Lgów. Nieistniejący dwór i drewniany kościół Narodzenia NMP

Eksplorując ziemię żerkowską postanowiłyśmy pojechać do Lgowa.  Szefcia, nie bez powodu (bo droga do wsi nie należy do tych, o najlepszej nawierzchni) rzucała mi spojrzenia mówiące „ale wymyśliłaś” jednak dzielnie posuwała się na przód. Na szczęście nie było specjalnie daleko, a droga pusta więc wkrótce parkowałyśmy pod lgowskim drewnianym kościołem. Czytaj dalej

Brodnica i Żabno kościół parafialny pod wezwaniem św. Jakuba

W zasadzie pojechałyśmy do Brodnicy. To bardzo specyficzna miejscowość w powiecie śremskim. Ni to wieś, ni to miasteczko posiada bardzo zróżnicowaną architekturę. Ponieważ pogoda była ładna postanowiłam nieco przejść się po miejscowości.

O swojej poprzedniej wizycie w Brodnicy pisałam skrótowo w jednym z postów z serii „znów w podróży”, dziś chciałabym nieco rozwinąć temat. Jest bowiem Brodnica miejscowością, która znana była już w początkach XIII wieku i wtedy należała do Czesława piszącego się „z Brodnicy”. Jego potomkowie dzierżyli włości do co najmniej połowy XV wieku. Wtedy to nastąpił podział majątku między Andrzeja i Mikołaja a kolejni właściciele przybrali nazwisko Brodnickich i pieczętowali się Łodzią. W XVI wieku Brodnica figurowała jako miasto, ale nie zachował się żaden dokument lokacyjny poświadczający jej prawa miejskie, które zdaje się utraciła w latach 80tych XVI stulecia. W przeciągu dwóch następnych wieków właściciele majątku często się zmieniali. W XIX wieku należał do Chłapowskich.

W 1875 roku, w kościele w Brodnicy Antonina, córka Zofii z Kurnatowskich i Stanisława Chłapowskich z Szołdr (pisałam już o tamtejszym majątku) przysięgła dozgonną miłość Wacławowi Mańkowskiemu herbu Zaremba. Dla tej pary został wzniesiony w Brodnicy uroczy pałacyk, o którym szerzej pisałam w jednym z postów z serii „znów w podróży”. traktujących o ziemi śremskiej. Ostatnimi, przedwojennymi właścicielami majątku byli Zofia z Potockich i Kazimierz Mańkowscy. Obecnie kolejne pokolenie, odkupiwszy własność rodzinną od Skarbu Państwa (!) prowadzi w pałacyku elegancki hotel w którym udogodnienia współczesności korelują z pamiątkami z przeszłości. Owa symbioza teraźniejszości z historią sprawia, iż pobyt w tym miejscu na długo zapada w pamięci. Dwór stoi po środku parku krajobrazowego a od frontu prowadzi doń aleja wiekowych kasztanowców.

Wzdłuż drogi usytuowane są dawne budynki czworaczne. Nie byłoby w nic nadzwyczajnego, jako że przy każdym folwarku musiały istnieć mieszkania dla pracowników, gdyby nie fakt, iż każdy z nich ozdobiony jest w narożach budynku figurą świętego.

We wspomnianym poście „znów w podróży” opisałam też brodnicką świątynię, która nosi wezwanie św. Katarzyny. Została zaprojektowana przez S. Hebanowskiego i prezentuje strzelisty styl neogotycki. Wzniesiono ją w latach 1867-1870 na miejscu wcześniejszego drewnianego, który doszczętnie spłonął w pożarze w 1862 roku. Ciężar sfinansowania budowy nowego kościoła wziął na siebie w 2/3 ówczesny dziedzic Brodnicy Kazimierz Chłapowski, pozostałą część sfinansowano z odszkodowania uzyskanego po pożarze i składek parafian.

