Kuchnia i kultura czyli o pierogach i recitalu…

Z pozoru teatr i pierogi nie mają ze sobą wiele wspólnego. Ale pozory mylą…

Znajomy, przesympatyczny młody człowiek, załatwił mi bilety do teatru.  Tak,  tak… Mimo powszechnego biadolenia nad upadkiem kultury w narodzie, biletów  „na lepsze spektakle” nadal się nie kupuje wtedy, kiedy ma się ochotę, tylko  „załatwia”.  Za przysługę chciałam się zrewanżować więc zaproponowałam, że upiekę ciasto. Spotkałam się z odmową typu: „Dziękuję, ale nie. Odchudzam się – dodał widząc moje zdziwione spojrzenie, bo dotąd nie odmawiał karpatki czy szarlotki –  Rozumiesz, „akcja lato” – tu poklepał się po wyimaginowanej wypukłości – ale… –  znacząco zawiesił głos – gdybyś zrobiła pierogi… Czytaj dalej

„Holoubek syn Picassa” spektakl w TN w Poznaniu

Zawsze chętnie udaję się na spektakle do poznańskiego Teatru Nowego. Mam sentyment do tego przybytku, który choć jak zapewne każdy teatr, przeżywał swoje wzloty i upadki, ale zawsze  trzymał wysoki „poziom”. Tym razem wybrałam się na sztukę „Holoubek syn Picassa” według Sebastiana Majewskiego (Andreasa Pilgrima) w reżyserii Julii Schmyt. Spektakl ten bierze udział w 25 Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. Czytaj dalej

Byle nie o miłości…

W listopadzie niemalże programowo panuje smutek, nostalgia i spleen.  Dni, nie dość że krótkie, to jeszcze szare i ponure. Wieczory długie, łkające i zawodzące wiatrem.  Noce zapłakane na przemian a to mżawką, a to rzęsistym deszczem.

Już początek miesiąca, z racji Dnia Wszystkich Świętych i Zaduszek przypomina o przemijaniu, odchodzeniu i niebycie, co samo w sobie jest mało radosne A dalej jest tylko gorzej.  Przyroda dostosowuje się do ogólnego nastroju, jakby czując, że w takich okolicznościach nie wypada pysznić się złotem i czerwienią listowia. Drzewa zrzucają dotychczasową, radosną okrywę i stoją posępne w swej graficznej postaci. Dramatycznie wyciągając ku niebiosom poskręcane konary są w swej ekspresji równie przygnębiające, jak nie przymierzając, „Krzyk” E. Muncha.  Złowieszcze krakanie zastępuje dotychczasowy świergot ptaków i brzęczenie owadów. W takiej scenerii trudno o optymizm.  Dopada mnie jesienna chandra… Czytaj dalej

Mister Barańczak spektakl w Teatrze Nowym. Owacja na stojąco.

Od dawna miałam ogromną ochotę zobaczyć spektakl „Mister Barańczak” i w końcu udało się! Sobotni wieczór spędziłam w teatrze. „Spędziłam” to słowo nieodpowiednie, sugerujące byle jak upchnięty czas…  A tymczasem te dwie godziny zostały intensywnie przeżyte. Pełne różnorakich emocji i wzruszeń, które wywołały, zarówno mówione  jak i  wykonane wokalnie, teksty Stanisława Barańczaka. W zasadzie „spektakl” również jest słowem nie oddającym w pełni charakteru tego widowiska. Bo jest ono raczej  połączeniem koncertu, lirycznego kabaretu i bardzo osobistych wynurzeń. Czytaj dalej

Mieszane uczucia czyli wieczór w poznańskim TN

Lubię teatr.  Ma on dla mnie coś magicznego w sobie.  Kurtyna, oddzielająca symbolicznie świat iluzji od realnej widowni,  dzwonki dyscyplinujące spóznialskich, nawet specyficzny zapach  mieszaniny kurzu i perfum wypełniający salę przed spektaklem, już  wywołują u mnie dreszczyk emocji i oczekiwania na porcję wrażeń i wzruszeń.

Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy Aga i Piotrek zaprosili mnie do teatru.  I to do poznańskiego „Nowego”, który „od zawsze” cieszy się dobrą opinią w mieście. Jednak  oglądana  sztuka, wprowadziła pewien zamęt w moim, dotychczas stałym, uwielbieniu dla Melpomeny. Czytaj dalej