„Wesele” Smarzowskiego czyli ciężki orzech do zgryzienia

Od pewnego czasu różne obowiązki trzymały mnie „na krótkim łańcuchu” w domu. Ostatnio byłam już tak nimi zmęczona, że postanowiłam sobie zrobić krótkie wagary. Plan był prosty:  ulubione lody orzechowe i kino. Tymczasem serwująca ten przysmak „lodziarnia” w Cinema City okazała się zamkniętą i zamiast orzechów w lodach, dostałam ciężki orzech do zgryzienia w postaci „Wesela”   Wojciecha Smarzowskiego.   Wybór tego obrazu okazał się niezbyt trafioną decyzją.  Już w połowie filmu zaczęłam żałować, że nie poszłam na nowego „Bonda”, no ale stało się… Czytaj dalej