Praga: Cerny, Kafka i kawka

W Pradze byłam kilkukrotnie… Jednak każdy z tych pobytów był bardzo krótki i zazwyczaj ograniczał się do „praskiego niezbędnika” czyli Rynku Staromiejskiego z ratuszem i Orlojem, mostu Karola, jakiegoś kawałka Hradczan czy Malej Strany.  Kolejny wyjazd do Pragi, na nieco dłużej niż weekend, planowałam od dawna jednak, z różnych względów, stale go odkładałam.  Pewnie jeszcze długo zastanawiałabym się, przekładała terminy (bo nie ta pora roku, bo pogoda, bo sytuacja niepewna, bo pandemia…) gdyby nie fakt, że w najbliższej przyszłości i tak nic, (może poza zmianą pory roku) też pewne nie będzie.  Choć nad Poznaniem akurat szalały wichury, zobligowana okolicznościami, że „albo teraz, albo jeszcze długo nie”, podjęłam wreszcie decyzję „jadę!”. Czytaj dalej

Chotel Czerwony

Tegoroczne ferie, ze względu na pandemię,  spędzałam prowadząc mało mobilny tryb życia. A kiedy już decydowałam się opuszczać gościnny i bezpieczny dom moich przyjaciół, na cel wycieczek  wybierałam miejscowości małe, położone z dala od głównych szlaków turystycznych. Do takich należy  Chotel Czerwony , niewielka wieś nad rzeczką Maskalis leżąca na terenie Nadnidziańskiego Parku Krajobrazowego.

Czytaj dalej

Osiemdziesiąta rocznica akcji Bollwerk

Niezmiernie rzadko zajmuję tematami wydarzeń z czasów II wojny światowej. Powodów tego jest kilka, ale najważniejszym jest ten, że ów tragiczny i dramatyczny okres doczekał się już tak wielu specjalistycznych opracowań, iż nie czuję się na siłach coś dodać. Jednak dzisiaj, w dniu 80 rocznicy spektakularnej akcji Bollwerk, postanowiłam złamać swą zasadę, ponieważ wydarzenie to, jego bohaterowie, a także cała wielkopolska działalność konspiracyjna, poza regionem, są prawie zupełnie nieznane…

Czytaj dalej

Kościół Nawiedzenia NMP i klasztor Karmelitów na Piasku w Krakowie

Tego dnia nie miałam bliżej sprecyzowanych planów, postanowiłam więc po prostu przejść się po mieście. Tak trafiłam do bazyliki Nawiedzenia NMP na Piasku i przyległego doń klasztoru Karmelitów Trzewiczkowych. Jakoś do tej pory nigdy tam nie byłam, ale co się odwlecze to nie uciecze. Nie jestem nadmierną wielbicielką barokowych świątyń ale muszę przyznać, że ta, swoim wyposażeniem, zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Czytaj dalej

Sancygniów. Pałac Deskurów i kościół pod wezwaniem św. Piotra i Pawła

Wyjazd do Sancygniowa do samego końca stał pod dużym znakiem zapytania. Jeszcze poprzedniego dnia szalała wichura, sypiąc na przemian śniegiem, deszczem, zeschłymi liśćmi, a nawet drobnymi przedmiotami zmiecionymi z balkonów i tarasów.  Dodatkowo,  w sobotnie popołudnie okazało się, iż Tomkowi, który miał mnie tam zawieźć,  parę  dni wcześniej skończyła się ważność przeglądu samochodu. Zapomniał o terminie, zdarza się… „Nie martw się. Pojedziemy drugim, byle pogoda się poprawiła” pocieszył mnie wiedząc, że bardzo mi zależy na zobaczeniu Sancygniowa w niedzielę, bo wtedy jest szansa, że kościół zastanę otwarty. Czytaj dalej

Zimowe Busko-Zdrój

Jak wcześniej wspomniałam, moje tegoroczne ferie z powodu pandemii, nie obfitowały w wycieczki.  Główną atrakcją pobytu w dobrze mi znanym Busku, były spacery po urokliwym parku zdrojowym. Jedną z nowości, której dotychczas nie widziałam, była „Ławeczka Leopolda Kozłowskiego – Kleinmana” zwanego ostatnim klezmerem Galicji. Czytaj dalej

Dawny klasztor Bernardynów w Kościanie

Wracając z dalszej trasy zatrzymałyśmy się w Kościanie. Przerwę w podróży wymusiły tak prozaiczne przyczyny jak chęć napicia się  kawy (niestety ciągle jeszcze podawanej papierowym kubku „na wynos”) i rozprostowania kości po długim siedzeniu w samochodzie. Spacer, który ze względu na dzierżone w dłoniach kubki, odbyłyśmy po mniej uczęszczanych ulicach miasta sprawił nam sporo radości. Przyglądałyśmy się pięknym willom i kamienicom z przełomu XIX i XX wieku. Na koniec nieco więcej czasu poświęcamy najstarszej części kompleksu szpitala psychiatrycznego. To tereny dawnego klasztoru bernardyńskiego… Czytaj dalej

Dwór w Ignacewie.

Wpadłyśmy do Kostrzyna na kawę. Tam, w naszej ulubionej kawiarni w Starym Młynie zapytałyśmy obsługującą nas Panią o drogę do Ignacewa. Wyraźnie się ożywiła i zaciekawiona zapytała, czego konkretnie tam szukamy, bo to jej rejon. Okazało się, że mamy do czynienia z kostrzyńską radną. Kiedy usłyszała, że wybieramy się do tamtejszego dworu,  spytała czy chcemy go kupić. Enigmatycznie odpowiedziałyśmy, że na razie obejrzeć. Udzieliła nam szczegółowych informacji jak dojechać, a nawet wręczyła odręczną mapkę, aby mieć pewność, że nie pobłądzimy. Na koniec przekazała również garść przestróg, przed podobno wałęsającymi się tam zdziczałymi psami. Czytaj dalej