Capri z morza

Po zjechaniu kolejką na dół chwilę kręcę się po nadbrzeżnej ulicy. Typowa nadmorska promenada zastawiona sklepikami z pamiątkami i utensyliami plażowymi wabi licznymi lokalikami gastronomicznymi. Jest też zatłoczona do granic niemożliwości. Dopiero co przybyli na wyspę, jak i ci co z niej odjeżdżają, ciągną z wysiłkiem wypchane walizki lub uginają się pod ciężarem plecaków, co chwilę ocierając pot  z czoła. Między nimi manewrują pojazdy komunikacji miejskiej, pomarańczowe autobusiki i taksówki- kabriolety z zabawnymi markizami. Czytaj dalej

Fiuggi. Miasteczko w Lacjum

Przylot do Włoch i transfer do Fiuggi odbyły się bez większych komplikacji. Na szczęście, w ostatnich dniach, w kraju temperatura też poszybowała w górę, więc trzydziestopięciostopniowy upał nie był zaskoczeniem. No przynajmniej dla mnie, bo  znaleźli się narzekający malkontenci.  Po zakwaterowaniu (oczywiście również przy chórze narzekań, że hotel „nie taki”) i prysznicu ruszyłam zobaczyć co oferuje miasteczko…

Czytaj dalej

Dzień Przyjaciela

Przyjaźń, przyjaciółka, przyjaciel, przyjaciele, rodzina z wyboru… Słowa, które określają  ludzi, którym ufamy, osoby nam szczególnie bliskie. Są jak ziemskie anioły, pomagają, pocieszają, trwają przy nas, rozumieją, nie oceniają… Przyjaciele to skarb nie do oszacowania. Czytaj dalej

Kuchnia i kultura czyli o pierogach i recitalu…

Z pozoru teatr i pierogi nie mają ze sobą wiele wspólnego. Ale pozory mylą…

Znajomy, przesympatyczny młody człowiek, załatwił mi bilety do teatru.  Tak,  tak… Mimo powszechnego biadolenia nad upadkiem kultury w narodzie, biletów  „na lepsze spektakle” nadal się nie kupuje wtedy, kiedy ma się ochotę, tylko  „załatwia”.  Za przysługę chciałam się zrewanżować więc zaproponowałam, że upiekę ciasto. Spotkałam się z odmową typu: „Dziękuję, ale nie. Odchudzam się – dodał widząc moje zdziwione spojrzenie, bo dotąd nie odmawiał karpatki czy szarlotki –  Rozumiesz, „akcja lato” – tu poklepał się po wyimaginowanej wypukłości – ale… –  znacząco zawiesił głos – gdybyś zrobiła pierogi… Czytaj dalej

Łowyń

Tym razem droga wypadła nam przez Łowyń. Ponieważ większość służbowych obowiązków miałyśmy już za sobą postanowiłyśmy zrobić krótki  rekonesans po wsi. W zasadzie nawet bardzo krótki, jako że jedynym interesującym budynkiem jest tamtejszy kościół.  Wprawdzie przewidywałyśmy, iż będzie zamknięty mimo to, chciałyśmy chociaż zobaczyć go z bliska. Poza tym zawsze kołacze się w nas malutka nadzieja, że może akurat tutaj świątyni nie zamykają. Wieś nieduża, obcych raczej niewiele nie ma przed kim zamykać… Czytaj dalej

Stulecie Uniwersytetu Adama Mickiewicza

Właśnie minęła setna rocznica działalności poznańskiej uczelni wyższej, która od 1955 roku nosi miano Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Tyleż samo lat liczy sobie, działający w ramach wydziału historycznego uczelni, kierunek Historii Sztuki, którego jestem absolwentką. Jest więc okazja, aby przybliżyć historię tej szacownej uczelni i trochę powspominać zamierzchłe studenckie lata. Czytaj dalej

Początek „majówki” czyli wizyta w Chrzypsku Wielkim

Jak każdego roku tak i w tym „majówka” nieco mnie zaskokoczyła… To już? Pytam samą siebie w ostatnich dniach kwietnia i gorączkowo zastanawiam się jak spędzę ten szczególny weekend, którego obchody w nowym stuleciu, stały się niejako obowiązkowymi.  Rozmowy typu „jak spędzasz majówkę” bądź „gdzie byłaś na majówce” są tematem numer jeden, mniej więcej, do kolejnego, „bożociałowego” dłuższego wolnego.  Czytaj dalej

