Wituchowo, pałac Mańkowskich i Fussów.

Wizytę w Wituchowie planowałyśmy już od czasu odwiedzin w Gałowie, jako że oba te majątki łączy osoba hrabiny Zofii z Karskich Mycielskiej. Niestety, nasze dobre chęci i przygotowanie teoretyczne nie zawsze wystarczają, bo o ile Gałowo jest zadbane i otwarte dla   turystów, o tyle Wituchowo stanowi jego przeciwieństwo. Niewiele udało nam się zobaczyć. Majątek jest obecnie własnością prywatną.  Sądząc ze stanu technicznego budynków, właściciel nie bardzo się nimi przejmuje,  jednak z jakiś powodów nie są mu obojętne na tyle, aby pozwolić je obejrzeć. Mimo żarliwych negocjacji ze stróżem nie udało nam się wemknąć na teren pałacowego parku. Musiałyśmy zadowolić się tym, co widać zza płotu, a widać niewiele… Czytaj dalej

Życie w zawieszeniu…

Od prawie dwóch miesięcy żyjemy w cieniu epidemii. Każdy dzień przynosi nowe sytuacje, wyzwania i obostrzenia. A to „nowe” trudne jest do zaakceptowania. Nakaz izolacji wszystkim, poza zdeklarowanymi introwertykami, już zdążył porządnie dać w kość. Nie jest łatwo  przestawić się wyłącznie na stacjonarny tryb pracy, siedzenie w domu, rezygnację z dotychczasowych przyzwyczajeń i rozrywek. Czytaj dalej

Świąteczne życzenia

I tak, w cieniu epidemii, nadeszły Święta Wielkanocne… W tym roku przygotowaniom do nich  towarzyszyły nieznane dotąd perturbacje. Samo wyjście po zakupy wiązało się z szeregiem czynności, którymi dotąd nie zawracaliśmy sobie głowy. Włożyć jednorazowe rękawiczki, nie zapomnieć o maseczce, odstać w kolejkach i to nie w sklepie, ale przed nim, wrócić, umyć (bądź inaczej odkazić) wszystkie nabyte produkty, zdjąć maseczkę,  rękawiczki, umyć ręce… To wszystko, wykonywane przy wtórze przykrych myśli o tym, że świątecznego czasu nie będziemy mogli spędzić z tymi wszystkimi, z którymi chcielibyśmy, obniżało nastrój i motywację. Nie spotkamy się z przyjaciółmi, nie wyjdziemy na spacer cieszyć się, wyjątkowo piękną w tym roku, wiosną. No ale Święta, to  tradycja, z której mimo wszystko nie chcemy zrezygnować. Myślę, że w tym trudnym dla wszystkich czasie, dobre myśli i życzenia są szczególnie potrzebne…. A że w  obecnej chwili największą wspólną troską jest lęk przed wirusem, więc przede wszystkim życzę zdrowia.  Życzę spokoju i optymizmu, aby pomagały nam zmagać się z  warunkami izolacji. Życzę umiejętności spojrzenia na sytuację z dystansem, a nawet (dla ambitniejszych) prób znalezienia w niej dobrych stron. Życzę także, abyście spędzili Święta przyjemnie i potrafili się nimi cieszyć. I oczywiście życzę byśmy po Świętach jak najszybciej wrócili do „normalności”.

Risotto bez ryżu – czyli obiadowa improwizacja

Przez zimowe wyjazdy na wakacje ostatnio bardzo rozleniwiłam się kulinarnie… To okazuje się bardzo proste,  w warunkach, kiedy  codzienne wymyślanie „co na obiad? ” zastąpione zostaje pytaniami „co byś zjadła? lub „na co masz ochotę”.  Nic więc dziwnego, że po powrocie do domu, na nowo przyzwyczaić się do samodzielnego gotowania było mi trudno. Aby się do niego wdrożyć,  obecnie w kuchni preferuję dania nie wymagające zbytniego wysiłku. Do takich niewątpliwie należy risotto.  Sprawdziwszy, że w lodówce ciągle jeszcze tkwi butelka białego wina, uznałam, że mam wszystkie potrzebne produkty. Czytaj dalej

Sutasze

Nie lubię robienia kolczyków. Sama myśl, że mam wykonać dwa identyczne wisiorki wywołuje we mnie odruch buntu. Ale są sytuacje, w których moje chęci i preferencje schodzą na plan dalszy. Do nich należy ta, kiedy zamówienie składa własna córka. Prosi o dwie pary kolczyków. Jedne mają być prezentem dla jej koleżanki, drugie chce dla siebie. Czytaj dalej

Świąteczne spotkania…

O ile listopad ciągnie się niemiłosiernie, o tyle grudniowe dni (zwłaszcza te przed świętami) upływają zbyt szybko. Za dużo się dzieje, bo i w pracy trzeba pokończyć bieżące sprawy, pozmykać projekty, a i w domu też jest co robić. Na dodatek od początku drugiej dekady miesiąca mnożą się tak zwane „spotkania opłatkowe”, na których wypada się pokazać, poświęcając na to weekendy… Czytaj dalej

Wyprawa na Etnę.

Moich towarzyszy bardzo kusiła wyprawa na Etnę. W zasadzie to słyszałam o niej od pierwszego naszego dnia pobytu w Katanii, ale jakoś nigdy, z różnych przyczyn nie doszła do skutku. Osobiście nie byłam tym wyjazdem specjalnie zainteresowana, jako że na paru wulkanach już byłam i po tym też nie spodziewałam się niczego nadzwyczajnego. Wolałabym pojechać do przecudnej Taorminy, którą reszta niestety nie była zainteresowana… Czytaj dalej

W Katanii

Już w poprzednim poście zaznaczyłam, że ten wyjazd różnił się od innych. Niespodzianki, niespodzianki, niespodzianki… Kiedy wyspana schodzę na śniadanie, na „dzień dobry” czeka na mnie szklanka szampana i jajecznica na boczku. Przy okazji dowiaduję się, że szampan na śniadanie, należy do wyjazdowych tradycji reszty towarzystwa. Wznosimy więc toast za udaną wyprawę i siadamy do jedzenia. Miejscowe pieczywo jest przepyszne, nasycone słońcem pomidory wręcz słodkie, sery i wędliny tak smaczne, że nawet nie zauważam, iż brakuje mi porannej kawusi. Ponieważ dzień jest słoneczny postanawiamy wybrać się na plażę. Czytaj dalej

„Andrzejki” na Sycylii

Listopad to najbardziej ponury miesiąc w roku. Ciemno, zimno, mokro. Przy takiej aurze, niespodziewana propozycja wyjazdu na Sycylię, wydaje się jeszcze bardziej  kusząca. Krótka walka z samą sobą … Nie powinnam… Nie bardzo mam kasę… Nie planowałam … Ale z drugiej strony jeśli będę czekać na moment, w którym będę dysponowała nadmiarem kasy to raczej nigdy, nigdzie, nie polecę. Waham się.  Kolega pyta: „a zrobiłaś już w tym roku jakieś głupstwo?” Chwilę się zastanawiam, ale żadnego sobie nie przypominam. Kręcę więc przecząco głową. „No widzisz, a rok się kończy”- zawiesza znacząco głos. Popatrzyłam na szarość za oknem, wsłuchałam się w miarowy stukot deszczu. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie słońce, błękitne niebo, palmy, kwiaty… I w tym momencie powzięłam decyzję. Czasem trzeba zaszaleć, żeby nie zwariować. Lecę! Czytaj dalej