Biała Góra. Mauzoleum Mielochów i resztki dawnego gospodarstwa.

Szefowa podsumowując rok pokiwała nostalgicznie głową i stwierdziła, że w 2021 zrobiłyśmy ponad trzydzieści tysięcy kilometrów. Dodała też, że taki wynik obliguje nas do zamknięcia roku „z przytupem”. Jednak, jak na złość, akurat nadeszła odwilż, drogi (zwłaszcza te, ukochane przez nas „boczne od bocznych”)zamieniły się w ślizgawki.  Nie chcąc czynnie obchodzić „dnia blacharza i lakiernika”, którzy przy takiej aurze mają swoją fiestę, postanowiłyśmy wybrać się gdzieś niedaleko. Po wnikliwej analizie obiektów w okolicy uznałyśmy, że czas pojechać na Białą Górę.

Odwiedzenie tego zakątka Poznania od dawna miałyśmy w planach, ale ze względu na inne, pilniejsze wyjazdy i zobowiązania odkładałyśmy tę wizytę.  Okresowo nawet zapominałyśmy, że mamy zamiar zobaczyć „Białą Górę” bo takie miano nosi interesujący nas teren nad jeziorem maltańskim.

Obecnie to niemalże uroczysko, ale w początkach XX wieku na tych terenach rozciągało się ogrodnictwo rodziny Mielochów.  W 1911 roku założył je senior rodu, pochodzący ze Spławia, Andrzej Mieloch. Oprócz domu, zabudowań gospodarczych, i gruntów pod uprawę roślin, na należącej do Mielocha posesji powstał też park krajobrazowy. Całość była otoczona płotem, za którym (podobno) miał spacerować prawdziwy lew.

22 kwietnia 1911 roku, w Poznaniu, przyszło na świat czwarte dziecko Andrzeja Mielocha.  Chłopca ochrzczono imieniem Jerzy. Już jako chłopiec, ku rozpaczy ojca widzącego w nim spadkobiercę ogrodniczego imperium, wykazywał więcej zainteresowania przygodami i motoryzacją, niż ogrodnictwem. Jako jedenastolatek miał, wraz ze starszym bratem Leszkiem, uciec z domu z zamiarem dotarcia do Stanów Zjednoczonych. Wprawdzie, eskapada trwała jedynie dwa dni i zakończyła się już w Tczewie, skąd młodocianych adeptów na trampów, odesłano do domu, ale „duch kozaczy” w Jerzym nie zamarł.

W 1927 roku Jerzy poznał, ówczesne bożyszcze poznańskiej młodzieży męskiej, motocyklistę Michała Nagengasta i pod jego wpływem zapałał szczególną miłością do motocykli. Pasja ta nie spotkała się z akceptacją ojca, który w Jerzym upatrywał kontynuatora ogrodniczej tradycji.  Zapewne, niejedna awantura w domu Mielochów odbyła się z powodu drastycznej różnicy między oczekiwaniami Seniora a marzeniami Juniora rodu.  Mimo to, Jerzy nie poddawał się, nie miał zamiaru swego życia poświęcać jedynie uprawie rabarbaru i róż, chciał się się ścigać.

Sprzymierzeńca, nieoczekiwanie, znalazł w swej matce, Marii z Gidaszewskich Mieloch. To ona, w tajemnicy przed mężem, kupiła szesnastoletniemu synowi pierwszy motocykl. Był to brytyjski, sportowy motocykl Rudge 250. Pojazd podobno mógł osiągać szybkość 160 km na godzinę.

W cztery lata później, Jerzy, porzuciwszy naukę,  jeździł na Rudge’u 300 w poznańskim motoklubie Unia. Taka decyzja syna była nie do przyjęcia przez ojca i (po zapewne kolejnej awanturze) Jerzy opuścił dom na Białej Górze. Aby zapewnić sobie byt, na ochotnika, wstąpił do 3 Pułku Lotniczego na Ławicy.