Na zewnętrznych  ścianach kościoła (podczas tej mojej wizyty świątynia była zamknięta) znajdują się liczne epitafia rodziny Moraczewskich i Mańkowskich, dawnych dziedziców tych ziem. Przy nawie Na przykościelnym cmentarzu znajduje się pomnik grobowy (cenotaf) Józefa Wybickiego oraz grób jego drugiej żony Estery z Wierusz Kowalskich. O tej parze pisałam niejednokrotnie, m.in. w postach o Manieczkach i Wełnie. Szczątki Józefa Wybickiego, z inicjatywy pierwszego rektora Uniwersytetu Poznańskiego, Heliodora Święcickiego i ks. proboszcza Bolesława Kościelskiego przeniesiono w 1923 roku na „poznańską Skałkę” czyli do krypty zasłużonych przy kościele św. Wojciecha w Poznaniu. Szczątki pani Wybickiej pozostawiono na miejscu, fundując jej nową, marmurową tablicę. Na terenie cmentarnym znajduje się także grobowiec rodziny Wilczyńskich, dziedziców Krzyżanowa, o którym mam zamiar niebawem obszerniej napisać.

Przy kościele św. Katarzyny w Brodnicy usytuowana jest też kaplica grobowa Koźmianów ozdobiona herbem Nałęcz.

Z Brodnicy udajemy się w drogę powrotną ale w Żabnie zatrzymuje nas widok otwartego kościoła. To, że drewniany kościół jest otwarty w dzień powszedni (a znam i takie, których nawet w niedzielę nie otwierają bo zapewne „szkoda drzwi”…) jest takim ewenementem, iż postanowiłyśmy zbadać to niecodzienne zjawisko. Tajemnica szybko się wyjaśniła, okazało się iż trwają przygotowania do mszy pogrzebowej. W takich okolicznościach oczywiście nie wypadało nam za bardzo rozglądać się po świątyni ale nawet rzut oka z kruchty wystarczył, aby zauważyć bogate barokowe wyposażenie.

Żabno istnieje od co najmniej końca XIV wieku i było wtedy podzielone na części należące do Żabińskich, Krajkowskich i Rogalińskich. Od XVIII wieku było własnością Chłapowskich. W 1789 roku zakupił je Jakub Biliński a w 1823 Stanisław Zakrzewski. W 1886 roku Żabno, jak wiele wielkopolskich majątków, trafiło w niemieckie ręce.

 

 

 

Dawna ulica Wilhelmowska i plac Wilhelma w Poznaniu

Przymusowa, a więc frustrująca, stagnacja zawodowa i ograniczone wyjazdy wymuszają na mnie nową organizację czasu.  Od kogoś bardzo mi bliskiego otrzymałam kiedyś radę:  „Powinnaś robić wyłącznie to, co absolutnie musisz, resztę czasu przeznaczając na to, co sprawia ci przyjemność”.  Aby ją zastosować, należało zacząć od rozgraniczanie tego co muszę, od tego, co tylko wydaje mi się, że (z różnych powodów) powinnam. Dopiero po tym mogłam  przestawić się na tryb „slow”… Czytaj dalej

Raszewy. Pałac Czarneckich

O zobaczeniu pałacu w Raszewach marzyłam od dawna, ale jak do tej pory, nie miałam okazji pojechać do tej, położonej nieco na uboczu, niewielkiej miejscowości.  Cierpliwość jednak została nagrodzona  i w końcu  udało się. Na dodatek, w dzień wycieczki pogoda była piękna, lekki mróz i słońce dodawały uroku dolinie Lutyni w Czeszewsko-Żerkowskim Parku Krajobrazowym oraz samym Raszewom.

Wieś Raszewy jest stosunkowo młoda, pierwsza o niej wzmianka pojawia się dopiero w początkach XV stulecia, jednak osadnictwo na tym terenie istniało dużo wcześniej. Potwierdzają to odkrycia archeologiczne ujawniające cmentarzysko ciałopalne z okresu epoki żelaza, a także odnaleziony w końcówce XIX wieku, zbiór monet, prawdopodobnie zakopany tam w XI wieku.  Pierwszymi właścicielami Raszew był ród Zarembów, którego zamieszkała tu  gałąź, miała przyjąć nazwisko „Raszewskich”.

