Świąteczne życzenia

Przed nami kolejne święta, które wbrew tradycji, w większości spędzimy w bardzo „nieświątecznej” atmosferze. Wielu z nas na zawsze pożegnało  kogoś bliskiego, wielu  walczy z chorobą. Wszystkim towarzyszy lęk  o zdrowie najbliższych, pracę, środki do życia… Mające nikłe szanse na spełnienie, zwyczajowe życzenia „Wesołych Świąt”,  wydają  się w tej sytuacji nie na miejscu.  Dlatego też ograniczę się do życzeń, aby  ta Wielkanoc upłynęła wszystkim zdrowo i spokojnie. Życzę też siły, wytrwałości i wiary, że jeszcze będzie „normalnie”.  I jeszcze, żeby  budząca się do życia przyroda i wiosenne słońce natchnęły Was optymizmem i nadzieją. Nie mamy większego wpływu na sytuację, możemy jedynie zmienić nasze do niej nastawienie.

„Latawce”

Z reguły ostatnio swój wieczorny czas dzielę (niekoniecznie sprawiedliwie) między netflixa a lekturę. „Latawce” Romaina Garego,  to najlepsza powieść jaką ostatnio udało mi się przeczytać. Z jej fragmentami zetknęłam się  dawno temu,  drukował je bodajże „Przekrój”. Te urywki zapadły mi w pamięć, jednak na całość przyszło mi długo czekać, bo przez lata „Latawce” nie zostały przetłumaczone na język polski… Czytaj dalej

Święta.

 

Im jestem starsza, tym  spokojniej podchodzę do świątecznych przygotowań, choć ciągle jeszcze upieram się, że  wigilijne potrawy powinny być przygotowane własnoręcznie. Porcjowanie łososia (bo karpia nie lubię), lepieniu uszek, pierogów, krojeniu sałatek to zajęcia mechaniczne, przez co sprzyjające wspomnieniom i refleksjom…

Pomyślałam sobie, że tegoroczne Święta, ze względu na sytuację, dla wielu będą przebiegać nietypowo. Odstępstwa od  bożonarodzeniowej tradycji szczególnie trudno zaakceptować, gdyż w naszej kulturze przyjęte jest aby spędzać je w szerokim gronie najbliższych. Dzieci nie odwiedzą rodziców, dziadkowie nie uściskają wnuków. Przykre, jednak sądzę że łatwiej jest znieść tę chwilową przykrość, niż tragedię choroby i poczucie winy, że może się do niej przyczyniliśmy.  W trosce o zdrowie i bezpieczeństwo najbliższych większość moich znajomych odwołuje rodzinne spotkania. Myślę, że rezygnacja z przyjemności przytulenia się, przełamania się opłatkiem, pobycia razem, jest  umiejętnością wzniesienia się ponad egoistyczną  potrzebą bliskości i dojrzałym przejawem miłości, która każe wziąć odpowiedzialność za zdrowie innych. Obserwując  ludzi szturmujących galerie handlowe  w poszukiwaniu prezentów   dochodzę do wniosku, że najlepszym prezentem jaki w tym momencie możemy zaproponować, to nie narażanie siebie i nikogo na dodatkowe ryzyko. Nawet najdroższy, najpiękniej zapakowany gadżet nie zrównoważy bliskim wiadomości, że przy okazji jego nabycia zaraziliśmy się…

