Krotoszyn. Pałac Brzeskich

Już na początku wyjaśniam, że tym razem nie chodzi o Krotoszyn, miasto powiatowe w województwie wielkopolskim, któremu stosunkowo niedawno poświęciłam dwa  wpisy, a o niewielką, podbarcińską wieś w województwie kujawsko-pomorskim. Odwiedziłam ją, bo chciałam zobaczyć kolejną rezydencję, niegdyś należącą do rodziny Brzeskich herbu Oksza, o której niejednokrotnie już pisałam. Początki wsi i jej pierwsi właściciele giną gdzieś w pomroce dziejów i trudno je dzisiaj ustalić. Pierwsze pewne fakty o właścicielach pochodzą dopiero z XVI wieku kiedy to Krotoszyn, podobnie jak dobra barcińskie znajdował się w rękach rodziny Krotowskich herbu Leszczyc.  Prawdopodobnie, pierwszym  dziedzicem Krotoszyna był wojewoda inowrocławski, Jan Krotowski, zdeklarowany wyznawca kalwinizmu.

Jan Krotowski był trzykrotnie żonaty (za każdym razem wybierał żonę z kalwińskich rodzin) i w każdym z tych związków doczekał się potomstwa. Pierwsze małżeństwo, z Anną z Potulickich herbu Grzymała, zaowocowało córkami Katarzyną i Anną. Druga żona,  Anna, córka dziedzica Łabiszyna i wojewody poznańskiego Janusza Latalskiego herbu Prawdzic, obdarzyła go upragnionym synem, któremu, po ojcu, nadano imię  „Jan” oraz kolejną córkę, którą ochrzczono imieniem Urszula. Z trzeciego małżeństwa, z Urszulą  Ostrorożanką, narodziło się dwóch chłopców: Jakub i Andrzej (1550-1624).

Dobra barcińskie wraz z Krotoszynem, przypadły  Andrzejowi Krotowskiemu. Rodzice zadbali o jego wykształcenie i pobierane w kraju nauki  uzupełnił zagranicznymi studiami. Na  swoją alma mater wybrał zaliczanym wówczas do najlepszych uniwersytecie w  Bazylei, na którym wykładały takie znakomitości jak Erazm z Rotterdamu czy F. A. von Hohenheim lepiej znany jako Paracelsus. Po powrocie do kraju Krotowski szybko został doceniony na królewskim dworze,  co potwierdza nominacja  Andrzeja  stanowisko kasztelana kaliskiego oraz obdarzenie godnością senatorską.

Andrzej Krotowski był tym, który zerwał z tradycją rodu i (chyba jako pierwszy) pojął za żonę katoliczkę. Jego wybranką została  Dorota Uchańską herbu Radwan, i zapewne pod jej wpływem (była spokrewniona z prymasem Jakubem Uchańskim), Krotowski przeszedł na katolicyzm. Niestety, nie doczekał się syna,rozmodlona małżonka powiła mu tylko jedną córkę, Urszulę. Posażną jedynaczkę świetnie wydano  za mąż. Poślubiła krajczego koronnego, starostę ratneńskiego Mikołaja Sieniawskiego herbu Leliwa. Na niej wygasła ta linia rodu Krotowskich.

Po Krotowskich i Sieniawskich, Krotoszyn znalazł się w rękach Grudzińskich herbu Grzymała a następnie Gałeckich herbu Junosza. Prawdopodobnie pierwszym z tego rodu na Krotoszynie był Franciszek Gałecki starosta bydgoski i wojewoda inowrocławski. Dla Gałeckich powstał pierwszy w majątku dwór, który spłonął w 1725 roku. Rezydencję prawdopodobnie jeszcze  odbudował Franciszek Gałecki lub jego syn Ignacy. Gdzieś na początku XIX wieku Krotoszyn znalazł się w rękach rodziny Brzeskich herbu Oksza. Pierwszymi jego dziedzicami z tego rodu byli Katarzyna z Pomianów Nieżychowskich i Jan Brzescy.

Po nich majątek objął syn Amilkar, który w  1842 roku pojął za żonę Rozalię Teresę Karską. W 1843 roku w Krotoszynie przyszła na świat ich pierwsza córka Waleria. Po niej państwo Brzescy doczekali się dwóch synów, Erazma i Józefa oraz kolejnych córek Hieronimy i Władysławy.  Panny brzeskie powychodziły za mąż. Waleria, w 1863 roku poślubiła Władysława Brodnickiego, w pięć lat później obok Ignacego Mukułowskiego, na ślubnym kobiercu stanęła jej młodsza siostra Hieronima.  Najmłodsza Władysława, w 1870 roku, wyszła za Stefana Ponikiewskiego herbu Trzaska. Erazm ożenił się z Wandą z Zielonackich herbu Leszczyc.

W wyniku działów rodzinnych Krotoszyn dostał się Józefowi Julianowi, który w 1876 roku pojął za żonę córkę dziedziców Zakrzewa, hrabiankę Józefę Węsierską herbu Belina. W pierwszych latach ich małżeństwa, po trzykroć spotkała ich tragedia, kolejno urodzeni synowie umierali we wczesnym dzieciństwie.  Po nich Józefa i Józef doczekali się córek Marii i Ludwiki, a w 1881 roku, syna Zdzisława. Po nim narodziły się kolejne córki (Janina, Celina i Józefa), jeszcze jeden syn, Erazm i córka Wanda. Tak więc po krotoszyńskim parku biegała spora gromadka dzieci.