W dwa lata później (1933 rok) nieoczekiwanie zmarł senior rodu, Andrzej Mieloch i ogrodnictwo przejęła owdowiała Maria wspomagana przez córkę Wandę i syna Jerzego, który musiał w tym momencie opuścić wojsko. Mimo, iż ogrodnictwo nie było pasją Jerzego, powierzone obowiązki wypełniał rzetelnie, modernizując gospodarstwo i  zmieniając jego specjalizację na hodowlę róż. Podobno, wyhodowana przez Mielochów, legendarna „czarna róża” z gatunku baccara, jest przede wszystkim jego zasługą. Tak naprawdę, owa róża nie miała czarnej barwy czarnej, a jedynie bardzo ciemno bordową mimo to była sensacją na rynku kwiaciarskim.

Mimo obowiązków w rodzinnym przedsiębiorstwie,  już w 1934 roku, Jerzy Mieloch odbywał regularne treningi na brytyjskim Royal Enfieldzie 250, a w rok później, już  startował  w wyścigach. Pasja motoryzacyjna pochłaniała go coraz bardziej, kupował coraz szybsze maszyny (angielskie Rudge Ulster 500 i Norton 500 oraz niemiecki NSU 500). Inwestycja w profesjonalny sprzęt zaowocowała wynikami. W 1937 roku Jerzy wygrał wyścig uliczny w Warszawie i został mistrzem stolicy. W rok później wziął udział (bez większych sukcesów)  w zawodach o Grand Prix Warszawy startując w klasie seniorów 500 ccm na NSU.  W tym samym roku zajął II miejsce w międzynarodowym wyścigu w Tallinie. Aby utrzymać właściwą formę Mieloch trenował też lekkoatletykę, pływanie i wioślarstwo a zimą jeździł na nartach i łyżwach. Przed wojną zdążył jeszcze zrealizować swoje wielkie marzenie i kupić „rasową wyścigówkę” motocykl DKW 350 z pompą doładowującą.

Karierę sportową Jerzego Mielocha przerwał wybuch II wojny. Motocyklista został zmobilizowany i  jako pilot myśliwski dostał przydział do 3 bazy lotniczej w Poznaniu. Po kampanii  wrześniowej trafił do Rumunii, skąd wrócił do okupowanego Poznania. Niestety,  rodzinne gospodarstwo  Mielochów przejął okupant, a Marię przesiedlono do Warszawy. Jerzy zamieszkał z matką, która w stolicy prowadziła kwiaciarnię. Jerzy znalazł zatrudnienie w warszawskich warsztatach samochodowych, które dawało „mocne papiery”. A te były Jerzemu bardzo potrzebne gdyż szybko  związał się z podziemiem.  Jako żołnierz  Armii Krajowej wykorzystywał swoje lotnicze doświadczenia w formacji  Komendy Głównej AK zajmującej się wywiadem lotniczym i sabotażem na terenie lotnisk i zakładów produkujących sprzęt lotniczy.

W sierpniu 1944 roku, w stopniu podporucznika, razem z Oddziałem III walczył w Śródmieściu.  Został pojmany i trafił do niewoli. Był jeńcem obozów Bergen Belsen, Fallingbostel, Gross Born i Sandbostel, z którego w kwietniu 1945 roku wyzwoliły go wojska brytyjskie. Do Poznania powrócił w końcówce 1945 roku i zajął się rekultywacją ogrodnictwa na Białej Górze, rabunkowo prowadzonego przez Niemców.

Nie zaniedbał też swej kariery sportowej. Próbując nadrobić stracony przez wojnę czas startował w wielu wyścigach motocyklowych. W 1946 roku, jadąc na swoim przedwojennym DKW 350, Jerzy Mieloch zdobył Grand Prix Śląska. W tym samym roku startował też w Grand Prix Bałtyku.  Na podstawie wyników z tych wyścigów, traktowanych jako eliminacje, przyznano mu tytuł Mistrza Polski, w kategorii 350 ccm. Trochę zamieszania w  klasyfikacji wprowadza lokalizacja Mielocha jako reprezentanta Warszawy, którą zawodnik zawdzięcza temu, iż w owym czasie startował w barwach warszawskiej Legii, gdyż stołeczny klub gwarantował w owym czasie znacznie lepsze możliwości.

