Koźmin Wielkopolski

Przez Koźmin Wielkopolski przejeżdżałyśmy kilkukrotnie, raz nawet zatrzymałyśmy się tam na kawę, jednak do tej pory   nigdy nie wystarczało czasu aby zobaczyć główne zabytki miasta. Tym razem, wracając z niezbyt udanej trasy do Krotoszyna, podczas której głównie stałyśmy w korkach, postanowiłyśmy „sprawić sobie przyjemność” i zatrzymać się w Koźminie na dłużej…

Czytaj dalej

Dwór w Kruchowie i jego historia

Tym razem obowiązki służbowe zagnały nas do Kruchowa. Tę miejscowość miałyśmy odwiedzić po raz pierwszy, więc bardzo się ucieszyłam, bo lubię zwiedzać wioski położone z boku głównych szlaków. Zazwyczaj, choć rzadko ujmowane są w rankingu najciekawszych miejsc w regionie, mają  wiele do zaoferowania. Jeśli chodzi o Kruchowo, nie zawiodłam się w swoich oczekiwaniach. Wieś ma długą historię, piękne położenie, ciekawy zespół dworski. A przy tym jest  bardzo zadbana, ukwiecona i miła dla oka więc spacer po niej był czystą przyjemnością. Czytaj dalej

Na lubuskiej ziemi. Grochowo i okolice.

Wiosna dodatkowo podbija, i tak już nieprzeciętny, urok ziemi lubuskiej. Świeża, soczysta zieleń, kwitnące drzewa, błyszczące w słońcu tafle jezior sprawiają, że zza okien samochodu, tereny te wyglądają bajkowo.  Przed wiekami stanowiły one zachodnie rubieże kraju więc tutejsze miejscowości często przechodziły z rak do rąk. Przez to, wiele z nich może poszczycić się niesamowitą historią. Władały nimi, owiane legendą zakony rycerskie, możne rody, stacjonowały obce wojska…

Jadąc ze Słubic w kierunku Poznania,  zatrzymywałyśmy się kilkukrotnie, by móc przyjrzeć się mijanym wioskom. Czytaj dalej

Wyspa Edwarda i dwór w Polwicy.

Do wyspy Edwarda w Zaniemyślu, to my szczęścia nie mamy… Kiedy chciałyśmy popłynąć  na nią po raz pierwszy, prom nie działał. Potem długo coś tam remontowano, wyspa była „nieczynna”, przeprawa nie działała… Czasowo odpuściłyśmy ten temat. Teraz, gdy zupełnie przypadkowo, dowiedziałyśmy się, że  wyspę ze stałym lądem połączono mostem, postanowiłyśmy tam pojechać ponownie. Nie przewidywałyśmy przeszkód…

Czytaj dalej

Ponownie w Berlinie.

Berlin zwiedzam „po kawałku”, to znaczy za każdym razem, jak  mam okazję tam być, staram się dokładniej zobaczyć to, czego nie widziałam, lub widziałam jedynie pobieżnie. Tym razem krótki (wycieczkowy) postój w stolicy Niemiec wykorzystałam na Alexanderplatz.

W zasadzie to raczej „odświeżyłam” wspomnienia, bo pierwszy raz na Aleksanderplatz byłam jeszcze jako dziecko, podczas podróży z rodzicami po ówczesnym „Enerdówku”.

To jeden z najpopularniejszych placów Berlina, rozpoznawalny przez wszystkich dzięki dwóm budowlom: wieży telewizyjnej i „czerwonemu ratuszowi”, który swą nazwę zawdzięcza  cegle, z jakiej został wzniesiony.

Alexanderplatz jest niezwykle ruchliwy, bo znajdują się na nim i stacje kolejowa, i metra, i przystanki tramwajowe. Zazwyczaj tłumnie docierają tu również turyści z pobliskiej „Wyspy Muzeów”. Znany jest też wszystkim amatorom piwa, bo właśnie na nim odbywają się berlińskie spotkania  organizowane w ramach „Oktoberfestu”. W okresie adwentu z kolei, na tym placu odbywają się tradycyjne jarmarki bożonarodzeniowe. Na przestrzeni wieków na placu Aleksandra zawsze dużo się działo…

Już w średniowieczu plac był tłoczny i gwarny jako że leżał w sąsiedztwie  Georgentor czyli „Bramy Jerzego” będącej jedną z bram prowadzących do miasta. To tutaj gromadzili się, pędzący do Berlina swe bydło kupcy, czekając na możliwość wejścia ze swym żywym towarem do miasta.

