Dwory i pałace – szlakiem Emilii Sczanieckiej

Swoje krajoznawcze wyprawy mogę podzielić na dwa rodzaje.

Pierwszy to taki, kiedy celem jest jakaś konkretna miejscowość, którą chciałabym zobaczyć. Drugi, to kilka miejsc powiązanych ze sobą tematycznie. Tym razem miał miejsce ten drugi przypadek.

Zaczynam od Brodów, w których to w 20 maja 1804 roku przyszła na świat późniejsza filantropka, działaczka niepodległościowa, opiekunka rannych, wspomożycielka potrzebujących Emilia Sczaniecka. Wieś wraz z przyległościami od połowy XVIII wieku stanowiła majątek rodziny Szczanieckich.

Zwiedzam drewniany kościółek kryty gontem, XVII wieczną dzwonnicę, oraz późniejsze(z początku ubiegłego wieku) murowane kaplicę cmentarną i plebanię.  Budynki otacza przepiękny starodrzew wśród którego znajduję się kilkusetletnia lipa, zapewne pamiętająca małą Emilkę. Widniejący za płotem pałac,  niestety nie jest tym, w którym Emilia, pod opieką babki, spędzała dzieciństwo. 003 Czytaj dalej

Reklamy

Wyborcza niedziela

Drugą turę wyborów prezydenckich postanowiłam  dodatkowo zaakcentować całkowicie prywatnie. Jako miejsce zamanifestowania  patriotyzmu wybrałam…kuchnię.

Ponieważ barwy narodowe dają szerokie spektrum możliwości miałam pewien problem z wyborem potrawy, ale w końcu zdecydowałam się na swojski makaron w sosie pomidorowym – no bo nie wypada przy tej okazji rzucać „włoszczyzną” typu „pasta al pomodoro”.

Pokroiłam drobno, ale bez przesady, dwie średnie cebule,  wrzuciłam je na rozgrzaną oliwę, posoliłam. Kiedy cebulka się „zeszkliła”dodałam drobniusieńko posiekane (a nie miażdżone) dwa ząbki czosnku i jeszcze chwilę smażyłam po czym  dodałam zawartość puszki pomidorów krojonych bez skórki. Dość obficie doprawiłam czarnym pieprzem i suszonymi bazylią  i oregano.. Zmniejszyłam ogień i pozwoliłam się potrawie spokojnie podusić.003

W tym czasie ugotowałam na półtwardo  „farfalle” – to mój faworyt wśród kształtów makaronowych obok tagliatelle, fettuccine i fusilli.

Zdjęłam sos z ognia, zblendowałam. Wyszedł taki jak lubię, gęsty i aromatyczny,gdy  polałam nim makaron zatrzymał się na nim.  Narodową czerwień i biel podkreśliłam odrobiną zieleni. Czytaj dalej

Dwory i pałace

Podczas licznych podróży chętnie odwiedzam zabytki architektury związane z wielkopolskimi rodami magnackimi i ziemiańskimi.  Często są to obiekty, które „po latach zapomnienia i upadku” odzyskały dawną świetność, ale wiele jest też takich, które popadają w ruinę. Z budowlami jak z ludźmi, jedne mają szczęście, te trafiają w ręce właścicieli, którzy z pasją je odrestaurowują, innym go brakuje… Na szczęście Kórnik, rezydencja Działyńskich, należy do tych, nad którymi mecenat sprawuje państwo.018 Czytaj dalej

Gdy wiosna nad ziemią szaleje od bzu…

Ten cytat z Okudżawy pierwszy nasuwa się na myśl, kiedy w maju wyjeżdża się za miasto.

Bzowe szaleństwo jest wszędzie –  przy eleganckich willach i zwykłych wiejskich domach, na skwerkach i na poboczach, w ogrodach i w rowach.

Gdzie się nie spojrzy, tam „pienią” się białe, delikatnie liliowe, ciemno fioletowe kiście „krzyżykowych” kwiatków, rozsiewając dookoła niepowtarzalny, majowy zapach. 006

W ten bzowy czas  w swej wędrówce nagle zaczęłam natykać się na „Kalwarie”. Pierwsza była Pakoska, teraz zetknęłam się z „tematem” po raz wtóry. A to za sprawą wizyty w Ujściu, miasteczku zawdzięczającym swą nazwę wpłynięciu Gwdy do Noteci.   Miejsce to kojarzone jest głównie z niechlubnym poddaniem Wielkopolski  siedemnastotysięcznej armii szwedzkiej, które zapoczątkowało słynny „potop”. Czytaj dalej

Głogów – miasto na nowo zbudowane

„Lubię te małe polskie miasteczka” – to słowa nadradcy Gebharda, postaci z „Podwójnego nelsona” – odcinka kultowej ” Stawki większej niż życie.” I choć nie podzielam innych gustów nazistowskiego dygnitarza, to pod tym stwierdzeniem mogłabym się podpisać ;-).

