Lamingtony

Dodatkowym bonusem mojej zimowej podróży do Warszawy jest przywieziony stamtąd przepis na lamingtony.  Ciastka te, aby osłodzić mi podróż powrotną , upiekł  Marek. Oczywiście, nie wytrzymałam i spróbowałam lamingtonów jeszcze przed wyjazdem. Puszyste, wilgotne biszkopty uwiodły mnie, więc zapytałam go jak się je robi. Opowiedział, że poznał te ciastka w Chorwacji i tak mu tam smakowały, że postanowił wypróbować odtworzyć je w Polsce. Mnie także smakowały więc wzięłam od niego przepis i po powrocie też upiekłam. Czytaj dalej

Karpatka

Nie mogę teraz pojechać w swoje ukochane góry choć za nimi tęsknię. Jak kotwica, na miejscu trzymają mnie liczne obowiązki. Aby choć nieco złagodzić swoją frustrację, piekę karpatkę, którą moje dzieci zwały, nie bez racji, „garbatką”. To zaparzane ciasto, może za sprawą słodkawego aromatu wanilii, ma pewną magiczną moc. Objawia się ona tym, że zdecydowanie łagodzi napięcia.  Karpatka ( jak zapewne wszystko) ma niestety też  swoją „ciemną” stronę. Jest niesamowicie kaloryczna… Czytaj dalej

Placek włoski – ciasto na każą okazję

Przepis dostałam od mojej przyjaciółki, a ona od synowej,  a ta z kolei chyba od kogoś z rodziny. W każdym razie trochę  krążył zanim do mnie trafił. Wypróbowałam go z pewną dozą nieufności bo wydawał mi się jakiś niekompletny… Bez bicia piany, bez tłuszczu, bez skomplikowanych technologii. Ale kiedy już raz go upiekłam, prawie uzależniłam się od niego. Lekko pachnące wanilią i cynamonem, wilgotne ciasto wyparło „mufinki” z top listy wypieków na służbowe podróże. Czytaj dalej

Przedświąteczny weekend

Spotkanie „opłatkowe” z przyjaciółkami w przedświąteczny weekend  stało się już tradycją. Staramy się ją kultywować rok, rocznie, choć paradoksalnie, im jesteśmy starsze, tym trudniej wygospodarować nam czas. Niestety, obowiązków z wiekiem nie ubywa a wręcz przeciwnie, przyrasta.  Ale zazwyczaj udaje się znaleźć te parę godzin… Nie inaczej było i w tym roku. Po serii telefonów, aby umówić się na konkretny termin wspólnie ustaliłyśmy datę. Mogłam zabrać się za przygotowania… Czytaj dalej

Pierniczki czyli znowu zbliżają się święta

Jak co roku o tej porze powinnam zabrać się za pieczenie pierniczków.  Na początku jest chaos… Długie zastanawiania się „piec – nie piec?” Szefowa podpuszcza „a musisz?” No niby nie… Ale z drugiej strony wiem, że jeśli nie upiekę czegoś mi będzie brakowało.  „Na wszelki wypadek” więc postanawiam zagnieść ciasto.  Może sobie poleżeć i dojrzeć do do tego momentu, w którym uznam, że właśnie jest ten dzień… Czytaj dalej

Wakacje

Wakacje to dla mnie okres skondensowanego zwiedzania.  Staram się podczas letnich podróży odwiedzić miejsca, w których jeszcze nie byłam, ale też wrócić do tych, które są mi szczególnie bliskie. Jednak żaden z urlopów nie byłyby „pełny”, gdybym nie odwiedziła gościnnego domu moich przyjaciół. U nich mój czas jakby zwalnia. Laptop zostaje w domu i pokrywa się warstewką kurzu, nie sprawdzam poczty, nie denerwuję się wiadomościami. Nawet smartfon spoczywa  na dnie torebki rzuconej nie wiadomo gdzie… Nie są mi tu potrzebne…

Uwolniona od informacyjnego szumu, codziennych zawodowych obowiązków mogę bez szczególnych wyrzutów sumienia oddawać się przyjemnościom. Dowolnie długo obserwować chmury na niebie, śledzić mozolną wspinaczkę biedronki po łodydze kwitnącego krzewu, wieczorami wsłuchiwać się w koncert świerszczy i wdychać zapach maciejki… Czytaj dalej

Świąteczne życzenia

Zapewne w większości domów przygotowania świąteczne wkroczyły już w ostatnią, decydującą fazę.  U mnie podobnie. Pozostają mi jeszcze tylko do zrobienia świąteczne ciasta, które obiecałam przynieść na wigilijną wieczerzę. Robię je „na ostatnią minutę” żeby były świeże i pięknie się prezentowały na stole. Mam nadzieję, że sprostam oczekiwaniom…

Za mną już miłe chwile spędzone na „opłatkowym” spotkaniu z przyjaciółkami. Mamy taką tradycję, że co roku spotykamy się  przed świętami, aby ( jeszcze we względnym spokoju) złożyć sobie życzenia, porozmawiać i tradycyjnym menu wprawić się w świąteczny nastrój.  Te spotkania każdorazowo  mnie mobilizują, żeby wcześniej posprzątać, ubrać choinkę, ustawić świece i gałęzie  iglaków. No i przygotować małe „co nieco”.

W tym roku na przystawkę były śledzie w śmietanie. Takie klasyczne, z cebulką i jabłkiem pokrojonymi w kostkę. Jako pierwsze danie zupa grzybowa z kulebiakiem. Kulebiak to danie, które można przygotować w nieskończonej ilości wariantów. Mój był z kruchodrożdżowego ciasta z nadzieniem kapuściano- grzybowym.