W XVII wieku, władze ówczesnego Berlina  surowo zakazały tuczu i sprzedaży nierogacizny oraz bydła w obrębie murów miejskich, więc obrót tym nieco kłopotliwym towarem odbywał się właśnie na teren dzisiejszego placu.

Kiedy w 1701 roku Fryderyk I Hohenzollern wjeżdżał do miasta aby objąć tron Prus, bramę Jerzego i leżący przy niej plac przemianowano na „Królewskie”. W tym też roku, położony nieopodal, dawny zamek berliński stał się oficjalną rezydencją królewską i wówczas plac zaczęto wykorzystywać jako miejsce musztry i parad królewskiej gwardii.

Swoją obecną nazwę plac nosi od 1805 roku. Wówczas to, do Berlina przybył car Rosji Aleksander I, który w ramach koalicji antyfrancuskiej zawarł z Prusami traktat o pokoju i przyjaźni. Król pruski Fryderyk Wilhelm III, chcąc uhonorować tak ważnego sojusznika, kazał nazwać plac królewski jego imieniem.

W czterdzieści lat później Plac był świadkiem krwawych wydarzeń rewolucji marcowej, która dała początek niemieckiej Wiośnie Ludów.  Stanęły nań barykady, na których walczyli głównie robotnicy i rzemieślnicy domagający się wolności prasy, zgromadzeń i amnestii dla więźniów politycznych.

Koniec XIX wieku przyniósł znaczące zmiany w wyglądzie placu. Powstał tam dworzec kolejowy, nowoczesna (na owe czasy) kryta hala targowa. W 1895 roku na placu stanął pięciotonowy, siedmiometrowy, miedziany pomnik Beroliny, żeńskiej personifikacji Berlina. Pomnik ten, w 1942 roku, został rozebrany a pod koniec wojny, najprawdopodobniej, przetopiony  a uzyskany zeń surowiec wykorzystano do celów wojennych.

W 1904 roku, przy Alexanderplatz,  swój luksusowy dom handlowy zbudował Herman Tietz, o którym szerzej pisała w swoim poście o Międzychodzie. Budynek przypominał pałac, jego wnętrza i asortyment były w stanie zaspokoić najwybredniejszych klientów. Kiedy w 1934 roku Hitler doszedł do władzy, sklepy i przedsiębiorstwa Tietzów przekazano nowym, aryjskim  właścicielom. Kończąc wątek rodziny Tietz’ów i ich handlowego imperium, dodam, iż większości członków rodziny udało się wyjechać z III Rzeszy, a ich przejęte przez nowych właścicieli sklepy dały początek sieci „Hertie”. Podobno nazwę tę  nowy właściciel przedsiębiorstwa i ma ona pochodzić od pierwszych liter imienia i nazwiska Hermana Tietz’a.

W okresie Republiki Weimarskiej i III Rzeszy Alexanderplatz stanowił centrum nocnego życia stolicy Niemiec. To tutaj mieściły się kabarety, spelunki i kwitło życie półświatka. Atmosferę tamtego czasu świetnie oddaje powieść A. Doblina „Alexanderplatz”.

Podczas walk o Berlin, zabudowa wokół placu uległa niemal całkowitemu zniszczeniu. Socjalistyczne władze NRD zadecydowały, iż nowy wygląd reprezentacyjnego placu wschodnioniemieckiej stolicy, powinien odzwierciedlać nowoczesny charakter socjalistycznego państwa i w tym duchu poprowadziły jego odbudowę.

Stojąc twarzą do wieży telewizyjnej (inwestycja z lat 1965-1969), po prawej stronie widzimy rozłożyste gmaszysko z czerwonej cegły. To „Rotes Rathaus” siedziba władz miejskich stolicy. Ratusz został wzniesiony w latach 60tych XIX wieku według projektu Hermana Wasemanna. Budynek założony jest na planie wydłużonego prostokąta (bagatela dwadzieścia trzy osie…) trzykondygnacyjny, zwieńczony balustradową attyką. Osie skrajne zaakcentowane są jednoosiowymi ryzalitami.  W centrum, przed lico fasady występuje masywna, czterokondygnacyjna wieża flankowana wielobocznymi wieżyczkami. Poszczególne kondygnacje wieży zwężają się ku górze, co przydaje jej pewnej lekkości. Architektura budynku nawiązuje do stylu neorenesansowego (ciągi arkadowych okien) natomiast wieża naśladuje te, z gotyckich katedr.

