom, zadowalając się wpływającym regularnie czynszem.

W końcówce XVIII wieku, po rozwiązaniu zakonu Jezuitów, nagradowickie dobra stały się własnością generała majora wojsk koronnych Jana Lipskiego herbu Grabie i jego małżonki Marianny z Koźmińskich.

W początkach XIX wieku Nagradowice znajdowały się w rękach właścicieli majątku Węgierki, hrabiostwa Ponińskich herbu Łodzia: Anny z Sierakowskich herbu Ogończyk i Stanisława. Ponińscy także Nagradowice wydzierżawiali. W  majątku początkowo gospodarowali Marcjanna i Tadeusz Skaławscy herbu Nałęcz, od 1820 roku dzierżawę objęli Tekla z Zaborowskich i Franciszek Koczorowscy herbu Rogala, a od 1841 roku Teresa z Suchorzewskich herbu Zaremba i Michał Moszczeńscy herbu Nałęcz.  Mieli pięć córek (dwie pierwsze zmarły w dzieciństwie) z których Lucyna (najstarsza z tych, co zostały przy życiu) urodziła się w 1845 w Nagradowicach.  Po niej przyszły jeszcze na świat Stanisława i Michalina. W 1862 roku nieoczekiwanie, w sile wieku zmarł Michał Moszczyński  i prawdopodobnie owdowiała Teresa  zrezygnowała z dzierżawy.  Jej córki  Lucyna i Stanisława poślubiły braci Bartłomieja i Stanisława Sokolnickich z Pigłowic a najmłodsza Michalina Kazimierza Kowalskiego herbu Wieruszowa. Teresa Moszczeńska zmarła w 1888 roku majątku zięcia Kazimierza w Tarnowie koło Kostrzyna.

Do kogo  majątek należał w 2 połowie XIX wieku nie udało mi się ustalić, jednak albo nie posiadał prywatnego właściciela, albo był źle prowadzonym, bo w 1886 roku Nagradowice zostały wystawione na przymusową licytację, na której majątek okazyjnie nabył Niemiec, nieznany z imienia her Gregor.  Po nim, Nagradowice znalazły się w rękach niemieckiej rodziny Bitterów. W 1897 roku Hermann Bitter (1869-1943) syn Johana i Augusty Matyldy z Sarrazinów, ożenił się z córką właścicieli Kruszewni, dwudziestotrzyletnią panną Margarethą Sarrazin. Ich córką była Maria, która w 1926 roku poślubiła Otto Reygersa. We wianie przekazała mężowi, odziedziczony po dziadku Ignacym Sarrazinie, majątek w Kolesinie.

W rękach rodziny Bitterów Nagradowice najprawdopodobniej pozostawały do roku 1945. Oni też byli inwestorami stojącego we wsi do dziś dworu, którego gospodarzem obecnie jest SHR Tulce.

Wieś nie jest duża i już przy wjeździe rzucają nam się w oczy pięknie utrzymane zabudowania gospodarcze dawnego folwarku. Nie mamy też kłopotów z lokalizacją dawnego dworu Bitterów. Chwilę wahamy się, czy wjechać na folwarczny podwórzec, bo brama wprawdzie otwarta, ale opatrzona napisem „niezatrudnionym wstęp wzbroniony”. Jednak innej możliwości dostania się na teren dworski nie ma, więc ryzykujemy.

Dwór, w formie eleganckiej willi od razu wzbudza nasz zachwyt, który tylko rośnie przy oglądaniu kolejnych elewacji.

Dwór jest budynkiem założonym na planie prostokąta, wysoko podpiwniczonym, dwukondygnacyjnym, nakrytym dachem wgłębnym. W fasadzie na osi, poprzedzone jednobiegowymi schodami, umieszczone jest wejście główne. Osadzono je w portalu filarowo-kolumnowym naśladującym płytki portyk. Otwór drzwiowy zamknięty jest arkadą. W drugiej kondygnacji na osi znajduje się wgłębna loggia o ażurowej  balustradzie i porte-fenetre zamkniętym łukiem koszowym. Okap dachu wystający poza lico ściany.

W bocznej elewacji znajduje się przeszklony aneks, w czasach Bitterów zapewne pełniący funkcję oranżerii lub przedłużenia sali balowej.

Do kolejnej elewacji przylega wydłużony, wieloboczny, jednokondygnacyjny aneks o ogromnych arkadowych oknach. Prawdopodobnie tutaj mieściła się niegdyś reprezentacyjna jadalnia. Aneks zwieńczony jest tarasem.Ostatnia z elewacji również kryje architektoniczną niespodziankę. Jest nią urocze, poprowadzone łagodnie zaokrągloną linią, zadaszone zejście do ogrodu. Nad półokrągłym tarasem, na ażurowej konstrukcji rozpięty jest przepuszczający światło daszek.

