Wystawa malarstwa J. Brandta w poznańskim Muzeum Narodowym

W gmachu poznańskiego Muzeum Narodowego spędziłam wiele godzin. Wprawdzie znaczną ich część wypełniły liczne zajęcia i ćwiczenia, które jako studentka historii sztuki zaliczyć musiałam, jednak równie dużo czasu spędziłam tam z własnej woli, odwiedzając stałe i czasowe wystawy.  Były wśród tych ekspozycji niezapomniane, jak choćby „Portret trumienny”, „Moda dwudziestolecia”, czy retrospektywna wystawa dzieł Zofii Stryjeńskiej, były też mniej udane, o których zapomina się nader szybko…  Niestety, ostatnio znacznie częściej  spektakularne ekspozycje organizowało Centrum Kultury Zamek , więc na jakiś czas moje wizyty w MN ustały. Jednak na wystawę malarstwa J. Brandta postanowiłam się wybrać. Czytaj dalej

Reklamy

Wieczorny spacer jeszcze w świątecznej aurze

Po świętach jakoś trudno mi od razu wejść na „pełne obroty”. Rozleniwiony i przekarmiony organizm domaga się „rozruchu”. Żeby nieco zlikwidować poświąteczną ociężałość wybrałam się na spacer do śródmieścia. Chciałam zobaczyć gwiazdkowe dekoracje, którymi w tym roku przyozdobiono starówkę. Czytaj dalej

Setna rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego

W tym roku obchodzimy setną rocznicę wybuchu Powstania Wielkopolskiego, jedynego polskiego zwycięskiego zrywu narodowo -wyzwoleńczego. Co roku w Poznaniu bardzo uroczyście świętuję się dzień 27 grudnia. Miasto pamięta o swoich powstańcach a  jedna z głównych ulic, na pamiątkę wydarzeń, nosi nazwę „27 grudnia”. W tym dniu zawsze organizowane są koncerty, inscenizacje, wystawy.  Z okazji „okrągłej” rocznicy odwiedziłam kilka punków miasta związanych  wydarzeniami sprzed wieku. Czytaj dalej

Pobernardyński kościół św. Franciszka Serafickiego w Poznaniu

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia odwiedziłam poznański kościół pod wezwaniem św. Franciszka Serafickiego. Dlaczego właśnie ten? Głównie z powodu budowanej w nim co roku  szopki bożonarodzeniowej, uważanej za jedną z największych w Europie. Ale też trochę dlatego, iż w to Boże Narodzenie mija 562 rocznica przybycia braci bernardynów ( do których świątynia należała) do Poznania. No a poza tym  barokową, dwuwieżową fasadę kościoła uważam za jedną z najładniejszych w mieście. Czytaj dalej

Przedświąteczny weekend

Spotkanie „opłatkowe” z przyjaciółkami w przedświąteczny weekend  stało się już tradycją. Staramy się ją kultywować rok, rocznie, choć paradoksalnie, im jesteśmy starsze, tym trudniej wygospodarować nam czas. Niestety, obowiązków z wiekiem nie ubywa a wręcz przeciwnie, przyrasta.  Ale zazwyczaj udaje się znaleźć te parę godzin… Nie inaczej było i w tym roku. Po serii telefonów, aby umówić się na konkretny termin wspólnie ustaliłyśmy datę. Mogłam zabrać się za przygotowania… Czytaj dalej

Chwalibogowo i Kaczanowo.

Bardzo chciałam zobaczyć dawny pałac zbudowany w Chwalibogowie dla Rudolfa von Skrbeńskiego, więc ucieszyłam się, gdy Szefowa zaplanowała trasę po tamtejszej okolicy. Jak to nieraz bywa, radość okazała się przedwczesna.  Po dojechaniu na miejsce, okazało się, że praktycznie nie ma możliwości zobaczenia pałacu z bliska. Dostępu do zrujnowanego (co zobaczyłam z daleka) obiektu praktycznie nie było. Wejście na teren dawnej posiadłości prowadzi przez prywatne posesje…

Czytaj dalej

Września rynek i ratusz

Szybciej uporałyśmy się z pracą we Wrześni i powstał pewien dylemat. Skorzystać z wygospodarowanego czasu na miejscu, czy może zobaczyć coś po drodze? Po krótkiej i nawet niezbyt burzliwej naradzie (wiadomo, że czego nie obejrzymy dziś, zobaczymy kiedy indziej) wybrałyśmy pierwszą opcję.  Jak we wszystkich miastach miejsca postojowego w centrum darmo wypatrywać, ale dzięki temu, że ktoś akurat wyjeżdżał, udało nam się zaparkować przy rynku. Uznałyśmy to za dobry omen i szczęśliwe ruszyłyśmy rozejrzeć się po okolicy.

Zaczęłyśmy od, stojącego bardzo nietypowo bo w południowo wschodnim narożniku pierzei, ratusza.  Gmach zbudowany został w latach 1909- 1910 czyli  jeszcze za czasów pruskich. Pewnie dlatego budynek otrzymał, ulubioną przez potomków Teutonów, formę neogotycką. Budowę ratuszowego gmachu zainicjował ówczesny burmistrz miasta Patschke a projekt budynku stworzył  Emil Asmus, architekt działający także w Poznaniu, choć lepiej znany jako Asmus ze Świdnicy, do której się przeniósł.  Na planie litery „L” stanął gmach podpiwniczony, trzykondygnacyjny, nakryty wysokimi wielopołaciowymi dachami. Od strony północnej w elewacji umieszczone są dwa ryzality z ostrołukowymi blendami i schodkowymi szczytami.  Nad wejściem umieszczono ozdobny kartusz z Porajem, herbem miasta zaczerpniętym od pierwszych właścicieli, Różyców. Na kalenicy od strony rynku umieszczono uroczą ośmioboczną wieżyczkę zwieńczoną strzelistym hełmem. Dokoła niej biegnie ażurowa galeryjka.  Czerwonoceglane, ratuszowe elewacje przeprute są ostrołukowo zakończonymi otworami okiennymi, szczególnie okazałymi w drugiej kondygnacji.