Przy Alexanderplatz znajduje się jedna z najstarszych a zarazem najpiękniejszych miejskich fontann.Nie jest to jej pierwotna lokalizacja… Powstała w latach 1888-1891 jako dar miasta dla cesarza Wilhelma II i stanęła na przed południową fasadą zamku królewskiego w Berlinie. Po  zburzeniu zamku, w 1951 roku została usunięta, a w 1969 umieszczono ją w dzisiejszym miejscu.

Neobarokowa fontanna zaprojektowana przez Reinholda Begasa składa się z granitowego basenu oraz centralnej  postaci  Neptuna osadzonej na, wznoszonej przez trytony, muszli. Na brzegu basenu usadowiono cztery kobiece postacie będące personifikacjami czterech, wówczas niemieckich, największych rzek: Łaby, Renu, Wisły i Odry. Każda z postaci dodatkowo zaopatrzona jest w atrybuty obrazujące charakter regionu, przez jaki dana rzeka przepływa. I tak, Ren posiada winogrona i sieć rybacką, Wisła pniaki symbolizujące lasy, Odra kozę i futro, a Łaba, kłosy zbóż i owoce.

W basenie znajdują się posągi wodnych zwierząt (węża, krokodyla, żółwia i lwa morskiego) które „plują” wodą na władcę mórz. Program ikonograficzny dopełniają figurki dziecięce, symbolizujące nowe życie. Dla Begasa, inspiracją do projektu fontanny była rzymska fontanna „Czterech rzek” Lorenza Berniniego.

Obecnie, po odbudowie zamku królewskiego, dyskutowany jest pomysł przeniesienia fontanny w jej pierwotny, historyczny kontekst.

Nieopodal fontanny usytuowany jest kościół NMP. Świątynia powstała w końcu XIII wieku dla rozwijającej się wówczas osady, zwanej wówczas „Nowym Miastem”. W XIV wieku kościół dwukrotnie przebudowano, w czego wyniku, zyskał on formę trzynawowej hali z krótkim, wielobocznie zamkniętym prezbiterium.W XV stuleciu przy nawie południowej dobudowano rząd kaplic. Nad chórem zachodnim wznosi się kwadratowa wieża z piaskowca, nakryta hełmem z XVIII wieku, zaprojektowanym przez Carla Langhansa.

Kościół podobno posiada bardzo bogate wyposażenie, jednak nie dane jest mi się o tym przekonać, bo wycieczka pędzi dalej.Rejestruję jedynie profilowany, dwudzielny, kamienny portal i starannie opracowane blendy okienne szczytu północnego.

Przy kościele znajduje się posąg Marcina Lutra.Pomnik reformatora religijnego stanął tu nieprzypadkowo, od  XVI wieku, kościół należy do wiernych wyznania luterańskiego. Statua pochodzi z roku 1893 i jest dziełem panów: Paula Otto i Roberta Toberentza.

Ostatni rzut oka na wieżę telewizyjną i przenosimy się w zupełnie inną część miasta.Po odwiedzeniu Bramy Brandenburskiej i Reichstagu, o których kiedyś już pisałam, przechodzimy pod  bardzo ciekawą ekspozycję noszącą nazwę „Topografia Terroru”.

Wystawa zlokalizowana jest w miejscu, gdzie mieściła się siedziba Gestapo i miały swe siedziby Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy oraz dowództwo SS. Wzdłuż fragmentów berlińskiego muru rozlokowane są fotografie i dokumenty obrazujące narastanie w III Rzeszy terroru nazistowskiego. Powyżej ekspozycji gmach Pruskiej Izby Reprezentantów- drugiej izby pruskiego parlamentu, wzniesiony w latach 1892-1898 według planów Friedricha Schulze.

Przesuwając się wzdłuż muru i zatrzymując przy kolejnej grupie zdjęć, można łatwiej zrozumieć, dlaczego Hitler zdobył władzę w Niemczech, jak, populistycznymi hasłami, uwiódł naród.  Zręcznie manipulując „wrogiem zewnętrznym” , wywołał chorobliwą nienawiść do Żydów… Można też naocznie przekonać się, jakie były  skutki takiej polityki…Surowość tej ekspozycji i kontekst otoczenia przemawia do wyobraźni głębiej, niż jej „wygładzone” odpowiedniki w muzealnych gablotach.

Tym razem zwiedzanie Berlina kończymy przy Checkpoint Charlie.

