Lusowo. Pałac Pauliny von Richthofen i grób generała Dowbor Muśnickiego.

O Lusowie i tamtejszych zabytkach: kościele i pałacu już niegdyś pisałam i nie przypuszczałam, że jeszcze kiedyś powrócę do historii tego niesamowitego miejsca. Ale życie sprawia różne niespodzianki i tym razem, nieoczekiwanie, ponownie znalazłam się w Lusowie, gdzie ku mojemu zdumieniu, trwały prace przy renowacji pałacu. Poprzednio udało mi się go zobaczyć jedynie z daleka i fragmentarycznie. Skorzystałam więc z nadarzającej się okazji, że wstęp na teren posiadłości jest możliwy i tym razem miałam okazję przyjrzeć się  budynkowi nieco bliżej… Czytaj dalej

Dworek i młyn w Rudzie

Wracałyśmy właśnie z Chodzieży, gdy nagle, zagadane, tylko kątem oka odnotowałyśmy stojący przy drodze, świeżo odnowiony budynek. Mimo, iż tynk na nim jeszcze dobrze nie wysechł, dachy lśniły niepokalanym blaskiem, od razu wiedziałam, że dworek musi mieć lat co najmniej  sto dwadzieścia.  Zatrzymałyśmy się w najbliższej zatoczce i poszłyśmy obejrzeć go z bliska. Czytaj dalej

Gmach Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie

Podczas pobytu w Krakowie wykorzystuję na maksa każdą wolną by pospacerować po mieście.  Nawet w dzień wyjazdu „nie odpuściłam” i choć nie miałam wystarczająco  dużo czasu aby cokolwiek sensownie zwiedzić, poszłam „pożegnać się” ze Starówką. Na chwilę zatrzymałam się w okolicach placu Szczepańskiego. Stoi tam gmach godny krótkiego omówienia. Czytaj dalej

Park Strzelecki i pałac Mańkowskich w Krakowie

Tym razem, zamiast jak zwykle skierować się na Planty, zdecydowałam się pójść w drugą stronę i tak, trochę przypadkiem, trafiłam do Parku Strzeleckiego. Nie miałam go w planach ale skoro już tam byłam, postanowiłam poświęcić mu trochę czasu. Zwłaszcza. że akurat byłam „w temacie” bo niedawno odwiedziłam poznański park strzelecki, a raczej to, co z niego zostało. W Krakowie wygląda on zupełnie inaczej… Czytaj dalej

Przed Świętami…

Czas większych prac przedświątecznych już za mną. Okna pomyte, zakupy zrobione, kartki rozesłane. Choinka  stoi, uszka i pierogi (z dwoma rodzajami farszu) polepione, zakwas na barszcz czeka na użycie. Z przygotowywaniem reszty potraw i ciast, aby były świeże, muszę się wstrzymać do środy. Tradycyjne, „opłatkowe” spotkania towarzyskie w tym roku nie wchodzą w grę, więc nadmiar wolnego czasu postanowiłam spożytkować na spacer po centrum miasta. Chciałam nacieszyć oczy urodą gwiazdkowych dekoracji, zanim mieszkańcy Poznania ruszą tłumnie na starówkę. Czytaj dalej

Rawicz

W Rawiczu byłam o wiele za krótko, nie wystarczyło więc czasu, aby zapoznać się ze wszystkimi jego zabytkami. Ot, spacer po plantach, deptaku, rzut oka na owiane ponurą historią więzienie (a w zasadzie na jego mur) szybka przebieżka deptakiem do rynku i z powrotem. To wszystko co udało mi się zobaczyć… Czytaj dalej

Pałacyk myśliwski Heyderów w Lasówkach

Ostatnio często pokonujemy trasę na Wolsztyn, którą znamy niemalże na pamięć.   Zdążyłyśmy się też już zapoznać z większością okolicznych zabytków, więc teraz musimy się mocno wysilać, aby urozmaicić sobie wyjazd. Tym razem postanowiłyśmy odwiedzić Lasówki, a w zasadzie, to nie całe Lasówki jako takie, a tylko znajdujący się w nich pałacyk myśliwski. Na stronie internetowej miejscowości sprawdziłyśmy, iż obecnie budynek jest własnością Lasów Państwowych, więc nie przewidywałyśmy kłopotów z jego zobaczeniem. Czytaj dalej

Dwór Brzeskich w Cieślinie.

Jedziemy do Inowrocławia. Na moją prośbę Szefcia zgadza się nieco zboczyć z trasy i skręcić do Cieślina. Stoi tam późnoklasycystyczny dwór wybudowany dla Franciszka Brzeskiego. Skoro jesteśmy w okolicy warto go zobaczyć. Brama jest otwarta, śmiało więc wjeżdżamy na teren parku. W dworku trwa jeszcze remont, któremu zapewne zawdzięczamy możliwość bliższego zobaczenia obiektu. Czytaj dalej

Budzyń

W Budzyniu dość szybko uporałyśmy się z obowiązkami, a że był to ostatni punkt zaplanowanej na ten dzień trasy naszej podróży służbowej, mogłyśmy sobie pozwolić na krótki rekonesans po tej, niewątpliwie ciekawej, miejscowości. Czytaj dalej

Kościół św Krzyża w Buku.

W sobotni ranek z ogólnego marazmu, wywołanego ponurą aurą, wyrwał mnie telefon. ” Jedziemy do Buku. Masz piętnaście minut na wyszykowanie się.” powiedziała Szefowa na jednym wdechu i rozłączyła się. Nie potrzebowałam nawet tyle. W dziesięć minut byłam gotowa. Taka wiadomość oznaczała tylko jedno. Jakimś cudem Szefci udało się uzyskać zgodę na zobaczenie wnętrza bukowskiego kościoła św. Krzyża.  Od paru lat bezskutecznie o to zabiegałyśmy… Czytaj dalej