Karpatka

Nie mogę teraz pojechać w swoje ukochane góry choć za nimi tęsknię. Jak kotwica, na miejscu trzymają mnie liczne obowiązki. Aby choć nieco złagodzić swoją frustrację, piekę karpatkę, którą moje dzieci zwały, nie bez racji, „garbatką”. To zaparzane ciasto, może za sprawą słodkawego aromatu wanilii, ma pewną magiczną moc. Objawia się ona tym, że zdecydowanie łagodzi napięcia.  Karpatka ( jak zapewne wszystko) ma niestety też  swoją „ciemną” stronę. Jest niesamowicie kaloryczna… Czytaj dalej

Reklamy

Placek włoski – ciasto na każą okazję

Przepis dostałam od mojej przyjaciółki, a ona od synowej,  a ta z kolei chyba od kogoś z rodziny. W każdym razie trochę  krążył zanim do mnie trafił. Wypróbowałam go z pewną dozą nieufności bo wydawał mi się jakiś niekompletny… Bez bicia piany, bez tłuszczu, bez skomplikowanych technologii. Ale kiedy już raz go upiekłam, prawie uzależniłam się od niego. Lekko pachnące wanilią i cynamonem, wilgotne ciasto wyparło „mufinki” z top listy wypieków na służbowe podróże. Czytaj dalej

Przedświąteczny weekend

Spotkanie „opłatkowe” z przyjaciółkami w przedświąteczny weekend  stało się już tradycją. Staramy się ją kultywować rok, rocznie, choć paradoksalnie, im jesteśmy starsze, tym trudniej wygospodarować nam czas. Niestety, obowiązków z wiekiem nie ubywa a wręcz przeciwnie, przyrasta.  Ale zazwyczaj udaje się znaleźć te parę godzin… Nie inaczej było i w tym roku. Po serii telefonów, aby umówić się na konkretny termin wspólnie ustaliłyśmy datę. Mogłam zabrać się za przygotowania… Czytaj dalej

Pierniczki czyli znowu zbliżają się święta

Jak co roku o tej porze powinnam zabrać się za pieczenie pierniczków.  Na początku jest chaos… Długie zastanawiania się „piec – nie piec?” Szefowa podpuszcza „a musisz?” No niby nie… Ale z drugiej strony wiem, że jeśli nie upiekę czegoś mi będzie brakowało.  „Na wszelki wypadek” więc postanawiam zagnieść ciasto.  Może sobie poleżeć i dojrzeć do do tego momentu, w którym uznam, że właśnie jest ten dzień… Czytaj dalej

Wakacje

Wakacje to dla mnie okres skondensowanego zwiedzania.  Staram się podczas letnich podróży odwiedzić miejsca, w których jeszcze nie byłam, ale też wrócić do tych, które są mi szczególnie bliskie. Jednak żaden z urlopów nie byłyby „pełny”, gdybym nie odwiedziła gościnnego domu moich przyjaciół. U nich mój czas jakby zwalnia. Laptop zostaje w domu i pokrywa się warstewką kurzu, nie sprawdzam poczty, nie denerwuję się wiadomościami. Nawet smartfon spoczywa  na dnie torebki rzuconej nie wiadomo gdzie… Nie są mi tu potrzebne…

Uwolniona od informacyjnego szumu, codziennych zawodowych obowiązków mogę bez szczególnych wyrzutów sumienia oddawać się przyjemnościom. Dowolnie długo obserwować chmury na niebie, śledzić mozolną wspinaczkę biedronki po łodydze kwitnącego krzewu, wieczorami wsłuchiwać się w koncert świerszczy i wdychać zapach maciejki… Czytaj dalej

Świąteczne życzenia

Zapewne w większości domów przygotowania świąteczne wkroczyły już w ostatnią, decydującą fazę.  U mnie podobnie. Pozostają mi jeszcze tylko do zrobienia świąteczne ciasta, które obiecałam przynieść na wigilijną wieczerzę. Robię je „na ostatnią minutę” żeby były świeże i pięknie się prezentowały na stole. Mam nadzieję, że sprostam oczekiwaniom…

Za mną już miłe chwile spędzone na „opłatkowym” spotkaniu z przyjaciółkami. Mamy taką tradycję, że co roku spotykamy się  przed świętami, aby ( jeszcze we względnym spokoju) złożyć sobie życzenia, porozmawiać i tradycyjnym menu wprawić się w świąteczny nastrój.  Te spotkania każdorazowo  mnie mobilizują, żeby wcześniej posprzątać, ubrać choinkę, ustawić świece i gałęzie  iglaków. No i przygotować małe „co nieco”.

W tym roku na przystawkę były śledzie w śmietanie. Takie klasyczne, z cebulką i jabłkiem pokrojonymi w kostkę. Jako pierwsze danie zupa grzybowa z kulebiakiem. Kulebiak to danie, które można przygotować w nieskończonej ilości wariantów. Mój był z kruchodrożdżowego ciasta z nadzieniem kapuściano- grzybowym.

