Wapno. Dawna kopalnia soli im. Tadeusza Kościuszki

Wiadomość, że tym razem odwiedzimy gminę Wapno, zelektryzowała mnie. Nigdy tam nie byłam, więc podekscytowana czekałam na podróż.  Dobrego humoru nie były mi w stanie popsuć, ani wczesna pobudka, ani niespodziewany deszcz i wiatr.  Co do tych ostatnich, to miałam nadzieję, że miną zanim dojedziemy na miejsce. Część drogi, tę do Wągrowca znam prawie na pamięć, ale dalej zaczęła się dla mnie terra incognita.  Z ciekawością przyglądałam się krajobrazom i notowałam w pamięci co ciekawsze miejscowości. Było parę takich, które chciałabym odwiedzić. Wreszcie dojechałyśmy do Wapna. Miejscowość robi dziwne wrażenie. Ni to wieś, ni to miasto. Czytaj dalej

Pałac Skrbenskich w Chwalibogowie

Nie tak dawno temu pisałam o niezbyt udanej wizycie w Chwalibogowie, podczas której niewiele udało mi się zobaczyć, jako że w żaden sposób nie mogłam dostać się w pobliże stojącego we wsi pałacu. Jednak, gdy mi na czymś zależy, niełatwo się poddaję więc  podczas ponownego pobytu w tej wsi, namówiłam Szefcię aby spróbować powtórnie. No długo namawiać nie musiałam bo sama była ciekawa… Czytaj dalej

Zabawa, zabawa

Po wakacjach, o których już w natłoku bieżących spraw, zdążyłam zapomnieć, ciągle jeszcze trudno mi nadrobić wszystkie wcześniejsze zobowiązania. Czas jakby znowu przyspieszył i ciężko mi w nim „upchać” wszystko to, co powinnam. Jednak samymi obowiązkami żyć się nie da, więc w ramach „wentylu bezpieczeństwa psychicznego” wybrałam się do kina. Marzyła mi się dobra komedia, lecz repertuar nie rozpieszczał.  Wybrałam więc z oferty to, co wydawało mi się najlepsze a czego jeszcze nie widziałam, czyli film „Zabawa zabawa” K. Dębskiej. Czytaj dalej

Lamingtony

Dodatkowym bonusem mojej zimowej podróży do Warszawy jest przywieziony stamtąd przepis na lamingtony.  Ciastka te, aby osłodzić mi podróż powrotną , upiekł  Marek. Oczywiście, nie wytrzymałam i spróbowałam lamingtonów jeszcze przed wyjazdem. Puszyste, wilgotne biszkopty uwiodły mnie, więc zapytałam go jak się je robi. Opowiedział, że poznał te ciastka w Chorwacji i tak mu tam smakowały, że postanowił wypróbować odtworzyć je w Polsce. Mnie także smakowały więc wzięłam od niego przepis i po powrocie też upiekłam. Czytaj dalej

„Green Book” – „walentynkowy” wieczór w kinie

Wprawdzie nie jestem entuzjastyczną fanką obchodów „walentynek”, ale każdy pretekst jest dobry, aby zobaczyć świetny film. Z kina wyszłam z głębokim przeświadczeniem, że czas poświęcony na obejrzenie „Green Book’a”, był czasem bardzo dobrze wykorzystanym.  Od projekcji „Bohemian Rhapsody” nie oglądałam równie dobrej amerykańskiej produkcji. Obraz Petera Farrelly’ego równocześnie wzrusza, bawi, zmusza do myślenia, edukuje i na dodatek zachwyca wizualnie. Przyznacie, że nieczęsto zdarzają się filmy, które to wszystko potrafią połączyć i na dodatek wykonać ten aliaż z lekkością i wdziękiem. Czytaj dalej

Warszawskie Łazienki. Wystawa „Blask orderów”

Aby swoje zimowe wakacje zakończyć miłym akcentem na weekend pojechałam do Warszawy. Wiedziałam, że za wiele nie uda mi się zobaczyć, bo w planach miałam głównie spotkanie towarzyskie. I w sumie większość czasu przesiedziałam w domu przyjaciół pod Warszawą, jednak w sobotę udało mi się namówić ich na wspólny spacer po Łazienkach. Pretekstem była wystawa „Blask orderów” ale w zasadzie chodziło mi bardziej o ponowne odwiedzenie królewskiej rezydencji. Czytaj dalej

Kraków 1900. Wystawa w Kamienicy Szołayskich.

Na tę wystawę wybierałam się trzykrotnie, ale za każdym razem coś stawało mi na drodze do sfinalizowania zamiaru. A to pogoda była wybitnie niesprzyjająca, a to nieplanowane (za to bardzo miłe spotkanie), a to znowu pilniejsze zajęcia. Ale czas moich wakacji nieuchronnie zbliżał się ku końcowi więc nie mogłam przekładać odwiedzin wystawy w nieskończoność. W mroźne południe podjęłam decyzję idę! Czytaj dalej

Na krakowskim Rynku

Popularna niegdyś była  piosenka zaczynająca się od słów „… na krakowskim rynku kręcą się górale, kupują serdaki sprzedają korale”…  Dziś na owym rynku górali jakby mniej, sprzedaż, poza Sukiennicami, też surowo zabroniona.

Aktualny za to niezmiennie jest tekst Grechuty „…wśród turystów rynek tonie znów, ktoś zakrzyknął głośno, błysnął flesz…” Bo na rynku w Krakowie zawsze kłębi się różnojęzyczny tłum i każdy znajdzie coś, na widok czego krzyknie z zachwytu i chwyci za aparat. Choć przez Rynek przechodzę nader często dziś jednak postanowiłam po prostu na nim pozostać i przyjrzeć się szczegółowiej jego zabudowie. Czytaj dalej

Kraków. Kościoły św. Andrzeja Apostoła i świętych Piotra i Pawła.

Po miłym spotkaniu ze znajomym ruszyłam na spacer. Mimo nie najlepszej pogody czułam potrzebę ruchu bo spotkanie polegało głównie na siedzeniu, gadaniu i jedzeniu. Chciałam też sobie „to i owo” przemyśleć a przy okazji nieco spalić wciągnięte podczas obiadu kalorie. Trasa spaceru była mało oryginalna, po prostu Grodzką poszłam w kierunku Wawelu. Oczywiście, każdy z mijanych po drodze budynków byłby doskonałym tematem na posta, ale dzisiaj chciałabym się skupić na dwóch kościołach.

Na Grodzkiej w Krakowie sąsiadują ze sobą dwie świątynie. Każda z nich jest wyjątkowa, choć ich bryły różnią się od siebie diametralnie. Łączy je „apostolskie” wezwanie. Czytaj dalej

Mistrz i Katarzyna – wystawa w MN w Krakowie

Podczas zimowego wypoczynku zawitałam do Krakowa. Jak zwykle przy okazji wizyty w grodzie Kraka plany miałam obszerne i z góry wiedziałam, że nie wszystkie uda mi się zrealizować.  Stare rosyjskie przysłowie głosi, ” że choć całej wódki wypić się nie da, to starać się należy” więc i ja starałam się w szczupły czas, który miałam do dyspozycji wepchnąć jak najwięcej. Do priorytetów  należała wizyta w dawnym pałacu biskupa Erazma Ciołka, w którym obecnie ma siedzibę oddział Krakowskiego Muzeum Narodowego. Może nie tyle samo muzeum ile prezentowana w nim wystawa „Mistrz i Katarzyna”  sprawiła że najpierw pognałam na Kanoniczą… Czytaj dalej