W XVI wieku Raszewy były własnością prywatną a dzierżył je ród pieczętujący się Zarembą. W 1589 roku Zofia z Zarembów Markowska sprzedała rodowe Raszewy. Nabywcą był Krzysztof Iwieński z Tomic żonaty z Anną z Kościeleckich herbu Ogończyk. W małżeństwie tym urodziły się dwie córki, z których starszą, Jadwigę wydano za (zaliczanego już wówczas do magnaterii) Adama Sędziwoja Czarnkowskiego herbu Nałęcz. Raszewy najprawdopodobniej zostały zakupione jako posag Jadwigi, bo przeszły na własność Czarnkowskich. Jadwiga z Iwieńskich Czarnkowska w małżeńskim stanie nie pożyła długo, owdowiały małżonek (zatrzymując Raszewy) ożenił się powtórnie z Anną ze Zborowskich, która również dość szybko przeniosła się w zaświaty. Nie zrażony tym Czarnkowski ożenił się po raz trzeci, wybierając na małżonkę Katarzynę Leszczyńską herbu Wieniawa. Ta urodziła mu syna  Franciszka Kazimierza, który śmierci rodziców (Katarzyna przeżyła Adama o lat dziesięć)  ok. 1640 roku przejął Raszewy.

Franciszek Kazimierz Czarnkowski herbu Nałęcz (1613?- 1656) ożenił się świetnie, zdobywając rękę księżniczki Konstancji Lubomirskiej herbu Drużyna, córki księżnej Zofii z Ostrogskich i Stanisława.   W 1625 roku parze tej urodził się syn, którego ochrzczono dwojgiem imion Adam Uriel. Niestety księżniczka nie pożyła długo i Franciszek Czarnkowski ożenił się powtórnie, tym razem na małżonkę wybierając pannę Annę, córkę Małgorzaty z Wedlów Tuczyńskich i Mikołaja Wejherów.  Ta obdarzyła go (oprócz wiana, które musiało być znaczne) córką Barbarą.

W 2 połowie XVII wieku Czarnkowscy Raszewy wydzierżawili Noskowskim herbu Rawicz, którzy ok XVIII stulecia przejęli ten majątek na własność. Po nich, właścicielem dóbr stał się starosta kopaniński Antoni Poniński herbu Łodzia. Antoni rodziny nie założył i po jego śmierci Raszewy przeszły na jego siostrzenicę, córkę Jadwigi z Ponińskich i Konstantego Kwileckich herbu Szreniawa. Barbarę.  Barbara z Kwileckich Kęszycka owdowiała 1 789 roku. Nie przesadzała z długością żałoby po ćwierć wieku starszym od niej mężu, tylko wkrótce ponownie wyszła za mąż, poślubiając Antoniego Czarneckiego herbu Prus III. W związku z Czarneckim urodziła trójkę dzieci: córki Lucyndę (1790-1817) i Konstancję oraz syna Marcelego.

Marceli hrabia Czarnecki herbu Prus III (1793-1868) w 1920 roku w Czerwonej Wsi, rodowych dobrach swej narzeczonej, ożenił się z Florentyną Chłapowską herbu Dryja. Spośród czterech synów tej pary, Raszewy dostały się „drugiemu w starszeństwie” Zygmuntowi(1823-1908). Najstarszy, Antoni objął ordynację gogolewską.

