Chodzież „Straszny Dwór”. Dawny dworek Stanisława Mańczaka. Wielkopolskie rezydencje

W Chodzieży zatrzymuje się na chwilę przy hoteliku i restauracji „Straszny Dwór”. To dawny pałacyk Gebharda Bruhla, zbudowany w 1904 roku. Niektóre zródła przypisują obiekt Luettwitzowi, ale wydaje mi się, że następuje tu pomyłka z innym chodzieskim pałacykiem”Karczewnikiem”, który rzeczywiście do 1945 roku należał do rodziny von Luettwitz.   Czytaj dalej

Reklamy

Kościół w Ludomach

W słoneczny dzień zawitałam do Ludom.  Już z daleka zauważyłam górującą nad drzewami kopułę kościoła. Ruszam więc przez stary, podworski park założony jeszcze w XVIII wieku, w tym kierunku. Czytaj dalej

Sieraków

Kiedy zbyt długo pracujemy „stacjonarnie” zaczyna nas z Szefcią „nosić” i zaczynamy planować wyjazd.  Tym razem udałyśmy się do Sierakowa.

Po drodze zatrzymuje nas na chwilę kroczący przy drodze bocian i długi, murowany wiadukt kolejowy. Chwilę kontemplujemy ten sielski obrazek, obserwując zmagania ptaka ze schwytaną żabą. Po czym ruszamy dalej.W Sierakowie oprócz załatwienia spraw służbowych, chcemy zobaczyć zamek Opalińskich i kościół pod wezwaniem NMP Niepokalanie Poczętej. Na inne atrakcje nie wystarczy nam czasu…

Zaczynamy od zamku, a raczej od repliki jego południowego skrzydła, jako, że  autentyczny zamek prawie doszczętnie rozebrano w 1829 roku. To co oglądamy, to hipotetyczna wizja dawnej rezydencji… Ten nowy – stary zamek położony jest prześlicznie nad brzegiem malowniczej w tym miejscu Warty. Formę  ma skromną, nawiązującą raczej do dawniejszej, gotyckiej rezydencji Górków i Nałęczów niż do barokowej siedziby magnackiej Opalińskich.Nie chcę się o nim wypowiadać, bo nie jestem zwolenniczka jakichkolwiek rekonstrukcji „od podstaw”. Uważam, że takie przedsięwzięcia ( podobnie jak nowo zbudowany zamek Przemysła w Poznaniu) są pozbawione sensu…

Za to z daleka widoczny kościół pobernardyński jest jak najbardziej autentyczny.Można powiedzieć, że o ile doczesna rezydencja Opalińskich nie przetrwała próby czasu, o tyle ta wieczysta, ma się świetnie. Bo inicjatorowi budowy kościoła w 1619 roku, wojewodzie poznańskiemu, PiotrowiOpalińskiemu herbu Łodzia, przyświecał cel uczynienia z kościoła  gigantycznej nekropolii. Prace budowlane nad świątynią trwały 14 lat (1625 – 1639) i kierował nimi sam Krzysztof Bonadura Starszy, specjalnie „importowany” w tym celu z Włoch. Kościół w Sierakowie to jego pierwsza realizacja na terenie Polski.

Świątynia ma plan krzyża, który uważano za najodpowiedniejszy, dla funkcji jaką miała pełnić,  rodowego mauzoleum Opalińskich. Początkowo kościół, zgodnie z regułą bernardyńską  (temu zakonowi powierzono dbanie o doczesne szczątki i dusze Opalińskich) nie posiadał wież. Obecnie istniejące zostały ufundowane w 1740 roku przez, żonę króla Stanisława Leszczyńskiego, Katarzynę z Opalińskich, a ich  blaszane hełmy pochodzą z 1863 roku. Na południe od kościoła znajdowały się zabudowania klasztorne, które spłonęły w 1817. Ponieważ w 1819 nastąpiła kasata klasztoru, a kościół sprowadzono do rangi parafialnego, nie było potrzeby ich odbudowywać.