Przygotowując świąteczne ciasto rozmyślałam o tym, komu jeszcze nie zdążyłam złożyć świątecznych życzeń i jak je sformułować, żeby nie brzmiały banalnie. Zastanawialiście się kiedyś nad tym, że życzenia kierowane do nas  bardzo wiele mówią o pragnieniach tego, kto je wypowiada?  Na przykład takie „życzę Wam, abyście wreszcie się pobrali” to zakamuflowany przekaz: „oczekuję, że usankcjonujecie w końcu swoją dwuznaczną sytuację” bądź: „mam ochotę pobawić się na weselu”.  Życzenie pojawienie się na świecie dzieciątka, to nic innego jak: „chcę mieć wreszcie wnuki” (jeśli wypowiada je któreś z rodziców) lub „co macie mieć lepiej ode mnie” (jeśli nam tego życzy znajoma obarczona czwórką). Życzliwe: „obyś znalazła lepszą pracę” może być komunikatem „martwię się, że będziesz chciała pożyczyć ode mnie kasę”…   Do tej pory składając życzenia nie  zastanawiałam się, jak mogą zostać one odebrane. A przecież mogłam wpędzić kogoś w poczucie winy, że choć osobiście jest szczęśliwy, to jednak nie spełnia moich oczekiwań. Moja wizja absolutnego szczęścia może nie pokrywać się z wyobrażeniem o nim innych. Postanowiłam więc, że jeśli nie mam absolutnej pewności, że druga strona akurat o tym marzy,  moje życzenia ograniczą się do banalnych ogólników. W końcu mam najlepsze intencje i nie chcę nikogo wprawiać w zakłopotanie czy zranić… Pogrążona w tych rozmyślaniach  uporałam się z rutynową robotą i w obliczu bardziej absorbujących działań, przestałam snuć swoje dywagacje.

Jakkolwiek postanowicie i uczynicie, życzę (oczywiście również egoistycznie) aby te Święta upłynęły Wam bezpiecznie i zdrowo. Żebyście, mimo wszystko, spędzili je radośnie, znajdując w nowej sytuacji jakieś pozytywy, jak choćby ten, że mniejsza ilość gości przekłada się na krótszy czas spędzony na  kuchennych przygotowaniach, a kręgosłup jest Wam wdzięczny za nie dźwiganie ciężkich zakupów.

Zgodnie z tytułem mojego bloga „na przekór” sytuacji, Wszystkim życzę Wesołych Świąt !

 

Przed Świętami…

Czas większych prac przedświątecznych już za mną. Okna pomyte, zakupy zrobione, kartki rozesłane. Choinka  stoi, uszka i pierogi (z dwoma rodzajami farszu) polepione, zakwas na barszcz czeka na użycie. Z przygotowywaniem reszty potraw i ciast, aby były świeże, muszę się wstrzymać do środy. Tradycyjne, „opłatkowe” spotkania towarzyskie w tym roku nie wchodzą w grę, więc nadmiar wolnego czasu postanowiłam spożytkować na spacer po centrum miasta. Chciałam nacieszyć oczy urodą gwiazdkowych dekoracji, zanim mieszkańcy Poznania ruszą tłumnie na starówkę. Czytaj dalej

Wituchowo, pałac Mańkowskich i Fussów.

Wizytę w Wituchowie planowałyśmy już od czasu odwiedzin w Gałowie, jako że oba te majątki łączy osoba hrabiny Zofii z Karskich Mycielskiej. Niestety, nasze dobre chęci i przygotowanie teoretyczne nie zawsze wystarczają, bo o ile Gałowo jest zadbane i otwarte dla   turystów, o tyle Wituchowo stanowi jego przeciwieństwo. Niewiele udało nam się zobaczyć. Majątek jest obecnie własnością prywatną.  Sądząc ze stanu technicznego budynków, właściciel nie bardzo się nimi przejmuje,  jednak z jakiś powodów nie są mu obojętne na tyle, aby pozwolić je obejrzeć. Mimo żarliwych negocjacji ze stróżem nie udało nam się wemknąć na teren pałacowego parku. Musiałyśmy zadowolić się tym, co widać zza płotu, a widać niewiele… Czytaj dalej

