Kuchnia i kultura czyli o pierogach i recitalu…

Z pozoru teatr i pierogi nie mają ze sobą wiele wspólnego. Ale pozory mylą…

Znajomy, przesympatyczny młody człowiek, załatwił mi bilety do teatru.  Tak,  tak… Mimo powszechnego biadolenia nad upadkiem kultury w narodzie, biletów  „na lepsze spektakle” nadal się nie kupuje wtedy, kiedy ma się ochotę, tylko  „załatwia”.  Za przysługę chciałam się zrewanżować więc zaproponowałam, że upiekę ciasto. Spotkałam się z odmową typu: „Dziękuję, ale nie. Odchudzam się – dodał widząc moje zdziwione spojrzenie, bo dotąd nie odmawiał karpatki czy szarlotki –  Rozumiesz, „akcja lato” – tu poklepał się po wyimaginowanej wypukłości – ale… –  znacząco zawiesił głos – gdybyś zrobiła pierogi… Czytaj dalej

Lamingtony

Dodatkowym bonusem mojej zimowej podróży do Warszawy jest przywieziony stamtąd przepis na lamingtony.  Ciastka te, aby osłodzić mi podróż powrotną , upiekł  Marek. Oczywiście, nie wytrzymałam i spróbowałam lamingtonów jeszcze przed wyjazdem. Puszyste, wilgotne biszkopty uwiodły mnie, więc zapytałam go jak się je robi. Opowiedział, że poznał te ciastka w Chorwacji i tak mu tam smakowały, że postanowił wypróbować odtworzyć je w Polsce. Mnie także smakowały więc wzięłam od niego przepis i po powrocie też upiekłam. Czytaj dalej

Karpatka

Nie mogę teraz pojechać w swoje ukochane góry choć za nimi tęsknię. Jak kotwica, na miejscu trzymają mnie liczne obowiązki. Aby choć nieco złagodzić swoją frustrację, piekę karpatkę, którą moje dzieci zwały, nie bez racji, „garbatką”. To zaparzane ciasto, może za sprawą słodkawego aromatu wanilii, ma pewną magiczną moc. Objawia się ona tym, że zdecydowanie łagodzi napięcia.  Karpatka ( jak zapewne wszystko) ma niestety też  swoją „ciemną” stronę. Jest niesamowicie kaloryczna… Czytaj dalej

Placek włoski – ciasto na każą okazję

Przepis dostałam od mojej przyjaciółki, a ona od synowej,  a ta z kolei chyba od kogoś z rodziny. W każdym razie trochę  krążył zanim do mnie trafił. Wypróbowałam go z pewną dozą nieufności bo wydawał mi się jakiś niekompletny… Bez bicia piany, bez tłuszczu, bez skomplikowanych technologii. Ale kiedy już raz go upiekłam, prawie uzależniłam się od niego. Lekko pachnące wanilią i cynamonem, wilgotne ciasto wyparło „mufinki” z top listy wypieków na służbowe podróże. Czytaj dalej

Przedświąteczny weekend

Spotkanie „opłatkowe” z przyjaciółkami w przedświąteczny weekend  stało się już tradycją. Staramy się ją kultywować rok, rocznie, choć paradoksalnie, im jesteśmy starsze, tym trudniej wygospodarować nam czas. Niestety, obowiązków z wiekiem nie ubywa a wręcz przeciwnie, przyrasta.  Ale zazwyczaj udaje się znaleźć te parę godzin… Nie inaczej było i w tym roku. Po serii telefonów, aby umówić się na konkretny termin wspólnie ustaliłyśmy datę. Mogłam zabrać się za przygotowania… Czytaj dalej

Pierniczki czyli znowu zbliżają się święta

Jak co roku o tej porze powinnam zabrać się za pieczenie pierniczków.  Na początku jest chaos… Długie zastanawiania się „piec – nie piec?” Szefowa podpuszcza „a musisz?” No niby nie… Ale z drugiej strony wiem, że jeśli nie upiekę czegoś mi będzie brakowało.  „Na wszelki wypadek” więc postanawiam zagnieść ciasto.  Może sobie poleżeć i dojrzeć do do tego momentu, w którym uznam, że właśnie jest ten dzień… Czytaj dalej