To znaczy, nie lubię tych miasteczek aż tak bardzo, żeby chcieć w nich mieszkać, ale na tyle, by chętnie je odwiedzać.

Jednym z takich miasteczek jest Głogów, miejscowość położona nad Odrą w województwie dolnośląskim. Jak tu nie lubić miasta, które chlubi się różowym mostem Tolerancji?023 Czytaj dalej

Posłuchaj miasta – Gracze

Nieoczekiwanie niedzielny wieczór spędziłam w teatrze.

Zaproszenie „przyszło” w ostatniej chwili, tak że w zasadzie nie wiedziałam na jaki spektakl idę. Coś mi się kojarzyło, że to fragment większego cyklu związanego z poznańską dzielnicą Jeżyce, ale to i wszystko co wiedziałam.

Z tym większą ciekawością oczekiwałam rozpoczęcia przedstawienia, rozglądając się po „scenie trzeciej” Teatru Nowego. Pomieszczenie stosunkowo niewielkie, wymarzone do realizacji kameralnych inscenizacji, wypełnione było prawie do ostatniego miejsca.

Spektakl, wyreżyserowany przez Marcina Wierzchowskiego, składa się z kilku  historii  autentycznych ludzi, których łączą dwie sprawy. Pierwsza to związek z Jeżycami, druga to gra.

Tytułowi „Gracze” grają na różnych planszach i o różne stawki. Jedni z życiem, drudzy w życiu, inni o życie. Są wśród nich przedstawiciele różnych profesji, pasjonaci, ba hazardziści nawet. Opowiadają swoje losy, często bardzo powikłane i pełne kryzysów, grając na emocjach widzów. Czytaj dalej

Pakość

Niespodziewanie znalazłam się w sercu Kujaw, w Pakości.

Droga prowadząca do Pakości jest po prostu fatalna, pełna dziur, wybojów, o poboczach urągających wszelkim zasadom inżynierii drogowej, ale biegnie przez niesamowicie malownicze tereny, co wynagradza jej niedostatki. Ba, mało, zmienia je w zalety, gdyż wymusza wolniejszą jazdę, pozwalającą na podziwianie ciągnącego się równolegle, jeziora Pakoskiego, które liczy sobie ponad 14 kilometrów długości i poprzedzielane jest groblami.

Żółte od kwitnącego rzepaku pola, błękit wody i nieba oraz soczysta zieleń drzew godne są pędzla  fowisty. 033 Czytaj dalej

Majówka

Tak jak nie ma gwiazdki bez choinki, tak samo nie ma porządnej majówki bez grilla…

Bez względu na okoliczności, sezon grillowy w tym czasie zacząć po prostu wypada. Wprawdzie temperatura powietrza nie porażała swą wysokością, ale nie padało – wbrew ponurym prognozom – a ” w słońcu”  dało się nawet zdjąć z siebie wierzchnią warstwę odzieży.

Spotkania ogrodowe mają swój porządek i dramaturgię. Prologiem do nich jest rozstawianie leżaków, krzeseł, stołów. Ganianie do auta, bo zapomnieliśmy zabrać chleb, musztardę, bądź jakieś niezbędne utensylia. Towarzyszy temu wiele śmiechu bo do tego typu imprez podchodzi się na całkowitym ‚luziku”.

Kiedy wstępnie sytuacja zostaje opanowana następuje antrakt, w którym to wszyscy zalegają na leżakach obowiązkowo z piwem w ręce. Antrakt ma to do siebie, że lubi się przedłużać o co najmniej jeszcze jedno piwo. Ale przecież trzeba pokontemplować uroki przyrody, pozachwycać się rozwijającym się bzem, sprawdzić czy zakwitły już konwalie.003 Czytaj dalej

Tulipany

Co roku jeden  dzień „wielkiej majówki” spędzam w Chrzypsku Wielkim.

Tym, co ciągnie mnie do tej położonej nad jeziorem Chrzypskim miejscowości, są tulipany w specjalistycznym gospodarstwie pana Bogdana Królika.IMG_0028 Właśnie w dniach 1-3 maja  gospodarstwo otwiera swe podwoje dla wszystkich entuzjastów roślin cebulkowych. Ilość  rosnących się tam odmian kwiatów przyprawia o zawrót głowy.

012

Każdorazowo trzymam się tradycyjnego porządku zwiedzania. Najpierw napawam się ogólnym widokiem tulipanowych pól, gdzie w karnych rzędach rosną kwiaty jednej odmiany. Później udaję się na niewielkie grządki, z których każda obsadzona jest innym gatunkiem tulipanów. Czytaj dalej