Praga: Cerny, Kafka i kawka

W Pradze byłam kilkukrotnie… Jednak każdy z tych pobytów był bardzo krótki i zazwyczaj ograniczał się do „praskiego niezbędnika” czyli Rynku Staromiejskiego z ratuszem i Orlojem, mostu Karola, jakiegoś kawałka Hradczan czy Malej Strany.  Kolejny wyjazd do Pragi, na nieco dłużej niż weekend, planowałam od dawna jednak, z różnych względów, stale go odkładałam.  Pewnie jeszcze długo zastanawiałabym się, przekładała terminy (bo nie ta pora roku, bo pogoda, bo sytuacja niepewna, bo pandemia…) gdyby nie fakt, że w najbliższej przyszłości i tak nic, (może poza zmianą pory roku) też pewne nie będzie.  Choć nad Poznaniem akurat szalały wichury, zobligowana okolicznościami, że „albo teraz, albo jeszcze długo nie”, podjęłam wreszcie decyzję „jadę!”. Czytaj dalej

Poświąteczne reminiscencje

Wolne  dni, związane z Bożym Narodzeniem i Nowym Rokiem już za nami… Dla jednych, czas pomiędzy nimi, był okresem „zwolnionych obrotów”, dla  drugich wytężonej pracy, bo inwentury, bilanse, zbieranie faktur, zamykanie roku… Mimo tego, mam nadzieję, każdemu udało się „wygospodarować” choć trochę wolnego na własne przyjemności. Swój czas wolny  wykorzystałam m.in. na spacery.  Po zmierzchu wybrałam się na Ostrówek, poznańską Śródkę i Ostrów Tumski.

Czytaj dalej

Trzciel.

Najwspanialsze w naszych podróżach służbowych jest to, że zawsze zawierają element niespodzianki. W prawdzie wiemy, gdzie się zaczną i skończą, ale dokąd zaprowadzą nigdy nie wie się na pewno. Z bardzo wielu przyczyn trasy na ogół ulegają zmianom i modyfikacjom. Jedna z nich, zupełnie nieoczekiwanie zawiodła nas na ziemię lubuską do Trzciela. Byłam tam po raz pierwszy Czytaj dalej

Kościół pod wezwaniem Jakuba Większego w Głuszynie.

Głuszyna to obecnie część Poznania, kojarzona głównie z leżącymi na jej terenie obiektami wojskowymi. Niegdyś jednak była wsią, i to wsią o średniowiecznym rodowodzie. Pierwsza o niej pisemna wzmianka pochodzi z kroniki Jana Długosza. Pojechałyśmy zobaczyć stojący tam, XIII wieczny kościół. Świątynia usytuowana jest na rozwidleniu dróg, co nadaje jej specyficzny wymiar. Czytaj dalej

Kościół pod wezwaniem św. Marcina w Bukowcu.

Wracając z Borui Kościelnej gdzie, jak zazwyczaj, zatrzymałyśmy się na stacji Pieprzyka aby wypić najlepszą w okolicy kawę, postanowiłyśmy nieco zboczyć i zajechać do Bukowca. Nęcił nas stojący tam kościół pod wezwaniem św. Marcina. Wprawdzie nie miałyśmy większych złudzeń, że zastaniemy świątynię otwartą, ale gdzieś tam pielęgnowałyśmy maleńką nadzieję, że może dopisze nam szczęście. Czytaj dalej

Wyprawa na Etnę.

Moich towarzyszy bardzo kusiła wyprawa na Etnę. W zasadzie to słyszałam o niej od pierwszego naszego dnia pobytu w Katanii, ale jakoś nigdy, z różnych przyczyn nie doszła do skutku. Osobiście nie byłam tym wyjazdem specjalnie zainteresowana, jako że na paru wulkanach już byłam i po tym też nie spodziewałam się niczego nadzwyczajnego. Wolałabym pojechać do przecudnej Taorminy, którą reszta niestety nie była zainteresowana… Czytaj dalej

Pałac Działyńskich i Kościół w Granowie

Wracając z Wolsztyna, trochę służbowo, a trochę prywatnie zatrzymałyśmy się w Granowie. Służbowo miałyśmy odwiedzić tamtejszy Dom Kultury, prywatnie zobaczyć pałac, w którym placówka znalazła swoją siedzibę. Swój plan wykonałyśmy z nadwyżką, gdyż dodatkowo granowski, drewniany kościół pod wezwaniem św. Marcina zastałyśmy otwartym. Czyli pełnia szczęścia… Czytaj dalej

Kościół pod wezwaniem św. Marcina w Poznaniu, zniszczony pomnik Mickiewicza i kamienica S. Hebanowskiego

Do tego niewielkiego gotyckiego kościółka znajdującego się centrum miasta mam szczególny sentyment. Fotografia jego portalu z płaskorzeźbą Edwarda Haupta, wyobrażającą patrona świątyni na koniu, była moją  pierwszą samodzielną pracą na I roku studiów. Wykonałam ją w ramach plenerowych zajęć z fotografii, prowadzonych przez niezapomnianego pana Zbigniewa Czarneckiego, człowieka o wielkiej kulturze, ogromnych umiejętnościach zawodowych i nieprzebranych pokładach cierpliwości dla studentów. Dzięki jego charyzmie zajęcia z fotografiki lubiliśmy wszyscy i zawsze była na nich stuprocentowa frekwencja.

Kościół mijałam nawet dość często, ale nie przypominam sobie, czy kiedykolwiek byłam w jego wnętrzu. Pora najwyższa była nadrobić to zaniedbanie. Czytaj dalej

Dwór w Wierzbnie

Złote myśli mojej Szefci winny być spisywane, a potem na wzór „Czerwonej książeczki Mao” masowo rozpowszechniane. Do moich ulubionych, należy „nie ma się co spieszyć, my w pracy jesteśmy”… Przy takim podejściu Pani Prezes, można być pewnym tego, iż czas na kawę i zwiedzanie zawsze się znajdzie, bo jak głosi jej kolejna złota myśl „są rzeczy ważne i ważniejsze”… Czytaj dalej