Filmowy listopad

Ze wszystkich dwunastu miesięcy, listopad lubię najmniej…  Dni krótkie, pogoda kiepska, do lata daleko, świat w monochromatycznych barwach… Może właśnie dlatego, aby oderwać się nieco od wszechobecnej szarości, w listopadzie najczęściej odwiedzam kino. W tym roku, właśnie w listopadzie, na ekrany weszło parę nowych filmów, które chciałam obejrzeć. Byłam na „Spencer”, „Bo we mnie jest seks” i „Dom Gucci”. Wszystkie trzy obrazy traktują o znanych osobach, ale żaden z nich, nie jest dziełem stricte biograficznym. Opowiem o swoich wrażeniach z seansów, w kolejności oglądania filmów.

Pierwszym, który obejrzałam, był „Spencer”, film twórcy „Jackie”, Pablo Larraine’a. Podobnie jak w „Jackie” reżyser skupia się na przeżyciach kobiety, będącej ikoną popkultury, uwielbianej przez tłumy.  Akcja filmu ogranicza się do ukazania kilku dni z życia  księżnej Walii Diany, które z okazji Bożego Narodzenia, spędza w rezydencji Sandringham wraz z królewską rodziną. Nie jest to jednak pogodna czy romantyczna, świąteczna opowieść…

Księżna Diana jest na progu załamania nerwowego, jej życie osobiste właśnie wali się w gruzy za przyczyną Kamili Parker Bowles, z którą romansuje jej książęcy małżonek. Niezrozumiałe tradycje, sztywny ceremoniał i zimna atmosfera dworu, na którym każda czynność jest skodyfikowana  pogłębiają nękające księżnę bulimię,  kompulsywne jedzenie, stany lękowe i skłonność do autodestrukcji. Przez cały czas pobytu Diana poddawana jest szeregowi niepodlegających negocjacjom nakazów i zakazów wynikających z tradycji oraz mających na celu podtrzymanie mitu rodziny królewskiej nieustannie pilnowana.  Momentami, film, z dramatu psychologicznego zmienia się w surrealistyczny horror, który w swej głowie „wyświetla” Diana, widząca w swym losie analogie z dziejami i upadkiem Anny Boleyn, z którą była spokrewniona.   Odtwórczyni głównej roli Kristen Steward dobrze poradziła sobie z tym niełatwym zadaniem aktorskim. Jej Diana jest przejmująco prawdziwa zarówno w swym zagubieniu, jak i buncie.  Film jest bardzo sprawnie zrobiony, piękne plenery, kostiumy i wysmakowana ścieżka dźwiękowa sprawiają, że w sumie dość monotonną akcję przeplataną onirycznymi wstawkami, da się obejrzeć. Jednak daleka jestem od zachwytu. Na mnie raczej obraz podziałał przygnębiająco.

Zupełnie inny wydźwięk ma, nie wiedzieć czemu zakwalifikowany jako musical, obraz  Katarzyny Klimkiewicz „Bo we mnie jest seks”, traktujący o rodzimej ikonie pop kultury, Kalinie Jędrusik.   Pani reżyser  skupiła się na tym fragmencie życiorysu artystki, w którym gwiazda, z powodu  swego zbyt wyrazistego wizerunku i swobodnego trybu życia, zaczyna drażnić peerelowską publiczność lat sześćdziesiątych. W filmie (podobnie jak w życiu artystki) punktem wyjścia staje się koncert z okazji „Barbórki” i zmiana kierownictwa Telewizji Polskiej.

Mamy w filmie gwiazdorską obsadę (także w epizodach), mamy ówczesne elity kulturalne, mamy też piosenki Kaliny Jędrusik, jednak sam film trudno zaliczyć do udanych. W zasadzie całe dzieło opiera się na kreacji Marii Dębskiej, która rewelacyjnie wciela się w postać Kaliny. To ona przykuwa wzrok widza i sprawia, że przymyka się oko na niedostatki, których obrazowi nie brakuje.

Trzecim, z obejrzanych przeze mnie w listopadzie filmów jest dzieło Ridleya Scotta, „Dom Gucci”. Zrealizowany z rozmachem i pewną reżyserską lekkością film, mimo brytyjskiego pochodzenia reżysera, jest w odbiorze bardzo „włoski”.  Dużo w nim teatralnej gestykulacji, hałasu, i przeładowania  detalem na krawędzi kiczu. Mimo tego wszystkiego ogląda się go z przyjemnością, bo historia rodzinnej firmy Gucci i jej spektakularny upadek jest doskonałym materiałem na scenariusz.