Na drugie moje przyjaciółka po mistrzowsku przygotowała karpia w sosie piernikowym. To chyba wielkopolski przepis, polegający na ugotowaniu ryby i zrobieniu sosu z pierników, wina, rodzynek i migdałów.

Nie mogło oczywiście zabraknąć „grzańca” na bazie czerwonego wina oraz słodkiego deseru w postaci tarty z musem z mango i mandarynkami.  Specjalnie wybrałam taki zestaw owoców aby ciasto kolorystycznie pasowało mi do obrusu, serwetek i choinki, którą w tym roku zdecydowałam się ubrać w barwy złoto-pomarańczowo- brązowe.

I w tym świątecznym nastroju chciałabym Wszystkim złożyć serdeczne życzenia, udanych, niezapomnianych Świąt. Oby nie zabrakło w nich ciepła, radości ale także spokoju i chwili refleksji przy opłatku i kolędzie…

 

Pierniczki

Pamiętacie Lisę, Ollego i Bossego Eriksonów z Bullerbyn? Oni  mieli swoją ulubioną foremkę do pierniczków w kształcie prosiaczka, o którą rodzeństwo staczało przed świętami regularne boje. Ja również mam swoją ulubioną, tyle że w kształcie reniferka i na szczęście nie muszę się o nią z nikim bić. Czytaj dalej

Makowiec

Siała baba mak, nie wiedziała jak… A druga baba postanowiła (chyba w imię solidarności z tą co siała) upiec makowiec. I też nie wiedziała jak…

Podobno dziad wiedział, ale nie powiedział. Nie bardzo chce mi się w to wierzyć, bo dziad nigdy nie przepuszcza okazji do pochwalenia się wiedzą.

Z zasady nie piekę  makowców ( jak już to raczej tort makowy, bądz taki na krucho – drożdżowym cieście) ale w tym roku coś mnie naszło i uznałam, że rok będzie niepełny jeśli nie upiekę klasycznego, zawijanego w drożdżowe ciasto, makowca. Czytaj dalej

Przedświąteczne spotkanie

Tradycyjnie przed świętami spotykam się z przyjaciółmi. I choć  to „gorący” okres  przygotowań,  co roku  staramy się  znaleźć czas aby przełamać  się opłatkiem, podzielić radościami i smutkami, skosztować świątecznych potraw. img_8796

Bardzo cenię to, że przyjaciele znajdują czas na te odwiedziny. Lubię  ich wizyty i zawsze staram się przygotować  jakieś potrawy, które kojarzą się ze świętami. W tym roku zdecydowałam się, że będzie to śledzik „pod pierzynką”,  zupa grzybowa, piecuchy z sosem z gorgonzoli, a na deser tarta z konfiturą pomarańczową. No i oczywiście świąteczny grzaniec.

Matiasy (uprzednio odmoczone, doprawione solą, pieprzem i skropione sokiem z cytryny) ułożyłam warstwami, opatulając pierzynką kwaśnej śmietany wymieszanej z drobno posiekaną cebulką i jabłkiem. Przygotowałam je wcześniej, aby się „przegryzły”.

Zupę ugotowałam tradycyjnie. Do wywaru warzywnego dodałam wywar grzybowy,  a ugotowane grzybki pokroiłam w plasterki i wraz z cebulką poddusiłam na maśle. Całość przyprawiłam solą, pieprzem oraz kroplą śmietany.

Piecuchy upiekłam przy okazji lepienia pierogów, a sos do nich zrobiłam miksując łagodną gorgonzolę z jogurtem greckim i odrobiną majonezu.

Deser zaczęłam od smażenia konfitury. Trzy pomarańcze i drobno pokrojoną (obraną z białej części) skórkę z jednej z nich najpierw zagotowałam z sokiem z cytryny, a następnie smażyłam na najmniejszym ogniu. Cukru dodałam pół szklanki, chciałam aby konfitura miała w sobie i kwaskowość i lekką goryczkę. Smażyłam aż pomarańczowa masa nie zgęstniała. Na koniec upiekłam spód do tarty.  Aby nadać mu gwiazdkowy charakter do kruchego ciasta dodałam kakao i przyprawy do piernika. Na podpieczony, gorący spód nałożyłam (również gorącą) konfiturę . A na nią nałożyłam gwiazdki z ciasta i jeszcze raz podpiekłam całość w piekarniku. Kiedy wypiekł wystygł, gwiazdki lekko polukrowałam i ozdobiłam złotymi perełkami dr Oetkera.img_8824

Dla moich gości przygotowałam drobne upominki w postaci pierników i pierniczków. Do każdego  zestawu dodałam paczkę chusteczek z życzeniami, aby służyły wyłącznie do ocierania łez szczęścia ( no ewentualnie wzruszenia)…img_8829