Życie w zawieszeniu…

Od prawie dwóch miesięcy żyjemy w cieniu epidemii. Każdy dzień przynosi nowe sytuacje, wyzwania i obostrzenia. A to „nowe” trudne jest do zaakceptowania. Nakaz izolacji wszystkim, poza zdeklarowanymi introwertykami, już zdążył porządnie dać w kość. Nie jest łatwo  przestawić się wyłącznie na stacjonarny tryb pracy, siedzenie w domu, rezygnację z dotychczasowych przyzwyczajeń i rozrywek. Czytaj dalej

Świąteczne życzenia

I tak, w cieniu epidemii, nadeszły Święta Wielkanocne… W tym roku przygotowaniom do nich  towarzyszyły nieznane dotąd perturbacje. Samo wyjście po zakupy wiązało się z szeregiem czynności, którymi dotąd nie zawracaliśmy sobie głowy. Włożyć jednorazowe rękawiczki, nie zapomnieć o maseczce, odstać w kolejkach i to nie w sklepie, ale przed nim, wrócić, umyć (bądź inaczej odkazić) wszystkie nabyte produkty, zdjąć maseczkę,  rękawiczki, umyć ręce… To wszystko, wykonywane przy wtórze przykrych myśli o tym, że świątecznego czasu nie będziemy mogli spędzić z tymi wszystkimi, z którymi chcielibyśmy, obniżało nastrój i motywację. Nie spotkamy się z przyjaciółmi, nie wyjdziemy na spacer cieszyć się, wyjątkowo piękną w tym roku, wiosną. No ale Święta, to  tradycja, z której mimo wszystko nie chcemy zrezygnować. Myślę, że w tym trudnym dla wszystkich czasie, dobre myśli i życzenia są szczególnie potrzebne…. A że w  obecnej chwili największą wspólną troską jest lęk przed wirusem, więc przede wszystkim życzę zdrowia.  Życzę spokoju i optymizmu, aby pomagały nam zmagać się z  warunkami izolacji. Życzę umiejętności spojrzenia na sytuację z dystansem, a nawet (dla ambitniejszych) prób znalezienia w niej dobrych stron. Życzę także, abyście spędzili Święta przyjemnie i potrafili się nimi cieszyć. I oczywiście życzę byśmy po Świętach jak najszybciej wrócili do „normalności”.

Risotto bez ryżu – czyli obiadowa improwizacja

Przez zimowe wyjazdy na wakacje ostatnio bardzo rozleniwiłam się kulinarnie… To okazuje się bardzo proste,  w warunkach, kiedy  codzienne wymyślanie „co na obiad? ” zastąpione zostaje pytaniami „co byś zjadła? lub „na co masz ochotę”.  Nic więc dziwnego, że po powrocie do domu, na nowo przyzwyczaić się do samodzielnego gotowania było mi trudno. Aby się do niego wdrożyć,  obecnie w kuchni preferuję dania nie wymagające zbytniego wysiłku. Do takich niewątpliwie należy risotto.  Sprawdziwszy, że w lodówce ciągle jeszcze tkwi butelka białego wina, uznałam, że mam wszystkie potrzebne produkty. Czytaj dalej

Sutasze

Nie lubię robienia kolczyków. Sama myśl, że mam wykonać dwa identyczne wisiorki wywołuje we mnie odruch buntu. Ale są sytuacje, w których moje chęci i preferencje schodzą na plan dalszy. Do nich należy ta, kiedy zamówienie składa własna córka. Prosi o dwie pary kolczyków. Jedne mają być prezentem dla jej koleżanki, drugie chce dla siebie. Czytaj dalej

Świąteczne spotkania…

O ile listopad ciągnie się niemiłosiernie, o tyle grudniowe dni (zwłaszcza te przed świętami) upływają zbyt szybko. Za dużo się dzieje, bo i w pracy trzeba pokończyć bieżące sprawy, pozmykać projekty, a i w domu też jest co robić. Na dodatek od początku drugiej dekady miesiąca mnożą się tak zwane „spotkania opłatkowe”, na których wypada się pokazać, poświęcając na to weekendy… Czytaj dalej