Zygmunt Czarnecki, w 1849 roku, poślubił dwudziestodwuletnią panienkę, Marię Giżycką z Giżyc herbu Gozdawa. W rok po ślubie, na świecie pojawił się pierworodny syn tej pary, Wiktor. Po nim Maria urodziła Zygmuntowi jeszcze pięciu synów i dwie córki. Z tej ósemki dzieci Raszewy przypadły Michałowi Stefanowi Protazemu (1861-1947) żonatemu z Teresą z Okęckich herbu Radwan. W 1894 roku, właśnie w Raszewach, urodził się pierworodny syn Teresy i Michała Czarneckich, Antoni. Po nim, także w Raszewach urodził się Władysław (1896-1941), a w rok później szczęśliwi rodzice powitali na świecie córeczkę, Marię. Świadkiem tych radosnych wydarzeń był nowo wybudowany, i stojący we wsi do dziś, pałac.   Państwo Czarneccy, w kwitnącym stanie utrzymali Raszewy do wybuchu II wojny światowej. W pałacu rodziły się wnuki Teresy i Michała (synowie Anny z Lipskich i Władysława Czarneckich): Michał, Kazimierz, Władysław. Zapewne dumni dziadkowie z rozczuleniem obserwowali harce chłopców w raszewskim parku.

Pierwszy cios dotknął rodzinę w 1924 roku, kiedy to zmarła dwudziestosiedmioletnia Maria Czarnecka. Po nim niestety, miały przyjść następne. W 1941 roku, w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, zginął syn, czterdziestopięcioletni Władysław Czarnecki, w sierpniu 1944 roku w Warszawie zginął najstarszy syn, urodzony w Raszewach pięćdziesięcioletni Antoni Jan Maria Czarnecki. „Starsi państwo” Czarneccy, Teresa i Michał wojnę przeżyli, ale w wyniku nacjonalizacji  utracili Raszewy. W oparciu o folwark utworzono PGR a w pałacu rozlokowała się dyrekcja. Może dzięki temu pałac zachował się w nie najgorszym stanie…

Podjeżdżamy pod skraj raszewskiego parku, na którego teren wjazd jest wzbroniony, ale spacerować można.

Pałac został zbudowany w latach 1897-1890, jego inwestorem był Michał Czarnecki a plan przyszłej rezydencji sporządził znakomity architekt, Zygmunt Gorgolewski. Jest to budynek założony na planie prostokąta, dwukondygnacyjny z użytkowym poddaszem częściowo (mezzanin) skrytym pod wysokim, wielopołaciowym dachem.

W fasadzie, na skrajnych osiach umieszczono dwa, mocno wystające przed lico korpusu, ryzality. Na osi głównej, w płytkim ryzalicie (poprzedzony jednobiegowymi schodami) wydatny ganek filarowo-kolumnowy, pod którym przebiega podjazd. W drugiej kondygnacji ganek przechodzi w obszerny taras obwiedziony kutą balustradą osadzoną na murowanych słupkach. Ich szczyty zdobią płaskie wazy. Centralny ryzalit zwieńczony jest frontonem w którym umieszczono kartusz z herbem Czarneckich  Prusem III.

Zwraca uwagę bogaty detal architektoniczny zdobiący fasadę. Ściany artykułują półkolumny toskańskie, osadzone na wydatnych cokołach, podtrzymujące profilowany gzyms. W drugiej kondygnacji wszystkich trzech ryzalitów, powtarza się motyw szerokiej arkady wspartej na lizenach. Prostokątne, oraz zamknięte łukiem wycinkowym otwory okienne ujęte są w opaski. Niektóre z nich dodatkowo wzbogacone są o wycinek gzymsu wsparty na konsolkach.

O ile to możliwe, jeszcze piękniej prezentuje się elewacja ogrodowa. W jej centrum znajduje się pięcioosiowy ryzalit zwieńczony frontonem z  uroczą lukarną. Poniżej, na gzymsie między drugą kondygnacją a mezzaninem umieszczono kartusz z rodowym herbem Marii z Giżyckich Czarneckiej, Gozdawą.

Niezwykłej lekkości tej elewacji nadaje taras z wybrzuszającą się częścią centralną, z którego dwa, zaokrąglone biegi schodów prowadzą najpierw na niższy poziom a następnie do ogrodu.

W drugiej kondygnacji ryzalitu, na trzech jego osiach głównych wyznaczonych przez półpilastry i półkolumny, umieszczono porte-enetre prowadzące na, otoczone ażurowymi balustradami, balkoniki wsparte na ozdobnych konsolach.

Boczne, krótsze elewacje posiadają centralne ryzality a ich ściany zdobi boniowanie.