W tymże samym, 1946 roku, Jerzy Mieloch wziął udział w pierwszych, powojennych, prestiżowych zawodach o ” Złoty Kask” rozgrywanych na trawiastym torze poznańskiej Woli.   15 września 1946 roku na trybunach zasiadło sto tysięcy fanów motoryzacyjnego sportu aby śledzić pasjonujące rozgrywki stu dziewiętnastu zawodników.  Większość z kibiców przybyła jednak by dopingować „swojego” Jerzego Mielocha. Kiedy  miejscowy faworyt wygrał,  entuzjazm sięgnął zenitu. Kibice  obsypali go kwiatami i wraz motorem unieśli w górę. Był to pierwszy, ze zdobytych przez Jerzego Mielocha, „Złotych Kasków”. Potem jeszcze pięciokrotnie sięgnął po to trofeum, trzykrotnie zdobył „Puchar Pokoju”, w 1953 roku wygrał w katowickim wyścigu ulicznym, zapewniając sobie tym zwycięstwem tytuł „Mistrza Polski”.

W 1953 roku Jerzy Mieloch poślubił młodziutką Aleksandrę Sobkiewicz. W tym samym roku na świat przyszedł, późniejszy spadkobierca motocyklowych pasji, syn Jerzy Wincenty.  W dwa lata później Aleksandra i Jerzy powitali na świecie swą córkę Ewę. Mimo tego radosnego wydarzenia, nie był to dla rodziny dobry rok. Wydarzył się bowiem groźny wypadek, w wyniku którego znacznie pogorszył się stan zdrowia poznańskiego motocyklisty – ogrodnika. Mimo leczenia, Jerzy Mieloch zmarł w październiku 1957 roku w krakowskim szpitalu. Uroczysty pogrzeb legendy poznańskiego sportu motorowego odbył się w Poznaniu. Tłumy Poznaniaków przybyły na Białą Górę aby pożegnać swego mistrza. Pochówek w mauzoleum Mielochów odbył się przy wtórze warkotu motocykla DKW, na którym zmarły odnosił swe największe sukcesy. Nie zapomniano także o związkach Jerzego Mielocha z lotnictwem. W momencie składania trumny do krypty, nad gloriettą krążył samolot poznańskiego aeroklubu, którego pilot  zrzucił pożegnalną wiązankę kwiatów.

„Non omnis moriar…” Pasję motocyklową kontynuują także kolejne pokolenia Mielochów, jego syn Jerzy Wincenty oraz wnuk, Jerzy Mieloch junior.

„Uzbrojone” w wiedzę o niegdysiejszych właścicielach, ruszamy na „Białą Górę”. W dawnym parku Mielochów (obecnie skandalicznie zdziczałym), w pewnej odległości od domu  i gospodarstwa, stoi uroczy pawilon, który pełnił rolę rodowego mauzoleum. Sprzeczne są wersje datowania tej niezwykłej budowli, jedne źródła podają, iż glorietta została wzniesiona w latach 30tych XX wieku, zaś z dokumentów Miejskiego Konserwatora Zabytków wynika, iż jest dużo wcześniejsza i mogła powstać jeszcze przed I wojną.

Glorietta powstała na planie koła, a osiem smukłych kolumn korynckich podtrzymuje kopułę, która pierwotnie pokryta była blachą. Na płytę monokteru prowadzą proste stopnie, pod mauzoleum znajduje się krypta, w której do lat 70tych XX wieku spoczywały szczątki członków rodziny Mielochów. W latach 70tych rodzina została wywłaszczona ze swoich włości. W tym też czasie, z glorietty przymusowo przeniesiono trzy trumny na cmentarz junikowski.