Z drugiej strony budynku znajduje się malowniczy wykusz, choć przyznaję, że na gładkiej, litej ścianie sprawia on nieco surrealistyczne wrażenie. Niestety, nie weszłam do sali Rady Miejskiej i nie zobaczyłam witraży ufundowanych przez okolicznych właścicieli ziemskich: J. Żychlińskiego z Gorazdowa, hr. St. Ponińskiego z Wrześni (Opieszyn) i R. Skrbeńskiego z Chwalibogowa. Może kiedyś…

Rozglądam się po kamieniczkach na rynku. Większość z nich pochodzi z początków XX wieku. Reprezentują różne style, część z nich została tak bardzo przebudowana, że zatraciła swoje cechy pierwotne. Wiele ze stojących przy rynku domów (zwłaszcza tych w pierzei północnej i wschodniej) niegdyś należało do miejscowych Żydów. Byli to kupcy, którzy w parterowych partiach swoich kamienic urządzali sklepy. Kamieniczka przylegająca bezpośrednio do ratusza należała do Hirscha Miloslawera a następnie do jego córki Fanny. Kolejna (ta w kolorze ugru) do Paula Lewina, a jeszcze następna (ta otynkowana na zielono) do Samuela Heimanna. Okazała, trzykondygnacyjna kamienica była własnością Jacoba Biberfelda i Emila Bruckmanna. W rękach rodziny pozostała do 1939 roku, kiedy to naziści wykluczyli jakąkolwiek własność żydowską. Zygmunt Bruckmann oraz Sally i Alfred Biberfeldowie podzieli los milionów rodaków, a kamienica, w latach 1939-1945, służyła jako siedziba placówki NSDAP i SA.  Przez pierwsze lata powojenne w tym domu rezydowała PPR.

Kolejna kamieniczka należała do Simona Grunwalda. Każda z tych kamieniczek ma swoją, często pogmatwaną i nierzadko tragiczną historię.  Kamienica z numerem 11 (to ta pistacjowa na dolnym zdjęciu) została przebudowana z dwóch mniejszych przez Antoniego Jerzykowskiego na potrzeby zięcia Stanisława Koniecznego, który od 1910 roku  do wybuchu wojny prowadził (wraz z żoną) w niej aptekę „Pod orłem”. W czasie wojny w odebranym Koniecznemu gmachu swoją siedzibę miał Niemiecki Front Pracy a od 1942 w piwnicach gmachu przechowywano rozebrany przez hitlerowców ołtarz główny z wrzesińskiej fary.

Kamienica obok (Rynek 10)  została wybudowana w latach 80 XIX wieku i do czasów międzywojennych należała do żydowskiej rodziny Ehrenfriedów, którzy otworzyli w niej duży dom towarowy firmowany jako „Daniel Ehrenfried& Sohn”. W okresie międzywojennym współwłaścicielem domu był Franciszek Kaczmarek. W czasie wojny fasada kamienicy została niestety tak przebudowana, że trudno w niej znaleźć pierwotne piękno.W tej samej pierzei znajduje się kamieniczka oznaczona numerem 7. Została wzniesiona dla dyrektora Spółdzielczego Banku Pożyczkowego, vice prezesa Wrzesińskiego Towarzystwa  Przemysłowego, przedsiębiorcy i spółdzielcy, Stanisława Ziołeckiego. Projektu dokonał, wspomniany już powyżej, architekt Antoni Jerzykowski. Stanisław Ziołecki podobno był w swoim czasie najbogatszym wrześnianinem, czemu zapewne dał wyraz w zleceniu okazałości zdobień kamienicy. W latach 30 tych XX wieku, za zgodą właściciela na parterze kamienicy znajdował się zakład fryzjerski Jana Obsta.Bogato zdobiona detalami z jasnego tynku, z dachem o uroczych, okrągłych, lukarnach należy niewątpliwie do najładniejszych na wrzesińskim rynku.

Na spacer innymi ulicami Wrześni brakuje nam już czasu, szkoda bo zauważyłam jeszcze wiele ciekawych architektonicznie obiektów, którym chętnie przyjrzałbym się dokładniej…

Witaszyce. Dwór Gorzeńskich i pałac Dulonga. Wielkopolskie rezydencje

Wizytę w Witaszycach trochę wymusiłam czego (również tylko trochę) się wstydzę.  W drodze powrotnej do Poznania, w ramach „rewanżu” nasłuchałam się nieco marudzenia typu „że gdyby nie  twoje Witaszyce”…  Ale zdecydowanie warto było się na nie narazić, zwłaszcza że uwagi te były raczej żartobliwe. No przynajmniej mam taką nadzieję… Czytaj dalej

Wierzonka dwór i folwark von Treskowów. Wielkopolskie rezydencje.

Kontynuując swoje peregrynacje wielkopolskimi śladami rodziny von Treskow trafiam do Wierzonki. To wieś położona na skraju Parku Krajobrazowego Puszczy Zielonki. Wierzonka od połowy XIII wieku należała do włości klasztoru cystersek w Owińskach. Mniszki jednak  samodzielnie nigdy w niej nie gospodarowały. Aż do sekularyzacji dóbr klasztornych cysterski wydzierżawiały swoje ziemie najemcom, same zadowalając się tenutą. Czytaj dalej