W okresie zimnej wojny było to najbardziej znane z przejść granicznych między Berlinem wschodnim a zachodnim. Charlie, kontrolowany przez aliantów, był przeznaczony wyłącznie dla cudzoziemców.  Niemcy musieli przechodzić przez inne punkty, drobiazgowo sprawdzane przez Enerdowców i kontrolujących ich Rosjan.

Przejście funkcjonowało do 1990 roku. Obecnie stojąca budka strażnicza, to odtworzona replika autentycznej, stojącej tam w latach 1961-1990. Przed posterunkiem ułożono barykadę worków z piaskiem (dziś są wypełnione betonem, bo chętnie fotografujący się przy punkcie turyści, zwykli się o nie opierać) aby w pełni odtworzyć klimat tamtych lat.

Jesienią 1961 roku punkt Charlie był świadkiem zdarzeń, które mogły doprowadzić do wybuchu III wojny światowej. Teoretycznie alianccy dyplomaci i oficerowie mogli swobodnie przemieszczać się do sektora radzieckiego, jednak w praktyce, na terenie strefy radzieckiej dochodziło do incydentów, podczas których, wbrew dyplomatycznym ustaleniom, byli legitymowani lub kontrolowani. Po którymś takim zdarzeniu, po amerykańskiej stronie,  Checkpointu ostentacyjnie stanęły dwa Pattony z lufami skierowanymi w stronę NRD. Miały za zadanie dopilnować swobodnego przejścia Alberta Hemsinga  do strefy radzieckiej. Kiedy ten przekroczył granicę, czołgi wycofały się na Tempelhof, gdzie miały swoja bazę.  Wtedy, nieoczekiwanie, z Friedrichstrasse wyłoniła się  kolumna radzieckich T-54 . Na szczęście, zanim przemieściły się  pod sam punkt, z lotniska Tempelhof zdążyło przyjechać siedem amerykańskich M- 48, które ustawiły się wprost przed szlabanem. Nadto, za rogiem, czekało wsparcie, w postaci uzbrojonej kompani amerykańskiej piechoty.

Tak więc na przeciw siebie, stały kolumny czołgów oznaczonych gwiazdami. Jedna białą, druga czerwoną i obie uzbrojone w ostrą amunicję. Wojna wisiała na włosku…  Dyplomaci obu stron dwoili się i troili, aby zapewnić swoim przywódcom możliwość honorowego wyjścia z klinczu. Wojna nerwów trwała. Prezydent Kennedy postawił warunek aby to czołg radziecki wycofał się pierwszy…

Dopiero po szesnastu godzinach rozmów, wzajemnych przekonywań, gróźb i próśb, ostatni w kolumnie T-54, na wstecznym biegu, cofnął się o kilka metrów. Dopiero wtedy podobny manewr wykonał amerykański Patton. Następne czołgi wycofywały się w tej samej kolejności, aż wreszcie ostatnie zniknęły za zakrętami ulic. Od czasu tego zdarzenia policja czy żandarmeria sektora wschodniego, na swoim terenie, nigdy więcej nie zaczepiła  zachodniego dyplomaty…

Na Checkpoincie kończymy oficjalne zwiedzanie miasta. Dostajemy czas wolny do wieczora na zorganizowanie sobie posiłku i ewentualnych rozrywek…

 

Rijksmuseum i muzeum Vincenta Van Gogha

Być w Amsterdamie i nie odwiedzić Rijksmuseum? To, moim zdaniem, niemożliwe. Rijksmuseum jest dla Amsterdamu tym, czym, Luwr dla Paryża,  Ermitaż dla Sankt Petersburga, Prado dla Madrytu… I choć w Holandii istnieje ponad czterysta muzeów (co, w przeliczeniu na metr kwadratowy stawia niewielką Holandię w europejskiej czołówce pod względem ilości tego typu obiektów), to  Rijksmuseum jest wśród nich perłą w koronie. Nawet jeśli ktoś nie przepada za galeriami malarstwa, to warto tam wejść, bo w muzealnych zbiorach znajduje się również rzeźba, rzemiosło artystyczne, broń a i obejrzenie samego gmachu warte jest, stosunkowo wysokiej, ceny biletów. Czytaj dalej

Amsterdam

„Jest port wielki jak świat, co się zwie Amsterdam” śpiewał Jacques Brel sławiąc blaski i cienie miasta. Nie mam jego talentu, ale chciałabym dziś opowiedzieć o swoich wrażeniach z tej  konstytucyjnej stolicy Królestwa Niderlandów. Amsterdam mnie zachwycił ie tylko swoją architekturą i położeniem ale także mieszanką kultur i swobodną atmosferą. Czytaj dalej