W latach 80tych XX wieku mauzoleum wpisano do rejestru zabytków i powstała koncepcja przeniesienia go na poznański Cmentarz  Zasłużonych. Nie było jednak do końca powiedziane, kto ma ponieść koszty takiej operacji i sprawa „upadła”. Wydaje mi się, że najlepiej by było, nie odrywać glorietty od jej historycznego kontekstu i pozostawić zabytek na Białej Górze.

Obejrzawszy Mauzoleum, zaśnieżoną ścieżką na brzegu skarpy, ruszamy obejrzeć pozostałości po dawnym gospodarstwie Mielochów. Przekraczamy mostek na Cybince i przed naszymi oczami zaczynają rysować się pierwsze ruiny zabudowań. Mimo, iż obecnie wszystko jest w opłakanym stanie, pozostałości pozwalają się zorientować w skali i rozmachu dawnego ogrodnictwa. Oprócz, czerwonoceglanych zabudowań gospodarczych, centralną część założenia zajmuje ruina dwukondygnacyjnego domu mieszkalnego. Dziś już trudno zorientować się jak wyglądały jego poszczególne elewacje, można jedynie stwierdzić, iż najprawdopodobniej nakryty był dachem naczółkowym i posiadał użytkowe poddasze.

Niewątpliwie podjazd prowadzący do głównego wejścia domu jest przedwojenny i pamięta czasy inwestora, Andrzeja Mielocha. Widać też, że po wojnie dom próbowano rozbudować. Nieopodal budynku zachowały się resztki ogrodzenia z uroczymi bramami.A także szereg, bardziej lub mniej, zdewastowanych zabudowań gospodarczych.

Ponieważ to pierwszy post w Nowym, 2022 Roku, chciałabym blogującym i czytającym, entuzjastom i oponentom, sympatykom i niechętnym, wierzącym i wątpiącym złożyć najserdeczniejsze noworoczne życzenia. Niech ten Rok przyniesie Wam zdrowie, sporo radości, trochę wyzwań oraz satysfakcji z dokonań a także spełnienie, choćby jednego, marzenia… Tak, abyście po kolejnych 365 dniach, mogli spokojnie powiedzieć: „to był dobry rok”…

3 uwagi do wpisu “Biała Góra. Mauzoleum Mielochów i resztki dawnego gospodarstwa.

  1. niesamowite jest jakie kółko zatoczyłam 🙂
    zwiedzając Fort VI dowiedziałam się że nazwa Malty wywodzi się od szpitala z czasów wojny prowadzony przez – no właśnie zakonników czy żołnierzy z Malty?
    i tak czytając, wędrując trafiłam na ogrodników Mieloch i na motocyklistę, którego wspominasz, żył intensywnie ale tylko 46 lat
    lubię takie wędrówki 🙂

    Polubienie

    • Nazwa „Malta” w Poznaniu wywodzi się od dawnej siedziby Joannitów, którzy przybyli na ten teren w XII wieku. Dostali wtedy kościółek św. Michała (obecny św. Jana Jerozolimskiego za murami i objęli opieką znajdujące się przy nim hospicjum. W latach 30tych XVI wieku, cesarz Karol V Habsburg, Maltę- wyspę na m. Śródziemnym oddał w lenno zakonowi joannitów, których od tego czasu zaczęto nazywać „kawalerami maltańskimi”. Dlatego w Poznaniu ich dawna własność (wcześniej zwana „Komandorią” zyskała miano „Malty”. A Joannici byli zakonem rycerskim pełna ich nazwa brzmi Suwerenny Rycerski Zakon Szpitalników świętego Jana z Jerozolimy. 😉 Ciesze się, że odwiedzamy te same miejsca. Pozdrawiam gorąco 🙂

      Polubione przez 1 osoba

      • Dziękuję za tę informację 🙂
        Doczytałam wtedy, że teren nazwano Maltą, i jeziora wtedy tam nie było, widziałam mapę z 1914 roku, jezioro dopiero pojawiło się w 1952 roku.
        Pozdraaaaaawiam 🙂

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s