Najbardziej typowe dla Holandii…

Podczas każdej zorganizowanej wycieczki zdarzają się tak zwane „Michałki” czyli zwiedzanie miejsc popularnych, aczkolwiek niekoniecznie, wyjątkowo ciekawych. Nie inaczej było na tym wyjeździe, podczas którego, obowiązkowo zaliczyliśmy farmę serów, ogrody Keukenhof oraz skansen miniatur Madurodam.

Ferma serów połączona z wytwórnią holenderskich chodaków to miejsce, które może zainteresować jedynie miłośników folkloru i zakupów. Tryskający, sztucznie pompowaną, energią właściciel pokazuje procesy wytwarzania serów i wyrobu drewnianych sabotów, zachwala swe produkty, po czym zaprasza do sklepu. Ponieważ nie interesują mnie drewniaki, a z serami (choć je lubię) przez pół Europy wozić się nie będę, wychodzę z zapchanego wszelakiego rodzaju „pamiątkami”, pomieszczenia.

Rozglądam się po farmie. Soczysta zieleń, sporo błota, krowy, jakieś maszyny… Snując się nie tylko „od frontu” ale i od nieprezentowanego turystom zaplecza,  zauważam dyskretnie zaparkowanego z boku  lexusa. Widocznie ten interes serowo-drewniany nieźle się kręci. Moje przypuszczenia  potwierdzają też  uczestnicy naszej wycieczki wychodzący ze sklepu z mocno wypchanymi siatkami.

Osobiście, z całości tej wizyty, wywożę jedynie wspomnienia i  zdjęcie na traktorze, które zawsze chciałam mieć.

Krótki przystanek robimy przy wiatraku. W innych terminach, w programie wycieczki, jest zwiedzanie wiatraków, jednak my w zamiast nich, mamy sezonową atrakcję ogrody Keukenhof. Jednak być w Holandii i nie zrobić zdjęcia z wiatrakiem? Dla wielu jest to niewyobrażalne. Pilotka ulega licznym prośbom i podjeżdżamy pod jeden z ikonograficznych symboli kraju.

Kolejną masową atrakcją są ogrody Keukenhof. To teren obejmujący ponad trzydzieści hektarów, na którym, co roku, ponad pięciuset holenderskich ogrodników, układa w zmyślne wzory cebulki kwiatów. Wśród nich prym wiodą oczywiście holenderskie tulipany. Ogrody do zwiedzania udostępniane są jedynie w okresie od 21 marca do 19 maja, nic więc dziwnego, że w tym czasie ściągają do nich tłumy turystów z całego świata. Już podjeżdżając w pobliże, widzimy, że parkingi zapchane są pojazdami z rejestracjami z różnych stron Europy.Historia, tego największego na świecie ogrodu roślin cebulkowych, sięga XV wieku, kiedy to teren Lissy należał do hrabiny bawarskiej Jacoby van Beieren, która tu posiadała zameczek myśliwski oraz ogród kuchenny zaopatrujący dwór w warzywa i zioła. W XIX stuleciu, zgodnie z obowiązującą modą, ogród przeprojektowano na angielski krajobrazowy. Pierwsza wystawa kwiatowa na tym terenie powstała w 1949 roku z inicjatywy burmistrza Lissy, który swoje włości chciał nieco ożywić turystycznie. Jego pomysł  był przysłowiowym strzałem w dziesiątkę, bo corocznie Keukenhof odwiedza półtora miliona turystów.

Choć pierwsze cebulki tulipanów przybyły z Imperium Osmańskiego do Niderlandów w XVI wieku, prawdziwa „tulipomania” wybuchła w kolejnym stuleciu. Jej przyczyną stały się eksperymenty uniwersyteckiego botanika Ch. de L’Ecluse, który chciał wyhodować odmianę odporną na, chłodniejszy od tureckiego, holenderski klimat. Kiedy, na skutek wirusa, kwiaty zaczęły pokrywać się barwnymi prążkami, miewać postrzępione brzegi lub pofałdowane płatki, bogate mieszczaństwo oszalało z zachwytu. Tulipan stał się synonimem luksusu, przedmiotem pożądania i oznaką wysokiego statusu ekonomicznego. Rozpoczęło się prawdziwe tulipanowe szaleństwo. Ceny cebulek rosły każdego dnia, powstała giełda, na której Holendrzy zdobywali i tracili całe fortuny.Najwyższą cenę uzyskiwały kwiaty, których płatki pokryte były barwnymi smugami, w tym słynny „Semper Augustus”, który możemy podziwiać na wielu dziełach malarskich XVII wiecznych artystów holenderskich. Choć tulipanowa gorączka, w 1637 roku, skończyła się wielkim krachem i licznymi samobójstwami, miłość do tych kwiatów w Holandii przetrwała do dziś, czego dowodem są ogrody Keukenhof.Spacer po ogrodowych alejkach to jakieś piętnaście kilometrów do przejścia jednak piękne widoki i feeria barw wynagradzają wysiłek. Ponadto w trzech, z pięciu, noszących imiona członków rodziny królewskiej (Wilhelmina, Beatrix, Julianna, Irene, Wilhelm Alexander) pawilonach można podziwiać różnorakie ekspozycje florystyczne. Oprócz wiodących prym tulipanów, reprezentowane są także hiacynty, amarylisy, narcyzy, żonkile i szafirki.