Na drugie moje przyjaciółka po mistrzowsku przygotowała karpia w sosie piernikowym. To chyba wielkopolski przepis, polegający na ugotowaniu ryby i zrobieniu sosu z pierników, wina, rodzynek i migdałów.

Nie mogło oczywiście zabraknąć „grzańca” na bazie czerwonego wina oraz słodkiego deseru w postaci tarty z musem z mango i mandarynkami.  Specjalnie wybrałam taki zestaw owoców aby ciasto kolorystycznie pasowało mi do obrusu, serwetek i choinki, którą w tym roku zdecydowałam się ubrać w barwy złoto-pomarańczowo- brązowe.

I w tym świątecznym nastroju chciałabym Wszystkim złożyć serdeczne życzenia, udanych, niezapomnianych Świąt. Oby nie zabrakło w nich ciepła, radości ale także spokoju i chwili refleksji przy opłatku i kolędzie…

 

Pierniczki

Pamiętacie Lisę, Ollego i Bossego Eriksonów z Bullerbyn? Oni  mieli swoją ulubioną foremkę do pierniczków w kształcie prosiaczka, o którą rodzeństwo staczało przed świętami regularne boje. Ja również mam swoją ulubioną, tyle że w kształcie reniferka i na szczęście nie muszę się o nią z nikim bić. Czytaj dalej

Makowiec

Siała baba mak, nie wiedziała jak… A druga baba postanowiła (chyba w imię solidarności z tą co siała) upiec makowiec. I też nie wiedziała jak…

Podobno dziad wiedział, ale nie powiedział. Nie bardzo chce mi się w to wierzyć, bo dziad nigdy nie przepuszcza okazji do pochwalenia się wiedzą.

Z zasady nie piekę  makowców ( jak już to raczej tort makowy, bądz taki na krucho – drożdżowym cieście) ale w tym roku coś mnie naszło i uznałam, że rok będzie niepełny jeśli nie upiekę klasycznego, zawijanego w drożdżowe ciasto, makowca. Czytaj dalej

Przedświąteczne spotkanie

Tradycyjnie przed świętami spotykam się z przyjaciółmi. I choć  to „gorący” okres  przygotowań,  co roku  staramy się  znaleźć czas aby przełamać  się opłatkiem, podzielić radościami i smutkami, skosztować świątecznych potraw. img_8796

Bardzo cenię to, że przyjaciele znajdują czas na te odwiedziny. Lubię  ich wizyty i zawsze staram się przygotować  jakieś potrawy, które kojarzą się ze świętami. W tym roku zdecydowałam się, że będzie to śledzik „pod pierzynką”,  zupa grzybowa, piecuchy z sosem z gorgonzoli, a na deser tarta z konfiturą pomarańczową. No i oczywiście świąteczny grzaniec.

Matiasy (uprzednio odmoczone, doprawione solą, pieprzem i skropione sokiem z cytryny) ułożyłam warstwami, opatulając pierzynką kwaśnej śmietany wymieszanej z drobno posiekaną cebulką i jabłkiem. Przygotowałam je wcześniej, aby się „przegryzły”.

Zupę ugotowałam tradycyjnie. Do wywaru warzywnego dodałam wywar grzybowy,  a ugotowane grzybki pokroiłam w plasterki i wraz z cebulką poddusiłam na maśle. Całość przyprawiłam solą, pieprzem oraz kroplą śmietany.

Piecuchy upiekłam przy okazji lepienia pierogów, a sos do nich zrobiłam miksując łagodną gorgonzolę z jogurtem greckim i odrobiną majonezu.

Deser zaczęłam od smażenia konfitury. Trzy pomarańcze i drobno pokrojoną (obraną z białej części) skórkę z jednej z nich najpierw zagotowałam z sokiem z cytryny, a następnie smażyłam na najmniejszym ogniu. Cukru dodałam pół szklanki, chciałam aby konfitura miała w sobie i kwaskowość i lekką goryczkę. Smażyłam aż pomarańczowa masa nie zgęstniała. Na koniec upiekłam spód do tarty.  Aby nadać mu gwiazdkowy charakter do kruchego ciasta dodałam kakao i przyprawy do piernika. Na podpieczony, gorący spód nałożyłam (również gorącą) konfiturę . A na nią nałożyłam gwiazdki z ciasta i jeszcze raz podpiekłam całość w piekarniku. Kiedy wypiekł wystygł, gwiazdki lekko polukrowałam i ozdobiłam złotymi perełkami dr Oetkera.img_8824

Dla moich gości przygotowałam drobne upominki w postaci pierników i pierniczków. Do każdego  zestawu dodałam paczkę chusteczek z życzeniami, aby służyły wyłącznie do ocierania łez szczęścia ( no ewentualnie wzruszenia)…img_8829

A ponieważ nie byłam pewna czy tarta będzie smakować upiekłam jeszcze ciasteczka…img_8833

I choć w tym roku nie wszystko przebiegło jak zazwyczaj i spotkaliśmy się w nieco odmiennym składzie, nie zabrakło przyjacielskich żartów, rozmów. No i  oczywiście nie zabrakło wina… Zaczęliśmy od grzańca, który został sporządzony na bazie czerwonego wytrawnego wina, do którego dodałam cynamon, gozdziki, miód i cytrusy. Po zagrzaniu dodałam słuszną ilość nalewki malinowej na spirytusie, aby uzupełnić „procenty”. Zdecydowanie rozgrzał atmosferę. Potem przerzuciliśmy na  trunki o umiarkowanej temperaturze…

img_8838