Obrzycko

Wreszcie udało nam się pojechać do Obrzycka. Miasteczko leży na uboczu i może dlatego zwlekałyśmy z tą wizytą. Kilka lat temu pisałam o założeniu pałacowym w Obrzycku- Zamku, które położone jest na drugim brzegu Warty. Dziś przyszła pora na Obrzycko, miejscowość, która dała początek tamtejszemu założeniu. W 1825 roku Atanazy Raczyński (mocno poróżniony z bratem Edwardem) założył na Obrzycku ordynację, której siedzibą było pierwotnie założenie pałacowe w Gaju Małym ( pisałam już kiedyś o tamtejszym pałacu). W 1862 zbudowano pałac w Obrzycku Zamku. Ale historia miasta Obrzycko sięga o wiele głębiej niż XIX wiek… Czytaj dalej

Kościoły Grodziska Wielkopolskiego

Pokierowane przez tubylców trafiamy do lokaliku posiadającego piękny, ukwiecony ogródek. Ponieważ dzień jest ciepły i słoneczny decydujemy się tam przysiąść. Ku naszej radości w ofercie lokalu jest także kawa mrożona, której bardzo, ale to bardzo „nam się chciało”… Po kawie możemy kontynuować zwiedzanie miasta. Zaczynamy od, położonego nieopodal rynku, kościoła pod wezwaniem Jadwigi Śląskiej.  To najstarsza świątynia w mieście, więc udaje nam się „zgrać” położenie z chronologią. Czytaj dalej

Capri z morza

Po zjechaniu kolejką na dół chwilę kręcę się po nadbrzeżnej ulicy. Typowa nadmorska promenada zastawiona sklepikami z pamiątkami i utensyliami plażowymi wabi licznymi lokalikami gastronomicznymi. Jest też zatłoczona do granic niemożliwości. Dopiero co przybyli na wyspę, jak i ci co z niej odjeżdżają, ciągną z wysiłkiem wypchane walizki lub uginają się pod ciężarem plecaków, co chwilę ocierając pot  z czoła. Między nimi manewrują pojazdy komunikacji miejskiej, pomarańczowe autobusiki i taksówki- kabriolety z zabawnymi markizami. Czytaj dalej

Capri z lądu

Jak już kiedyś wspomniałam lubię rejsy, zwłaszcza po ciepłych i spokojnych wodach. Więc na koniec mojego pobytu we Włoszech wybieram się na Capri, ulubioną wyspę cesarzy rzymskich, pisarzy i możnych tego świata. Podróż na nią z Neapolu nie jest ani długa, ani nużąca, a wody zatoki neapolitańskiej z wysokości pokładu wyglądają bardziej niż kusząco… Czytaj dalej

Neapol

Kontynuując swój spacer po Neapolu kieruję się w głąb miasta. Moim celem jest zobaczenie galerii Umberto ale również wypicie kawy i zjedzenie obowiązkowych lodów. Co do tych ostatnich mam pewne plany, o których potem. Na razie przystaję przy fontannie Neptuna…

Czytaj dalej

Neapol, królewskie rezydencje

Jedziemy odwiedzić Neapol.  Niestety nie możemy  na jego zwiedzanie przeznaczyć tyle czasu, ile byśmy chcieli, ale staram się „wycisnąć” ile się da. Od razu uprzedzam, iż za wiele się nie dało. Z drugiej strony, przyjmując za prawdę obiegowe powiedzenie „zobaczyć Neapol i umrzeć”, może lepiej, że nie widziałam go w całości?  Mam motywację, żeby pożyć jeszcze trochę i tu wrócić… Czytaj dalej

Pompeje. Miasto odkopane.

Męcząca, polegająca na intensywnym zwiedzaniu część wycieczki już za mną. Wreszcie przychodzi czas, kiedy można się rozpakować bez ryzyka, iż rano, przy wyjeździe czegoś się zapomni. Hotel jest przyjemny  i rozpieszcza nas kulinarnie co doceniamy po „głodnych” czasach śniadań złożonych z kawy, rogalika i odrobiny dżemu. Teraz jest do wyboru wszystkiego, o czym można sobie zamarzyć. Najbardziej przypada mi do gustu deser z lodów śmietankowych przekładanych cieniutkimi płatkami deserowej  czekolady. Pychota! Na resztę wyżywienia i napojów też  narzekać nie można. Ale całkowite roztycie się i lenistwo nam nie grozi, wybieramy się bowiem do Pompei. Czytaj dalej

Asyż. Kamienne miasto św. Franciszka i św. Klary.

Po wizycie w bazylice św. Franciszka mamy czas wolny. Przewodniczka zachęca do spróbowania miejscowych przysmaków,  zachwala znakomite mięsiwa (porchettę) i wędliny. Faktycznie, eksponowane na wystawach okolicznych sklepików, wyglądają smakowicie.  Poleca także oliwę aromatyzowaną truflami  i wyroby czekoladowe znanej firmy Perugina.  Mnie jednak szkoda czasu na jedzenie. Chcę zobaczyć jak najwięcej… Przypominają mi się słowa  mojej dawnej, nieodżałowanej pani promotor, profesor A. Kamzowej, która twierdziła, że historyk sztuki może obywać się bez jedzenia i snu. Ha… Coś w tym jest! Szybka kawa i lody (przewyborne) wystarczają żeby nabrać sił do dalszej włóczęgi po mieście. Czytaj dalej

Asyż świętego Franciszka

Dotychczas we Włoszech zwiedzałam duże miasta, pełne ludzi, gwaru i zgiełku. Miasta, w których historia zdominowana jest przez współczesność.  Takie, które uległy znacznym przemianom, choć zachowały wspaniałe zabytki. Asyż jest zupełnie inny… Asyż, to urbanistyczna jednolitość i pastelowy koloryt. Asyż, to spokój i zaduma. Asyż, to wszechobecny zapach jaśminu i lawendy. Asyż to miasto, w którym duch i materia wzajemnie się przenikają, dopełniają oraz inispirują. Asyż jest po prostu magiczny!  Miasteczko wygląda jakby czas się w nim zatrzymał. Przytulone do wzgórza Subasio, na którym (i z którego) wyrosło zdaje się drzemać i śnić o czasach, kiedy po jego bruku chadzali Giovanni di Bernadone i Chiara Offerduccio… Czytaj dalej

Plac św. Marka, Pałac Dożów i Bazylika św. Marka w Wenecji.

Bardzo miło siedziało się na drinku, no ale nie po to tu przyjechałam. Chcę zobaczyć wnętrze bazyliki św. Marka, tę jedyną w swoim rodzaju, katolicką świątynię o bizantyjskich cechach stylowych. Nie ma jej w „pakiecie” ale można próbować dostać się do niej samodzielnie. Wprawdzie kolejka chętnych nigdy się nie zmniejsza, ale przecież warto spróbować. Może uda mi się wejść, zanim nadejdzie pora odpłynięcia z Wenecji?

Czytaj dalej