Kwiaty są rzeczywiście przepiękne, a na dodatek ciekawie skomponowane.Przy okazji można zaobserwować różne egzotyczne typy turystów. Ja wypatrzyłam grupkę tybetańskich mnichów w charakterystycznych pomarańczowych szatach.Mimo, iż wszystkie atrakcje rozłożone są na naprawdę dużym terenie, wszędzie jest tłoczno. Kolejki po kawę, truskawki, cebulki, magnesy i inne gadżety, które bez trudu (i znacznie taniej) można kupić w każdym innym miejscu Holandii, są tu kilkudziesięciometrowe. Widocznie jednak działa magia miejsca, bo kupujących nie brakuje. Ponieważ o zjedzonym w hotelu śniadaniu zdążyłam już zapomnieć, postanawiam coś zjeść. Niestety, wszystkie restauracyjne stoliki są tak oblężone, iż nie ma szans, abym doczekała się miejsca. Zrezygnowana decyduję się na gorąca czekoladę i ciasto w jednym z punktów „fast food”. Czekolada okazała się zwykłym, za to koszmarnie słodkim kakao, a ciasto… No cóż, tylko rachunek za nie był europejski..,

Po ogrodach Keukenhof jedziemy do „Madurodamu”, skansenu miniatur. Kolejna masowa atrakcja, z której bez żalu bym zrezygnowała, choć sama idea powstania Madurodamu, do mnie przemawia. Park miniatur założyli bowiem państwo Maduro aby w ten nietypowy sposób uwiecznić pamięć swego syna, George Maduro, który w czasie II wojny zginął w Dachau.

Rodzina Maduro, przed wojną mieszkała w Willemstadt stolicy holenderskiego Curacao. Posiadała tam piękną rezydencję nad brzegiem Atlantyku.Tam, w 1916 roku, przyszedł na świat jedyny syn Rebeki i Joshuy Maduro Georg. Georg Maduro, w momencie napaści Niemiec na Holandię, miał 23 lata, był studentem prawa uniwersytetu w Lejdzie i, jak tysiące innych młodych ludzi, został powołany do wojska. Jako oficer, podczas walk obronnych, wykazał się odwagą a nawet wziął do niewoli grupę Fallschirmjager’ów lądujących w Riijswijk. Po kapitulacji Holandii Georg został schwytany i jako jeniec wojenny, na pół roku osadzony w więzieniu. Wypuszczony na wolność, nie mógł czuć się bezpiecznie, był Żydem a fakt ten stanowił wówczas śmiertelne zagrożenie. Przyłączył się do ruchu oporu, w którym zajmował się przerzucaniem zestrzelonych alianckich pilotów do Hiszpanii skąd byli transportowani do Wielkiej Brytanii. Został schwytany przez Gestapo i osadzony w więzieniu, z którego udało mu się zbiec. Po ucieczce nadal kontynuował swoją działalność w holenderskim ruchu oporu. Na skutek donosu belgijskiego kolaboranta ponownie trafił do więzienia tym razem w Saarabrucken. Ponownie dopisało mu szczęście, podczas alianckiego nalotu skrzydło więzienia, w którym był przetrzymywany, zostało zbombardowane, a spowodowane nim uszkodzenia otworzyły niektórym więźniom drogę do wolności. Maduro jednak nie skorzystał z niej, zajmując się wydobywaniem spod gruzów współwięźniów. W kilka miesięcy po tym Georg Maduro został przeniesiony do obozu koncentracyjnego w Dachau. Tam zmarł na tyfus zaledwie na trzy miesiące przed wyswobodzeniem obozu.

Z fundacji rodziców powstał Madurodam, który w 1954 roku uroczyście otworzyła księżna Beatrix (przyszła królowa Królestwa Niderlandów), która też została mianowana burmistrzem miniaturowego miasteczka. Od początku działalności, cały dochód z biletów do skansenu przekazywany jest na cele charytatywne.

Madurodam to Holandia w miniaturze. Idealne miejsce dla dzieci, które tutaj mogą poznać nie tylko najważniejsze zabytki i historię kraju ale także jego specyfikę i gospodarkę.

Park podzielony jest na trzy tematyczne działy. Pierwszym jest historia.  W części jej poświęconej można podziwiać odtworzone w skali 1:25 zabytkowe budowle oraz całą otaczającą je infrastrukturę.Jest tam i ratusz w Hadze (zdjęcie górne) i plac Dam w Amsterdamie.Drugi z działów poświęcony jest szeroko pojętemu pojęciu wody, która przedstawiana jest zarówno jako wróg, jak i sojusznik człowieka. Liczne miniatury ilustrują sposoby jej wykorzystania. W tej części skansenu królują kanały, śluzy, porty i mosty.Osobnym działem jest współczesna Holandia, jej gospodarka, transport, rolnictwo.Madurodam to idealne miejsce dla dzieci.  Mogą  tu nie tylko oglądać ale i, za pomocą odpowiednich aplikacji, aktywnie uczestniczyć w różnych akcjach. Można gasić pożar na statku, załadować kontenerowiec czy wziąć udział w aukcji kwiatów. Na licznych ekranach mogą obejrzeć filmy związane z prezentowanymi w skansenie obiektami. Jak zaznaczyłam, nie jestem zwolenniczką jakichkolwiek skansenów więc także w tym nie bawiłam się zbyt dobrze, ale doceniam jego edukacyjną rolę, precyzję z jaką został wykonany, ideę i przesłanie jakie niesie.

 

2 uwagi do wpisu “Najbardziej typowe dla Holandii…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s