Karpatka

Nie mogę teraz pojechać w swoje ukochane góry choć za nimi tęsknię. Jak kotwica, na miejscu trzymają mnie liczne obowiązki. Aby choć nieco złagodzić swoją frustrację, piekę karpatkę, którą moje dzieci zwały, nie bez racji, „garbatką”. To zaparzane ciasto, może za sprawą słodkawego aromatu wanilii, ma pewną magiczną moc. Objawia się ona tym, że zdecydowanie łagodzi napięcia.  Karpatka ( jak zapewne wszystko) ma niestety też  swoją „ciemną” stronę. Jest niesamowicie kaloryczna… Czytaj dalej

Reklamy

„Holoubek syn Picassa” spektakl w TN w Poznaniu

Zawsze chętnie udaję się na spektakle do poznańskiego Teatru Nowego. Mam sentyment do tego przybytku, który choć jak zapewne każdy teatr, przeżywał swoje wzloty i upadki, ale zawsze  trzymał wysoki „poziom”. Tym razem wybrałam się na sztukę „Holoubek syn Picassa” według Sebastiana Majewskiego (Andreasa Pilgrima) w reżyserii Julii Schmyt. Spektakl ten bierze udział w 25 Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. Czytaj dalej

Placek włoski – ciasto na każą okazję

Przepis dostałam od mojej przyjaciółki, a ona od synowej,  a ta z kolei chyba od kogoś z rodziny. W każdym razie trochę  krążył zanim do mnie trafił. Wypróbowałam go z pewną dozą nieufności bo wydawał mi się jakiś niekompletny… Bez bicia piany, bez tłuszczu, bez skomplikowanych technologii. Ale kiedy już raz go upiekłam, prawie uzależniłam się od niego. Lekko pachnące wanilią i cynamonem, wilgotne ciasto wyparło „mufinki” z top listy wypieków na służbowe podróże. Czytaj dalej

Świąteczne życzenia.

Choinki, bombki, aniołki, gwiazdorki, feeria światełek, prezenty, świąteczne reklamy i promocje… Tym wszystkim (chcemy czy nie chcemy) jesteśmy bombardowani od prawie dwóch miesięcy.

Bożonarodzeniowy biznes ostatnio rozkręca się już od drugiego listopada. Gdy tylko ze sklepowych półek znikają znicze i sztuczne kwiaty, pojawiają się gwiazdkowe akcesoria. Zaraz też uaktywniają się różnego instytucje, które dzwoniąc lub mailując, składają świąteczne propozycje typu tani kredyt, tani wyjazd, tanią umowę na nowy telefon… W sklepach słychać B. Crosby’ego  zapewniającego, że marzy o białych świętach lub Franka Sinatrę wyśpiewującego peany na cześć jazdy sankami. Wszystko to razem bardzo skutecznie podkręca atmosferę i wprowadza nerwowy nastrój.  Ciągły stress. Czy dla wszystkich kupiliśmy upominki? Czy nie pominęliśmy nikogo w  okazjonalnych życzeniach? Czy świąteczne kartki dojdą na czas? Wieczne rozmyślania nad tym, co podać, kogo zaprosić, co jeszcze trzeba zrobić… Już na dwa tygodnie przed świętami czuję się nimi zmęczona.

Świąteczne akcje typu „nikt nie powinien być samotny” czy „pomóż ubogim przeżyć magię świąt” wzbudzają we mnie niesmak. Dla jasności, nie tyle same akcje, jak ich tendencyjna okazjonalność. Ubodzy, samotni i chorzy istnieją nie tylko od święta. Oczekują pomocy, zainteresowania, uwagi, troski, przez cały rok.   Jednak odnoszę wrażenie, że ich problemy zauważane są  tylko w okresie świątecznym. A i to najprawdopodobniej głównie dlatego, żeby przy wigilijnym stole niektórzy mogli się poczuć szlachetniej i w tym poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, przetrwać do następnego Bożego Narodzenia.

Nie mniej jednak same Święta to okazja do  spotkań, refleksji, wzruszeń, wybaczania, wspomnień i dobrych życzeń, które wierzymy, mają moc sprawczą.  Łamanie się opłatkiem przy dźwiękach kolędy potrafi pogodzić zwaśnionych, pocieszyć smutnych, złagodzić napięcia, obudzić nadzieję.

