Kościół pod wezwaniem Jakuba Większego w Głuszynie.

Głuszyna to obecnie część Poznania, kojarzona głównie z leżącymi na jej terenie obiektami wojskowymi. Niegdyś jednak była wsią, i to wsią o średniowiecznym rodowodzie. Pierwsza o niej pisemna wzmianka pochodzi z kroniki Jana Długosza. Pojechałyśmy zobaczyć stojący tam, XIII wieczny kościół. Świątynia usytuowana jest na rozwidleniu dróg, co nadaje jej specyficzny wymiar. Czytaj dalej

Kościół pod wezwaniem św. Marcina w Bukowcu.

Wracając z Borui Kościelnej gdzie, jak zazwyczaj, zatrzymałyśmy się na stacji Pieprzyka aby wypić najlepszą w okolicy kawę, postanowiłyśmy nieco zboczyć i zajechać do Bukowca. Nęcił nas stojący tam kościół pod wezwaniem św. Marcina. Wprawdzie nie miałyśmy większych złudzeń, że zastaniemy świątynię otwartą, ale gdzieś tam pielęgnowałyśmy maleńką nadzieję, że może dopisze nam szczęście. Czytaj dalej

Wyprawa na Etnę.

Moich towarzyszy bardzo kusiła wyprawa na Etnę. W zasadzie to słyszałam o niej od pierwszego naszego dnia pobytu w Katanii, ale jakoś nigdy, z różnych przyczyn nie doszła do skutku. Osobiście nie byłam tym wyjazdem specjalnie zainteresowana, jako że na paru wulkanach już byłam i po tym też nie spodziewałam się niczego nadzwyczajnego. Wolałabym pojechać do przecudnej Taorminy, którą reszta niestety nie była zainteresowana… Czytaj dalej

Pałac Działyńskich i Kościół w Granowie

Wracając z Wolsztyna, trochę służbowo, a trochę prywatnie zatrzymałyśmy się w Granowie. Służbowo miałyśmy odwiedzić tamtejszy Dom Kultury, prywatnie zobaczyć pałac, w którym placówka znalazła swoją siedzibę. Swój plan wykonałyśmy z nadwyżką, gdyż dodatkowo granowski, drewniany kościół pod wezwaniem św. Marcina zastałyśmy otwartym. Czyli pełnia szczęścia… Czytaj dalej

Kościół pod wezwaniem św. Marcina w Poznaniu, zniszczony pomnik Mickiewicza i kamienica S. Hebanowskiego

Do tego niewielkiego gotyckiego kościółka znajdującego się centrum miasta mam szczególny sentyment. Fotografia jego portalu z płaskorzeźbą Edwarda Haupta, wyobrażającą patrona świątyni na koniu, była moją  pierwszą samodzielną pracą na I roku studiów. Wykonałam ją w ramach plenerowych zajęć z fotografii, prowadzonych przez niezapomnianego pana Zbigniewa Czarneckiego, człowieka o wielkiej kulturze, ogromnych umiejętnościach zawodowych i nieprzebranych pokładach cierpliwości dla studentów. Dzięki jego charyzmie zajęcia z fotografiki lubiliśmy wszyscy i zawsze była na nich stuprocentowa frekwencja.

Kościół mijałam nawet dość często, ale nie przypominam sobie, czy kiedykolwiek byłam w jego wnętrzu. Pora najwyższa była nadrobić to zaniedbanie. Czytaj dalej

Dwór w Wierzbnie

Złote myśli mojej Szefci winny być spisywane, a potem na wzór „Czerwonej książeczki Mao” masowo rozpowszechniane. Do moich ulubionych, należy „nie ma się co spieszyć, my w pracy jesteśmy”… Przy takim podejściu Pani Prezes, można być pewnym tego, iż czas na kawę i zwiedzanie zawsze się znajdzie, bo jak głosi jej kolejna złota myśl „są rzeczy ważne i ważniejsze”… Czytaj dalej

Asyż świętego Franciszka

Dotychczas we Włoszech zwiedzałam duże miasta, pełne ludzi, gwaru i zgiełku. Miasta, w których historia zdominowana jest przez współczesność.  Takie, które uległy znacznym przemianom, choć zachowały wspaniałe zabytki. Asyż jest zupełnie inny… Asyż, to urbanistyczna jednolitość i pastelowy koloryt. Asyż, to spokój i zaduma. Asyż, to wszechobecny zapach jaśminu i lawendy. Asyż to miasto, w którym duch i materia wzajemnie się przenikają, dopełniają oraz inispirują. Asyż jest po prostu magiczny!  Miasteczko wygląda jakby czas się w nim zatrzymał. Przytulone do wzgórza Subasio, na którym (i z którego) wyrosło zdaje się drzemać i śnić o czasach, kiedy po jego bruku chadzali Giovanni di Bernadone i Chiara Offerduccio… Czytaj dalej

Kościoły Florencji

Życie to sztuka wyboru… Z kościołami we Florencji jest podobnie jak z pałacami, za jedną wizytą nie da się wszystkich zobaczyć. Trzeba wybierać, a wybór trudny bo wszystkie są wspaniałe, zawierają niesamowite dzieła sztuki, emanują niezwykłą atmosferą, kryją tajemnice. No ale cóż poradzić, na coś zdecydować się trzeba… Czytaj dalej

Florencja. Spacer po mieście.

Do Florencji zajeżdżamy dość wcześnie. Dyskretnie lustruję obuwie współuczestników i zauważam, że po Rzymie jakoś więcej osób przerzuciło się na trampki. Ale i mnie pierwsze dni w Italii czegoś nauczyły. Mianowicie tego, że nie można tu bezkarnie  chodzić bez nakrycia głowy. Krótka analiza ryzyka i skutków udaru…  Krzywiąc się wsuwam czapkę z daszkiem.  Wprawdzie serdecznie jej nie znoszę, no ale bólu głowy nie lubię jeszcze bardziej. Na nos krem z filtrem „50”, okulary, sprawdzenie baterii w aparatach: słuchowym i fotograficznym, butelka z napojem… Wszystko ok.  Mogę ruszać. Czytaj dalej

Fiuggi. Miasteczko w Lacjum

Przylot do Włoch i transfer do Fiuggi odbyły się bez większych komplikacji. Na szczęście, w ostatnich dniach, w kraju temperatura też poszybowała w górę, więc trzydziestopięciostopniowy upał nie był zaskoczeniem. No przynajmniej dla mnie, bo  znaleźli się narzekający malkontenci.  Po zakwaterowaniu (oczywiście również przy chórze narzekań, że hotel „nie taki”) i prysznicu ruszyłam zobaczyć co oferuje miasteczko…

Czytaj dalej