Dzieło traktuje o czasach, w których  ster firmy „Gucci” dzierżą dwaj, już mocno zaawansowani wiekiem,  synowie Gucci Gucciego czyli Aldo (rewelacyjny Al Pacino) i Rodolfo (charyzmatyczny Jeremi Irons). Pomiędzy nimi zachodzi konflikt, co do dalszego rozwoju przedsiębiorstwa. Przebojowy Aldo stara się uczynić je jak najbardziej popularnym, skomercjalizować (nie stroni od wprowadzania na rynek tanich wersji kultowych modeli) i otwierać na kolejne rynki. Wycofany z życia Rodolfo, chce aby przedsiębiorstwo zachowało swe elitarne status quo. Dorasta jednak kolejne pokolenie Guccich, i każdy z potomków obu panów chce z rodzinnego tortu ukroić sobie jak największy kawałek. Aby „ugrać swoje” członkowie rodziny nie cofają się przed niczym…

Główną bohaterką filmu jest Patrizia Reggiani (wspaniała kreacja Lady Gaga), żona Maurizio Gucci’ego. To ona jest spirytus movens następujących zdarzeń. Niezbyt wykształcona, na pewno nieobyta (a momentami nawet nieokrzesana) jednak wie czego chce i, co jeszcze ważniejsze, wie jak to osiągnąć. Sprytnie wkrada się w łaski wszystkich członków klanu Guccich, aby potem bezlitośnie wykorzystać zdobytą  o nich wiedzę, do przejęcia większościowych udziałów. Na tle żywiołowej Lady Gaga, partnerujący jej  Adam Driver na pozór wypada bardzo blado. Jest jedynie marionetką w rękach utalentowanego animatora. To Patrizia od początku pociąga za wszystkie sznurki, starając się wywindować swego niezbyt ambitnego małżonka na szczyt. Niedobrze się dzieje, gdy introwertyczny, pozbawiony przywódczych zdolności mąż, nagle zaczyna wierzyć w swój geniusz. Gdy Maurizio osiąga faktyczne kierownictwo w firmie staje się bezwzględnym i cynicznym. Stryj Aldo  i ekspansywna małżonka zaczynają go drażnić a potem coraz bardziej przeszkadzać. Mimo, iż Driver gra bardzo oszczędnie, bez zbędnych gestów potrafi przekazać przemianę Maurizia, z nieśmiałego i pozbawionego większych ambicji młodzieńca, w bezwzględnego rekina biznesu.  Kontrast, między (momentami  nawet przerysowaną) postacią Patrizii a powściągliwą sylwetką Maurizia, sprawia, że gra tego duetu jest tym bardziej pasjonująca.

Poza niekwestionowanymi gwiazdami filmu czyli Lady Gagą i Al Pacinem, na uwagę zasługuje też kreacja Jareda Leto, brawurowo wcielającego się w postać syna Alda, Paolo Gucci. Jego Paolo, zdominowany przez rzutkiego ojca, przy pewnej dozie politowania budzi także  współczucie.

Ale nie tylko sugestywna gra aktorska jest mocną stroną filmu. To także piękne plenery i wnętrza (sceny m.in, kręcono w autentycznej mediolańskiej willi należącej do rodziny Necchii  i renesansowej rezydencji arcybiskupa Rzymu nad jeziorem Como) oraz wspaniałe samochody, którymi poruszają się członkowie klanu Guccich jak choćby, pochodzące z przełomu lat 60/70,  Ferrari GT4 , Maserati Indy, czy Jaguar C Type i wreszcie odlotowe Lamborghini Diablo model 1991…

W filmie o imperium mody, nie mogło zabraknąć wspaniałych kostiumów i biżuterii. Pierwsze zaprojektowała Janty Jates, drugą, w większości, wypożyczono we włoskiej firmie jubilerskiej  Bulgari oraz francuskiej Boucheron.

Całości obrazu dopełnia ścieżka dźwiękowa będąca mieszanką muzyki  popowej operowej przyprawiona szczyptą jazzu. Autorem oprawy muzycznej jest Harry Gregson-Williams, którego dziełem są takie niekwestionowane hity jak muzyka do „Shreków”, „Księcia Persji” czy „Królestwa niebieskiego”.

Jest też polski akcent w produkcji filmu, jako że autorem zdjęć jest Dariusz Wolski, uznany w Stanach operator, (m.in zdjęcia do serii „Piraci z Karaibów”) dość często współpracujący z Ridleyem Scottem.

Moim zdaniem warto poświęcić  dwie i pół godziny aby przenieść się w świat włoskiego luksusu. W takim anturażu nawet rodzinne waśnie, intrygi i zbrodnia wyglądają pociągająco.

Teraz jeszcze czekam na, zapowiedziany na grudzień tego roku, obraz  F.L. de  Aranoa „Szef roku” bo dawno nie byłam na komedii…

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s