Wchodzimy do kruchty, z której przez kratę, możemy podziwiać wnętrze.  Daje  ono pojęcie o wielkości „ego” Opalińskich. Pod kopułą umieszczoną na skrzyżowaniu naw umieszczono  kartusze z herbami fundatorów i spokrewnionych z nimi rodami. Są tam Łodzia Opalińskich, Nałęcz Czarnkowskich, Leliwa Pileckich i Dąbrowa Kostków. W nawie, na pierwszy plan wybija się wczesnobarokowy ołtarz główny.Przebogata ornamentyka nie jest w stanie przyćmić umieszczonego w polu głównym obrazu „Zdjęcie z krzyża” pędzla flamandzkiego malarza Artusa Wolfforta.  Malowidło jest tak znakomite, że przez lata przypisywano je Rubensowi.

Niestety z kruchty nie widać fenomenalnych, intarsjowanych stalli, zaliczanych do najciekawszych osiągnięć  XVII wiecznego meblarstwa kościelnego . Po prawej stronie znajduje się ołtarz z wizerunkiem NMP, do którego podobno pozowała jedna z panien Opalińskich.

Nie sposób opisać całego, przebogatego wyposażenia,  to trzeba zobaczyć! Chciałabym jednak napisać o nagrobku Jana i Zofii z Czarnkowskich Opalińskich teściów  króla S. Leszczyńskiego.  Jak mówi tradycja, ufundowała go dziadkom  Maria Leszczyńska, królowa Francji. Marmurowy monument robi wrażenie.  Wykonany z wielobarwnych marmurów, ozdobiony licznymi rzezbami, daje pojęcie o zamożności rodu.

Jego dolną część flankują, wykute w białym alabastrze, posągi niewolników tureckich.  Strzegą tablicy z łacińską inskrypcją  głoszącą chwałę rodów Opalińskich, Czarnkowskich i Leszczyńskich. W górnej  części umieszczono portrety zmarłych i ich herby.

Niestety, z miejsca w którym stoimy, nie widać  dzieła Sebastiana Sali, czarno- białego nagrobka  Piotra Opalińskiego. Ale jest on reprodukowany w każdym podręczniku do historii sztuki jako sztandarowy przykład barokowego nagrobka możnowładcy.

W czasie II wojny światowej kościół zamieniono na magazyn ze sprzętem wojskowym. W 1945 roku, w obliczu nieuchronnej klęski, z Berlina przychodzi rozkaz, aby wysadzić wszystkie magazyny broni, by nie wpadła w ręce wroga.  Sierakowski komendant major Kuffus, w cywilu absolwent akademii sztuk pięknych i malarz, stanął przed dylematem. Żal mu było świątyni i nagromadzonych w niej dzieł sztuki, ale „Befehl ist Befehl”. By ocalić kościół nakazał wynieść  z niego wszystko i zniszczyć na wolnym placu.

Wychodzimy przed kościół i na chwilę przystajemy przy XVIII wiecznej bramie, która wiodła na teren klasztorny. W niszach ocalałego fragmentu muru umieszczono tablice upamiętniające bohaterów ziemi sierakowskiej:  powstańców, żołnierzy ZWZ, AK, II Korpusu, harcerzy Szarych Szeregów, księży i „zwykłych” mieszkańców regionu zabitych i pomordowanych w czasie powstań i wojen, Temu swoistemu panteonowi przewodzi motto zaczerpnięte  z tekstu  Jana Pawła II ” Świadomość własnej przeszłości pomaga nam włączyć się w długi szereg pokoleń, by przekazać następnym wspólne dobro – Ojczyznę.”

Pałac Wallenberga, karczma i kościół, czyli nie do końca udana wizyta w Kruszewie. Wielkopolskie rezydencje.

Wybrałam się do Kruszewa. Pogoda piękna, okolica malownicza. Wielkopolska ma bardzo urozmaicony krajobraz. Okolice Ujścia przypominają swym ukształtowaniem „Szwajcarię Kaszubską” więc jest co podziwiać. Ukoronowaniem wycieczki miało być zwiedzenie znajdującego się we wsi pałacu. No takie były założenia… Czytaj dalej