Józef Brzeski zmarł w 1929 roku. Krotoszyński majątek przekazał młodszemu z synów, Erazmowi (1891-1980) już żonatemu z Olgą Watta Skrzydlewską herbu Samson z Ocieszyna. Oni byli ostatnimi przedwojennymi właścicielami krotoszyńskiego majątku. Olga i Erazm doczekali się trzech córek: Renaty, Weroniki i Zuli. W 1939 roku państwo Brzescy wraz z dorastającymi córkami, zostali przez Niemców usunięci z majątku. W 1942 roku ich najmłodsza córka Zula, w warszawskich „Wizytkach”, wzięła cichy, wojenny ślub z podchorążym WP, adiutantem słynnego Hubala, Henrykiem Ossowskim herbu Dołęga.  Henryk Ossowski przed wojną był dziedzicem majątku Kunice położonego w województwie łódzkim a w 1939 roku, jako ogniomistrz podchorąży wraz z Armią „Pomorze” przeszedł szlak bojowy od Chojnic po  obronę Modlina. Po klęsce wojny obronnej trafił do niemieckiej niewoli a po uwolnieniu związał się z ruchem partyzanckim i był adiutantem majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala”.  Po rozbiciu oddziału wstąpił do ZWZ i w związku ze swą podziemną działalnością przez jakiś czas ukrywał się na terenie dobrze mu znanego z okresu partyzanckiego, województwa świętokrzyskiego. Pod pseudonimem „Dołęga” w randze porucznika walczył w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie rodzina osiadła w Tczewie.

Zapewne wojenne rozłąki, przeżycia oraz późniejsze ukrywanie przed UB konspiracyjnej przeszłości, sprawiły że małżeństwo Zuli i Henryka, mimo trójki wspólnych dzieci, nie przetrwało. Para rozstała się  po wojnie a w 1950 roku Henryk ożenił się powtórnie. Los nie oszczędzał Zuli i Henryka, w 1976 roku ich synowie Hubert i Piotr utopili się pływając żaglówką po jeziorze.

Aby dostać się  w pobliże pałacu, objechałam całą wieś, szukając w solidnym murze otaczającym niemały park dworski  bramy wjazdowej. W końcu udało mi się ją „namierzyć”.  Wjazd na teren dworski usytuowany jest obok folwarku, użytkowanego teraz przez jakieś przedsiębiorstwo. Budynek dworu, mimo pewnego zniszczenia, prezentuje się okazale.  Jest założony na planie prostokąta, podpiwniczony, dwukondygnacyjny i nakryty wysokim czterospadowym dachem. Diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach, które nadają dworowi indywidualne piętno.  W tym wypadku owym diabłem okazują się okrągłe lukarny w łukowatych oprawach oraz kompozycja centralnego ryzalitu.

Na osi fasady znajduje się wydatny ryzalit, w którym znajduje się wejście główne, o ciekawych, częściowo oszklonych drzwiach. Nad nimi znajduje się uroczy, półokrągły balkon, a prowadzące nań porte fenetre umieszczono w profilowanej arkadowej wnęce. Ciekawie też zakomponowano ściany ryzalitu akcentując je prostokątnymi płycinami w formie wąskich i szerokich blend okiennych. Ryzalit zwieńczony jest trójkątnym szczytem i nakryty osobnym daszkiem.

Bok pałacu szpeci dość paskudna, parterowa przybudówka (pochodząca raczej z czasów powojennych, nie wyobrażam sobie żeby państwo Brzescy dobrowolnie w ten sposób zakłócili harmonię swej rezydencji) przesłaniająca ryzalit elewacji bocznej.

W elewacji ogrodowej umieszczono dwuosiowy ryzalit, w którego zwieńczeniu zawarto owalny oculus.Drugą z krótszych elewacji bocznych zdobi półokrągły aneks, z którego prowadziło boczne wyjście. Na koniec wizyty w Krotoszynie spotyka mnie niespodzianka. Dwór, jak wspomniałam, otoczony jest parkiem krajobrazowym (podobno projektowanym przez Augustyna Denizota). Obecnie posesję od parku oddziela druciana siatka, za którą pasie się spore stado danieli. Chyba stosunkowo rzadko ktoś zakłóca im spokój, bo na mój widok, patrzą nieufnie a potem majestatycznie oddalają się.

 

 

Krotoszyn. Historia miasta i jego świeckie zabytki.

Do Krotoszyna wezwały nas obowiązki, ale ponieważ od dawna chciałam zobaczyć to miasto, humoru nie zepsuła mi nawet bardzo wczesna pobudka, ani dość monotonna jazda „eską”. Kiedy wjechałyśmy do miasta od razu zaczęłam rozglądać się w jego topografii, aby zorientować się, gdzie usytuowane są jego największe atrakcje, które po pracy chciałam obejrzeć. Odetchnęłam z ulgą, gdy przekonałam się, iż większość z nich znajduje się w ścisłym  centrum. Czytaj dalej