Zwracam też uwagę na zachowane drzwi wejściowe z nadświetlem ozdobionym finezyjną kratką.

Niestety, obecnie pałac stoi pusty. Nie udało nam się wejść do środka (ani nawet zajrzeć przez okno, bo żaluzje są zasunięte) aby zobaczyć zachowane polichromie wykonane w 1912 roku przez Piotra Kubowicza, malarza wywodzącego się ze szkoły monachijskiej. Podobno, przedstawione są na nich wizerunki innych  wielkopolskich siedzib tego rodu. Z żalem opuszczamy Raszewy, rzucamy im jeszcze tęskne spojrzenie.  Jednak, coraz silniej odczuwana potrzeba uzupełnienia odpowiedniego poziomu kofeiny w organizmie, zniechęca nas do dłuższego spaceru po parku i bliższego przyjrzenia się zabudowaniom gospodarczym.

Obie czujemy, że najwyższy czas na kawę i drugie śniadanie. Liczyłyśmy na jakąś kawiarnię w Żerkowie, ale przeliczyłyśmy się… W tym momencie, nawet nie przypuszczałyśmy, że w tym celu przyjdzie nam jechać aż do Nowego Miasta…

 

 

 

 

Dwór w Ordzinie

Chcąc sobie urozmaicić drogę powrotną z Nowej Wsi, zamiast pojechać główną szosą, skręciłyśmy w bok i w ten sposób trafiłyśmy do Ordzina, niewielkiej wioski w powiecie szamotulskim. Wiedziałyśmy, że znajduje się w niej stary dwór, więc chciałyśmy go zobaczyć. Wjeżdżając do miejscowości, bez trudu zlokalizowałyśmy starszą jej część, w której powinien znajdować się interesujący nas budynek. Minęłyśmy zabudowania folwarczne i po chwili parkowałyśmy już przed dworem. Czytaj dalej

Dwór w Chlewiskach. Wielkopolskie rezydencje

Mimo, iż dopadła mnie alergia, uprosiłam Szefcię aby pozwoliła mi jechać w trasę. Powodem mojej determinacji, nie był oczywiście pracoholizm, ale pasja poznawcza. Tego dnia bowiem, podróż służbowa miała wieść przez tereny powiatu szamotulskiego, a tam miałam nadzieję zobaczyć dwór w Chlewiskach. Tak więc, zaopatrzona w dużą ilość chusteczek higienicznych, pojechałam. A jak już pojechałam, nie mogłam odmówić sobie przyjemności popatrzenia, na doskonale widoczny o tej porze roku dwór Nieżychowskich w Myszkowie. Czytaj dalej

Białokoszyce. Obiekt sakralny…

Jako, że bardzo nie lubimy jechać jednego dnia tą  samą drogą, wracając z Chrzypska skierowałyśmy się na Białokosz. Podróż urozmaicały nam sarenki, które nie mogąc się zdecydować czy wolą się paść na wschodzącej oziminie czy też może, na rosnącym po drugiej stronie drogi zielsku, raz za razem przebiegały nam drogę. Zmuszało nas to do ostrożnej jazdy ale też dostarczało sporo radości. Może dzięki temu, że jechałyśmy wolno, nie przeoczyłyśmy powstałego przy drodze „obiektu sakralnego”. Czytaj dalej

Kościół i pastorówka w Budziszewku.

Jakiś czas temu pisałam o dawnym pałacu Łubieńskich w Budziszewku. Opisałam wtedy dzieje jego mieszkańców główny nacisk kładąc na rozgrywający się w pałacu romans Konstancji Łubieńskiej  z narodowym wieszczem Adamem Mickiewiczem. Wspomniałam wtedy też, o  stojącym nieopodal kościele pod wezwaniem św. Jakuba, którego wnętrza nie miałam okazji zobaczyć. Teraz, będąc w okolicy, postanowiłam zajrzeć do wsi ponownie. Miałam nadzieję, że może tym razem, jakimś cudem zastanę świątynię otwartą… Czytaj dalej