Kościół i pastorówka w Budziszewku.

Jakiś czas temu pisałam o dawnym pałacu Łubieńskich w Budziszewku. Opisałam wtedy dzieje jego mieszkańców główny nacisk kładąc na rozgrywający się w pałacu romans Konstancji Łubieńskiej  z narodowym wieszczem Adamem Mickiewiczem. Wspomniałam wtedy też, o  stojącym nieopodal kościele pod wezwaniem św. Jakuba, którego wnętrza nie miałam okazji zobaczyć. Teraz, będąc w okolicy, postanowiłam zajrzeć do wsi ponownie. Miałam nadzieję, że może tym razem, jakimś cudem zastanę świątynię otwartą…

Cuda zapewne się zdarzają, ale to akurat, nie był ten czas.  Zamknięty na głucho kościół nadal skrywał swoje wyposażenie przed przypadkowym okiem ciekawskich. Żeby podróż  całkiem „nie poszła na marne”, obejrzałam dokładnie świątynię z zewnątrz. Przystanęłam na moment przy grobie Franciszka i Józefa Łubieńskich, dawnych właścicieli majątku. Niewiele osób wie, że tu również pochowana jest Konstancja Łubieńska.  Płyta jej poświęcona  uległa takiemu zatarciu iż położono ją odwrotną, gładką stroną. Zatrzymałam się też na chwilę przy kolumnie z figurą NMP,  myślę że może ona pochodzić z czasów kolejnej konsekracji kościoła.

Osadnictwo na terenie dzisiejszego Budziszewka istniało już w okresie paleolitu. Nazwa miejscowości ma pochodzić od imienia „Budzisz”, który zapewne związany był  z X/XII wiecznym grodziskiem istniejącym nieopodal. W średniowieczu Budziszewko było wsią rycerską, którą dzierżył ród Grzymalitów. Z czasem, osiadła tu gałąź, przybrała nazwisko „Budziszewskich”.

Od 1 połowy XVI stulecia, dobra budziszewskie ulegały systematycznemu rozdrobnieniu, po czym, w XVIII wieku przejęte zostały przez Tomickich herbu Łodzia. Od nich, w 1770 roku, kupili je Łubieńscy herbu Pomian, w rękach tej rodziny włości pozostały przez kolejne sto lat. Jak już wspomniałam, w pierwszej połowie XIX wieku majątek należał do Konstancji z Bojanowskich i Józefa Kazimierza Łubieńskich i w 1831 roku, ich gościem był Adam Mickiewicz, którego z gospodynią połączył gorący romans. Swej niezbyt etycznej postawie (uwiedzenie żony gospodarza, który przyjął go pod swój dach, wbrew  wcześniejszym deklaracjom nie wstąpienie w szeregi powstańcze, spędzania czasu na biesiadach, zabawach, polowaniach i wycieczkach podczas gdy inni przelewali krew za kraj) wieszcz dorobił się tyluż samo zwolenników co i adwersarzy.

Gromił  go, niekwestionowany autorytet owych czasów, generał Dezydery Chłpowski, a kolega „po piórze” poeta i powstaniec Maurycy Gocławski poświęcił mu sarkastyczny fragment swego  utworu: ” … A nade wszystko wielcy ludzie owi, co za ludzkość w gazetach umierać gotowi.  A spokojnie w domach siedzą. Wierszy ci mnóstwo nakleci, jeden, drugi i trzeci, i dziesiąty poeta. A zwłaszcza poeci co za Polskę walecznie umierali w rymach. Bez rozlewu krwi  drogiej po Dreznach i Rzymach…”

Gocławski miał prawo tak się wyrażać. Walczył a ujęty po powstaniu listopadowym przez carską policję, przedwcześnie (miał tylko trzydzieści dwa lata) zmarł na tyfus w więzieniu w Stanisławowie.

Józef Łubieński zmarł w 1846 roku a majątek odziedziczyła Konstancja, która w rok po śmierci męża, poślubiła guwernera swoich dzieci, Wandalina Wodpola. O losach Konstancji Łubieńskiej pisałam szerzej w poście poświęconym jej majątkowi w Marcelinie.  Po  śmierci Konstancji (1867) Budziszewko przeszło na najstarszego syna Konstancji i Józefa, Stanisława Łubieńskiego żonatego z Eleonorą z Jaraczewskich herbu Zaremba.

W 1878 roku Budziszewko, od zmuszonego długami do sprzedaży Stanisława Łubieńskiego, nabył rotmistrz Albrecht von Treskow (ten od pałacu w Biedrusku).  Nowy właściciel od początku nosił się z zamiarem rozparcelowania swoich nowych włości i przeznaczeniem ich pod osadnictwo niemieckie. Dlatego też zamierzał odebrać tutejszy kościół katolikom. Miejscowa ludność katolicka odwołała się do sądu, który wydał wyrok nakazujący zwrot świątyni prawowitym właścicielom. Kościół został ponownie konsekrowany w 1905 roku.

Nie otrzymawszy stojącego już kościoła, von Treskow  poradził sobie z problemem inaczej, a mianowicie  kaplicę ewangelicką urządził w pałacu. Powstał jednak problem z mieszkaniem dla pastora. Nie wiem, czy to von Treskowie nie chcieli mieszkać z pastorem, czy też raczej to pastor nie życzył sobie dzielić pałacowych pokoi z właścicielami, w każdym razie, na skraju pałacowego parku zbudowano dla niego osobną pastorówkę. Myślę, że pastor dobrze na tym wyszedł, bo budynek jest to prostu śliczny. Wysoko podpiwniczony, wzniesiony na kamiennej podmurówce, parterowy z użytkowym poddaszem skrytym pod wysokim łamanym dachem. Na osi fasady znajduje się płytki ryzalit zwieńczony szczytem o fantazyjnie wygiętych spływach. W ryzalicie umieszczono wejście osłonięte gankiem, a nad nim, w mansardzie, trójdzielne okno zamknięte łukiem koszowym. Ozdobą elewacji ogrodowej jest drewniana weranda. Dodatkowego uroku dodają dawnej pastorówce drewniane elementy konstrukcyjne, tworzące pod dachem dekoracyjny fryz. W otynkowanych ścianach zwracają uwagę otwory okienne zamknięte łukami koszowymi. W  wysokim, mansardowym dachu umieszczono okna powiekowe doświetlające poddasze. Mimo zaniedbania budynek budynek wygląda urzekająco i myślę, że pastorowi mieszkało się w nim nader wygodnie.

Na koniec idę w stronę pałacu. Po drodze zauważam resztki dworskiego ogrodzenia. Niestety stan pałacu nie uległ zmianie od czasu mojej ostatniej wizyty w Budziszewku. Podobno obecny właściciel obiektu ma kłopoty finansowe i nie może dokończyć remontu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s