Świąteczne życzenia

Tak gdzieś w okolicach Niedzieli Palmowej zaczynają przychodzić pierwsze świąteczne życzenia. Te kolorowe oznaki pamięci i sympatii,  wzruszają mnie każdorazowo.  To dla mnie dowód, że przyjaciele, choć zawsze bardzo zajęci, znaleźli czas i chęci, aby sprawić mi przyjemność i odręcznie napisać parę ciepłych zdań. Doceniam ich wysiłek, zwłaszcza, że w obecnej dobie, jest wiele prostszych i szybszych sposobów na przekazanie życzeń. Jednak  przyznacie, że esemes czy  mail (zwłaszcza taki z gatunku „wyślij do wielu”) nie niosą w sobie tylu pozytywnych emocji co tradycyjna, piękna kartka… A niektóre z tych, jakie otrzymuję, to prawdziwe małe dzieła sztuki. Więc cieszą podwójnie bo także wizualnie. Potem, wiadomo… Sprzątanie gotowanie, pieczenie, okazjonalne dekoracje. Wierzba, bazie, bukszpan, forsycja ptaszki, pisanki, zajączki, baranki… Wszystko to, co wprowadza w świąteczny nastrój. Szykowanie koszyka do święconki i podjęcie trudnej decyzji w jakim kolorze kupić tulipany…

Aż wreszcie bieganina i rozgardiasz już za nami…

Milczące w  czasie Triduum Paschalnego dzwony rozdzwoniły się, głosząc iż czas postu się zakończył. Rozpoczęły się Wielkanocne Święta. Teraz można się cieszyć Zmartwychwstaniem, nową nadzieją, rozkwitłą przyrodą, bliskością rodziny i przyjaciół. Kultywować stare tradycje i inicjować nowe. Kontemplować w skupieniu albo przekrzykiwać się w rodzinnych wspomnieniach i anegdotkach. Szukać podarków od zajączka  czy gniazdeczek od kurki. Podziwiać kolorowe pisanki i przeróżne wielkanocne stroiki. Polewać wodą lub śmigać brzozowymi gałązkami. Objadać się wędlinami czy raczej postawić na mazurki i serniki…  Albo wszystko naraz, wszak to Święta i umiar nie jest zalecany. Jakkolwiek zamierzacie je spędzić życzę, aby były takie, jakie lubicie. Barwne, radosne, ciekawe, pełne wiosennego słońca …

Wesołych Świąt!

 

Golęczewo – wzorcowa pruska wieś

Kiedy nagle okazało się że szykuje nam się całkowicie wolny od pracy dzień, postanowiłyśmy go wykorzystać. Oczywiście na wyjazd. Wybrałyśmy się do Golęczewa „specjalnie” aby zobaczyć wieś, która wprawdzie przez stulecia była polską, ale  w 1901 roku, władze pruskie postanowiły uczynić z niej „demo” swojego porządku. Nie spodziewałyśmy się, że czeka nas tam tyle miłych niespodzianek… Ale o nich trochę później, najpierw o wsi… Czytaj dalej

W domu innego

Aby nieco oderwać się od licznych codziennych obowiązków, postanowiłam wybrać się do kina. Wstępna analiza dostępnego repertuaru z lekka mnie załamała. Dużo pozycji z gatunku horror i fantasy, których nie trawię. Poza tym filmy, tak zwane familijne, czyli w zasadzie nikogo nie satysfakcjonujące, „Kurier” Pasikowskiego z fatalnymi recenzjami. No i jeszcze „kreskówki” bo czymś trzeba zająć dzieci na czas strajku nauczycieli. Zdecydowałam się więc obejrzeć ekranizację powieści Rhidiana Brooka „W domu innego”. W prawdzie recenzje film też miał nie najlepsze. ale  wybrałam  go głównie ze względu na grających w nim aktorów . Czytaj dalej