A ponieważ nie byłam pewna czy tarta będzie smakować upiekłam jeszcze ciasteczka…img_8833

I choć w tym roku nie wszystko przebiegło jak zazwyczaj i spotkaliśmy się w nieco odmiennym składzie, nie zabrakło przyjacielskich żartów, rozmów. No i  oczywiście nie zabrakło wina… Zaczęliśmy od grzańca, który został sporządzony na bazie czerwonego wytrawnego wina, do którego dodałam cynamon, gozdziki, miód i cytrusy. Po zagrzaniu dodałam słuszną ilość nalewki malinowej na spirytusie, aby uzupełnić „procenty”. Zdecydowanie rozgrzał atmosferę. Potem przerzuciliśmy na  trunki o umiarkowanej temperaturze…

img_8838

 

Świąteczne pierogi

Przygotowania świąteczne czas zacząć… Ja zaczynam je od pierogów.  Bo są najbardziej czasochłonne i na dodatek sporo po nich sprzątania. Jako że w tym roku spędzam wigilię w większym niż zazwyczaj gronie,  musiałam ulepić ich więcej.

Przeznaczyłam na to cały weekend, bo jak wszyscy wiedzą pierogi z kapustą i grzybami wymagają czasu. Nie przepadam za robieniem tego  farszu, bo nie da się ładnie ulepić go w kulkę jak np. mięsny czy serowy. No ale wiadomo, tradycja wymaga pierogów grzybowo- kapuścianych.

W piątkowy wieczór namoczyłam  suszone grzyby  i nastawiłam kapustę aby się gotowała. W sobotę ugotowałam grzyby z resztą kapusty, odcisnęłam dobrze wszystko i drobniutko poszatkowałam. Nie uznaję zmielonego farszu, moim zdaniem wychodzi jakiś „gluciasty”. Na koniec pokroiłam  w drobną krateczkę dużą ilość cebulki i zeszkliłam ją na oliwie z dodatkiem masła. Połączyłam wszystkie składniki, posoliłam i popieprzyłam po czym gotowy farsz odłożyłam   aby się „przegryzł”.

W niedzielę od rana zabrałam się za ciasto pierogowe. Od lat je robię  według przepisu pani Ani, która jako zawodowa kucharka, zdradziła mi sekret ciasta idealnego. Wiadomo, że za takowe uchodzi to, które jest sprężyste, nie przywiera ani do wałka ani do stolnicy, dobrze się lepi i cieniutko rozwałkowuje.

Tajemnica polega na nie dodawaniu jajek. Ciasto składa się z mąki dobrej jakości ( preferuję tortową) soli, dużej ilości wrzątku i odrobiny oliwy. Zaparzyłam mąkę i kiedy już wystygła na tyle, że mogłam doń włożyć dłonie wyrabiałam ciasto. Kiedy miało odpowiednią konsystencję oderwałam kawałek ( tak 1/3)  a resztę nakryłam ściereczką.

Rozwałkowałam dość cienko i na wycięte szklanką kółka nakładałam farsz. Pracę umilało mi moje ulubione radio  RMF Clasic i popijana kawa. Sprawnie składałam na pół i zalepiałam pierogowe półksiężyce. Miejsce zlepienia dodatkowo potraktowałam widelcem, tworząc ozdobne ząbki.img_8800

Kiedy już wszystkie były gotowe, wrzucałam je partiami na osolony wrzątek, aby zblanszować.  Dobrze odsączone studziłam pojedynczo, aby na koniec ( również partiami na płasko) wkładać je do zamrażarki. Kiedy dobrze się zamrożą i nie będzie groziło im sklejenie, powkładam do woreczków po 20 sztuk do jednego. Tak doczekają wigilii…img_8802

Jak już byłam w temacie „pierogi” postanowiłam od razu zrobić „piecuchy” na przedświąteczne spotkanie z przyjaciółkami. Farsz ten sam, ale ciasto do nich robię krucho- drożdżowe.  Zagniatam 1/4 kilograma mąki  z połową szklanki kwaśnej śmietany, 100 gramami masła i 10 gramami drożdży. Dodaję łyżeczkę cukru i szczyptę soli. Gotowe ciasto rozwałkowuję i wycinam szklanką kółka. Smaruję rozbełtanym jajkiem i piekę  15 minut w temperaturze 190 stopni.  Preferuję je, bo  kiedy mam gości wygodniej mi odgrzewać je w piekarniku, niż stać przy garnku i odławiać cedzakiem poszczególne sztuki.  Podam do nich zimny sos na bazie jogurtu i gorgonzoli.img_8804

Uf… skończone. Teraz jeszcze zostaje mi najpaskudniejsza część pracy, czyli sprzątanie kuchni i zmywanie garów.