Kruśliwiec. Pałacyk rodziny Otto.

Inowrocław, służbowo odwiedzamy co najmniej kilka razy w roku. Przy okazji każdego z takich wyjazdów staramy się  zobaczyć jeszcze coś ciekawego w okolicy. Tym razem postanowiłyśmy podjechać do Kruśliwca. Wiedziałyśmy, że we wsi istnieje budynek  dawnego dworu. Kruśliwiec to niewielka miejscowość , która liczy sobie nieco ponad stu mieszkańców, więc interesujący nas obiekt znalazłyśmy bez trudu. Czytaj dalej

W Brukseli

Po opuszczeniu Brugii, jedziemy do Brukseli. Żałuję, że zamiast stolicy, w programie  nie uwzględniono Antwerpii, bądź Gandawy. No cóż, takie są uroki wyjazdów zorganizowanych.  Na porządne  zwiedzanie Brukseli nie mieliśmy dużo czasu, a w tym, którym dysponowaliśmy, trzeba było jeszcze zmieścić posiłek  i  spacer (moim zdaniem zbędny) dookoła dzielnicy europejskiej. Znajdujące się tam biurowce, bez większego uszczerbku dla wrażeń, można obejrzeć w necie. Czytaj dalej

Kościół i pastorówka w Budziszewku.

Jakiś czas temu pisałam o dawnym pałacu Łubieńskich w Budziszewku. Opisałam wtedy dzieje jego mieszkańców główny nacisk kładąc na rozgrywający się w pałacu romans Konstancji Łubieńskiej  z narodowym wieszczem Adamem Mickiewiczem. Wspomniałam wtedy też, o  stojącym nieopodal kościele pod wezwaniem św. Jakuba, którego wnętrza nie miałam okazji zobaczyć. Teraz, będąc w okolicy, postanowiłam zajrzeć do wsi ponownie. Miałam nadzieję, że może tym razem, jakimś cudem zastanę świątynię otwartą… Czytaj dalej

Filmowy listopad

Ze wszystkich dwunastu miesięcy, listopad lubię najmniej…  Dni krótkie, pogoda kiepska, do lata daleko, świat w monochromatycznych barwach… Może właśnie dlatego, aby oderwać się nieco od wszechobecnej szarości, w listopadzie najczęściej odwiedzam kino. W tym roku, właśnie w listopadzie, na ekrany weszło parę nowych filmów, które chciałam obejrzeć. Byłam na „Spencer”, „Bo we mnie jest seks” i „Dom Gucci”. Wszystkie trzy obrazy traktują o znanych osobach, ale żaden z nich, nie jest dziełem stricte biograficznym. Opowiem o swoich wrażeniach z seansów, w kolejności oglądania filmów. Czytaj dalej

„Wesele” Smarzowskiego czyli ciężki orzech do zgryzienia

Od pewnego czasu różne obowiązki trzymały mnie „na krótkim łańcuchu” w domu. Ostatnio byłam już tak nimi zmęczona, że postanowiłam sobie zrobić krótkie wagary. Plan był prosty:  ulubione lody orzechowe i kino. Tymczasem serwująca ten przysmak „lodziarnia” w Cinema City okazała się zamkniętą i zamiast orzechów w lodach, dostałam ciężki orzech do zgryzienia w postaci „Wesela”   Wojciecha Smarzowskiego.   Wybór tego obrazu okazał się niezbyt trafioną decyzją.  Już w połowie filmu zaczęłam żałować, że nie poszłam na nowego „Bonda”, no ale stało się… Czytaj dalej

Znowu w Pszczewie. Spacer po miasteczku

O Pszczewie pisałam już dwukrotnie. Mam sympatię do tego pięknie położonego, urokliwego miasteczka. Oczywiście największą chlubą  jest wspaniale odnowiony folwark Pszczew, którego zrewitalizowane budynki służą dziś jako centrum wypoczynkowe. Ale o nim już pisałam w jednym z postów. W innym zajmowałam się rynkiem, piękną plebanią i kościołem. Dziś chciałabym pokazać urodę starych uliczek. Czytaj dalej

Gmach Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie

Podczas pobytu w Krakowie wykorzystuję na maksa każdą wolną by pospacerować po mieście.  Nawet w dzień wyjazdu „nie odpuściłam” i choć nie miałam wystarczająco  dużo czasu aby cokolwiek sensownie zwiedzić, poszłam „pożegnać się” ze Starówką. Na chwilę zatrzymałam się w okolicach placu Szczepańskiego. Stoi tam gmach godny krótkiego omówienia. Czytaj dalej