Wakacje

Wakacje to dla mnie okres skondensowanego zwiedzania.  Staram się podczas letnich podróży odwiedzić miejsca, w których jeszcze nie byłam, ale też wrócić do tych, które są mi szczególnie bliskie. Jednak żaden z urlopów nie byłyby „pełny”, gdybym nie odwiedziła gościnnego domu moich przyjaciół. U nich mój czas jakby zwalnia. Laptop zostaje w domu i pokrywa się warstewką kurzu, nie sprawdzam poczty, nie denerwuję się wiadomościami. Nawet smartfon spoczywa  na dnie torebki rzuconej nie wiadomo gdzie… Nie są mi tu potrzebne…

Uwolniona od informacyjnego szumu, codziennych zawodowych obowiązków mogę bez szczególnych wyrzutów sumienia oddawać się przyjemnościom. Dowolnie długo obserwować chmury na niebie, śledzić mozolną wspinaczkę biedronki po łodydze kwitnącego krzewu, wieczorami wsłuchiwać się w koncert świerszczy i wdychać zapach maciejki… Czytaj dalej

Świąteczne życzenia

Zapewne w większości domów przygotowania świąteczne wkroczyły już w ostatnią, decydującą fazę.  U mnie podobnie. Pozostają mi jeszcze tylko do zrobienia świąteczne ciasta, które obiecałam przynieść na wigilijną wieczerzę. Robię je „na ostatnią minutę” żeby były świeże i pięknie się prezentowały na stole. Mam nadzieję, że sprostam oczekiwaniom…

Za mną już miłe chwile spędzone na „opłatkowym” spotkaniu z przyjaciółkami. Mamy taką tradycję, że co roku spotykamy się  przed świętami, aby ( jeszcze we względnym spokoju) złożyć sobie życzenia, porozmawiać i tradycyjnym menu wprawić się w świąteczny nastrój.  Te spotkania każdorazowo  mnie mobilizują, żeby wcześniej posprzątać, ubrać choinkę, ustawić świece i gałęzie  iglaków. No i przygotować małe „co nieco”.

W tym roku na przystawkę były śledzie w śmietanie. Takie klasyczne, z cebulką i jabłkiem pokrojonymi w kostkę. Jako pierwsze danie zupa grzybowa z kulebiakiem. Kulebiak to danie, które można przygotować w nieskończonej ilości wariantów. Mój był z kruchodrożdżowego ciasta z nadzieniem kapuściano- grzybowym.

Na drugie moje przyjaciółka po mistrzowsku przygotowała karpia w sosie piernikowym. To chyba wielkopolski przepis, polegający na ugotowaniu ryby i zrobieniu sosu z pierników, wina, rodzynek i migdałów.

Nie mogło oczywiście zabraknąć „grzańca” na bazie czerwonego wina oraz słodkiego deseru w postaci tarty z musem z mango i mandarynkami.  Specjalnie wybrałam taki zestaw owoców aby ciasto kolorystycznie pasowało mi do obrusu, serwetek i choinki, którą w tym roku zdecydowałam się ubrać w barwy złoto-pomarańczowo- brązowe.

I w tym świątecznym nastroju chciałabym Wszystkim złożyć serdeczne życzenia, udanych, niezapomnianych Świąt. Oby nie zabrakło w nich ciepła, radości ale także spokoju i chwili refleksji przy opłatku i kolędzie…

 

Pierniczki

Pamiętacie Lisę, Ollego i Bossego Eriksonów z Bullerbyn? Oni  mieli swoją ulubioną foremkę do pierniczków w kształcie prosiaczka, o którą rodzeństwo staczało przed świętami regularne boje. Ja również mam swoją ulubioną, tyle że w kształcie reniferka i na szczęście nie muszę się o nią z nikim bić. Czytaj dalej

Makowiec

Siała baba mak, nie wiedziała jak… A druga baba postanowiła (chyba w imię solidarności z tą co siała) upiec makowiec. I też nie wiedziała jak…

Podobno dziad wiedział, ale nie powiedział. Nie bardzo chce mi się w to wierzyć, bo dziad nigdy nie przepuszcza okazji do pochwalenia się wiedzą.

Z zasady nie piekę  makowców ( jak już to raczej tort makowy, bądz taki na krucho – drożdżowym cieście) ale w tym roku coś mnie naszło i uznałam, że rok będzie niepełny jeśli nie upiekę klasycznego, zawijanego w drożdżowe ciasto, makowca. Czytaj dalej