Elementy roślinne zdobiące pręty wsporników są jednym z nielicznych na dowodów, że dwór wzniesiono w okresie secesji, bo reszta detalu utrzymana jest raczej w stylu klasycznym. Mimo, iż dekoracji architektonicznej jest w budynku stosunkowo dużo, detal nie przytłacza. Boniowane narożniki, artykułujące ściany aneksu pilastry, opaski wokół okien, gzyms kordonowy nie dominują, a jedynie podkreślają elementy konstrukcji i ogólną harmonię budynku.

Kiedy już starannie obeszłyśmy budynek dookoła, postanowiłyśmy też zajrzeć do wnętrza, w którym mieszczą się biura Poznańskiej  Stacji Hodowli Roślin. Po chwili wychodzi do nas sam szef tej placówki, pan dyrektor Piotr Wachowiak.  Przedstawiamy się, powołujemy się na panie z SHR w Tulcach i prosimy o pozwolenie zobaczenie wnętrz.  Pan dyrektor oprowadza nas po nich osobiście. Okazuje się uroczym gawędziarzem, a że nie są mu obce również obiekty, które wcześniej zwiedzałyśmy, szybko nawiązujemy nić porozumienia.

Wspinamy się po autentycznej, łamanej klatce schodowej ze wspaniale zachowaną stolarką aby zobaczyć zdobiące  dach nadświetle wypełnione pięknym witrażem.Pan dyrektor zwraca nam uwagę na zachowane  elementy wyposażenia, takie jak oryginalne kaloryfery z początku XX wieku. Zdradza nam, że owe grzejniki zostały odlane w śremskiej odlewni żeliwa. Jeden z nich wyposażony jest w szafeczkę pełniącą funkcję”podgrzewacza”.Wszystkie natomiast zdobione są subtelnym wzorem.

W wielobocznie zamkniętym aneksie zachowała się posadzka z płytek, kolorowe witrażowe szybki i sklepienie. A także drobne elementy stolarki,  jak np. haczyki pozwalające na uchylenie tafli okiennej.Wszędzie także pozostawiono pierwotne, płycinowe drzwi. W jednej z sal zachowała się także dekoracja sufitu w postaci zwielokrotnionych gzymsów o różnych profilach.

Pan dyrektor, oprowadziwszy nas po wnętrzach, proponuje również zwiedzenie pomieszczeń folwarcznych, którą to propozycję przyjmujemy z radością.

Po drodze opowiada nam jeszcze o dawnym układzie dworskiego ogrodu, który obecnie jest nieco zatarty. Jednak jako fachowiec (zdradza nam iż ukończył architekturę zieleni) bez trudu potrafi odtworzyć, którędy biegła główna aleja kończąca się okrągłym podjazdem przed dworem. Gdy kierujemy się w stronę dawnego spichrza, pan Piotr opowiada nam o blaskach i cieniach zarządzania firmą mieszczącą się w zabytkowym obiekcie, ale podkreśla, że Nagradowice zawsze miały szczęście do dobrych gospodarzy i dzięki temu zachowano bardzo wiele z dawnej, historycznej substancji. Sam jest pasjonatem i nieźle orientuje się w okolicznych (i nie tylko) obiektach zabytkowych.

Budynek spichrza jest imponujący a jego stan zachowania wzbudza szacunek dla włodarzy Nagradowic. Mimo, iż gmach liczy już sobie ponad „setkę” lat nadal spełnia funkcje użytkowe a w jego wnętrzu zachowały się elementy dawnych konstrukcji. Razem ze świetnie odnowionymi (i zaadaptowanymi do nowych celów) stajniami tworzą wspaniały zespół architektury folwarcznej.Wracając do samochodu dowiadujemy się jeszcze paru ciekawostek, jak choćby ta, że para z gorzelni gorzelni, tłoczona miedzianymi rurami, wykorzystywana była do ogrzewania dworu. Po drodze Pan Dyrektor pokazuje nam jeszcze fragment, specjalnie zachowanego, dawnego folwarcznego bruku.

Vis a vis bramy wjazdowej na teren gospodarstwa usytuowany jest budynek szkoły z końca XIX wieku. Jak wszystkie placówki oświatowe wzniesione w tym czasie na terenach wiejskich zaboru pruskiego, tak i nagradowicka, została wzniesiona z czerwonej cegły.

Już wyjeżdżając zatrzymujemy się na moment przy neogotyckiej kaplicy ufundowanej przez rodzinę Bitterów.

Na koniec chciałabym bardzo gorąco podziękować Panu Dyrektorowi za możliwość zwiedzenia podległej mu placówki, rozmowę i mnóstwo interesujących szczegółów. Dziękuję!

6 uwag do wpisu “Nagradowice. Dwór Hermanna Bittera

      • Chyba jednak najważniejsza jest w życiu wiara,nadzieja i miłość(w ludzi i do ludzi).Pozdrawiam serdecznie i cieplutko.

        Polubienie

      • Ma Pani rację 🙂 Życzliwi ludzie są jak promyki słońca na niebie pokrytym ciemnymi chmurami. Sprawiają, że mimo wszystko, chce się wierzyć, iż nie jest źle 🙂 Również gorąco pozdrawiam 🙂

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s