Wszystkim zabieganym, zajętym, zapracowanym, umęczonym przedświąteczną bieganiną  życzę, aby w czasie tych Świąt znaleźli chwile wytchnienia, nie koniecznie pod choinką udekorowaną chińskimi bombkami.  Wszystkim, którym z różnych względów, nie mogłam zrobić tego osobiście lub w bardziej tradycyjnej formie, życzę by oprócz góry wymarzonych prezentów, w tym szczególnym czasie otrzymali autentyczną radość i wzruszenia, poczuli  ciepło płynące z relacji rodzinnych i przyjacielskich. I aby otrzymane dobro, pozostało w nich i z nimi jak najdłużej.

Przedświąteczny weekend

Spotkanie „opłatkowe” z przyjaciółkami w przedświąteczny weekend  stało się już tradycją. Staramy się ją kultywować rok, rocznie, choć paradoksalnie, im jesteśmy starsze, tym trudniej wygospodarować nam czas. Niestety, obowiązków z wiekiem nie ubywa a wręcz przeciwnie, przyrasta.  Ale zazwyczaj udaje się znaleźć te parę godzin… Nie inaczej było i w tym roku. Po serii telefonów, aby umówić się na konkretny termin wspólnie ustaliłyśmy datę. Mogłam zabrać się za przygotowania… Czytaj dalej

Pierniczki czyli znowu zbliżają się święta

Jak co roku o tej porze powinnam zabrać się za pieczenie pierniczków.  Na początku jest chaos… Długie zastanawiania się „piec – nie piec?” Szefowa podpuszcza „a musisz?” No niby nie… Ale z drugiej strony wiem, że jeśli nie upiekę czegoś mi będzie brakowało.  „Na wszelki wypadek” więc postanawiam zagnieść ciasto.  Może sobie poleżeć i dojrzeć do do tego momentu, w którym uznam, że właśnie jest ten dzień… Czytaj dalej

„Bohemian Rhapsody” nie tylko dla fanów zespołu Queen

Listopad to miesiąc, który  jak żaden inny, nadaje się do nadrabiania zaległości w szeroko pojętej „kulturze”. Długie wieczory można poświęcić  „zostawionym na później” lekturom, nieobejrzanym dotąd spektaklom, odkładanym filmom.  Zastanawiałam się właśnie nad wyborem rodzaju rozrywki kiedy zadzwonił telefon. „Gonia musisz to zobaczyć!” usłyszałam entuzjastyczną recenzję mojej przyjaciółki. Nie do końca byłam  przekonana do tego czy muszę, ale wybrałam się do kina i obejrzałam… Teraz, po seansie „Bohemian Rhapsody” wiem, że nie darowałabym sobie, gdybym filmu nie zobaczyła. Czytaj dalej

Zawidowice. Stara Stajnia

Weekend spędziłam w Zawidowicach.  Była to bardzo udana wizyta. We wsi znajduje się stare gospodarstwo, obecnie zaadaptowane na ośrodek turystyczny „Stara stajnia”. Pojechałam tam z przyjaciółmi, z którymi niestety nie widuję się tak często, jakbym chciała. Wyjazd stworzył więc nam okazję  aby się „nagadać” i nacieszyć spotkaniem.  Doborowe towarzystwo, piękna, zupełnie „nie listopadowa” pogoda, stylowe otoczenie, dobre jedzenie i sporo atrakcji to sprawdzony przepis na udany weekend. Czytaj dalej

Byle nie o miłości…

W listopadzie niemalże programowo panuje smutek, nostalgia i spleen.  Dni, nie dość że krótkie, to jeszcze szare i ponure. Wieczory długie, łkające i zawodzące wiatrem.  Noce zapłakane na przemian a to mżawką, a to rzęsistym deszczem.

Już początek miesiąca, z racji Dnia Wszystkich Świętych i Zaduszek przypomina o przemijaniu, odchodzeniu i niebycie, co samo w sobie jest mało radosne A dalej jest tylko gorzej.  Przyroda dostosowuje się do ogólnego nastroju, jakby czując, że w takich okolicznościach nie wypada pysznić się złotem i czerwienią listowia. Drzewa zrzucają dotychczasową, radosną okrywę i stoją posępne w swej graficznej postaci. Dramatycznie wyciągając ku niebiosom poskręcane konary są w swej ekspresji równie przygnębiające, jak nie przymierzając, „Krzyk” E. Muncha.  Złowieszcze krakanie zastępuje dotychczasowy świergot ptaków i brzęczenie owadów. W takiej scenerii trudno o optymizm.  Dopada mnie jesienna chandra… Czytaj dalej