Bledzew

Gdy mówię, że jadę do Warszawy, Berlina czy Rzymu, wszyscy traktują to normalnie. Kiedy natomiast wspomniałam, że wybieram się do Bledzewa, przyjmowane jest to nieufnie. Padają pytania: ” Gdzie to jest? Po co tam jedziesz?”  Moja beztroska odpowiedź „żeby go zobaczyć”  wzbudza ogólną konsternację. Interlokutorzy patrzą na mnie z niedowierzaniem i wzruszeniem ramion dają zrozumienia, że to dziwactwo. Cóż, czasy się zmieniły, i o ile lot na Mauritius nie robi już na nikim wrażenia, podróż do Bledzewa, dla większości jest pomysłem szalenie ekscentrycznym… Tymczasem Bledzew jest przepięknie położony, ma długą i ciekawą historię oraz parę interesujących obiektów. Wydaje mi się, że to wystarczające powody, aby go odwiedzić.

Pierwsze o nim pisemne wzmianki pochodzą z połowy XIII stulecia, choć osadnictwo na jego terenie istniało już VII wieku. Ważnym dla rozwoju organizmu miejskiego okazało się przybycie do Bledzewa zakonu cysterskiego. Mnisi wprawdzie początkowo osiedlili się w pobliskim Zemsku, ale po latach dość mieli, niweczących ich pracę, ciągłych wylewów kapryśnej Obry, dlatego w początkach XIV wieku, przenieśli swój klasztor do Bledzewa. Ponieważ zakon cysterski wnosił postęp gospodarczy, miejscowość znacznie zyskała na tych przenosinach. W 1458 roku, na prośbę bledzewskiego opata, król Kazimierz Jagiellończyk nadał Bledzewowi prawa miejskie. Cystersi uzyskali też dla nowo lokowanego miasta szereg przywilejów, które Bledzewowi pozwoliły się rozwijać, a zakonowi bogacić. Położenie miasteczka na zachodnich rubieżach Korony Królestwa Polskiego (a później Rzeczpospolitej Obojga Narodów) miał dwojakie znaczenie. Z jednej strony przyczyniało się do kontaktów handlowych, z drugiej jednak narażało na przygraniczne utarczki, a nierzadko też było obiektem napaści zachodnich sąsiadów. Aby nim zaradzić, w 1515 roku, w Bledzewie odbył się zjazd, w którym wzięli udział posłowie margrabiego brandenburskiego Jana z Kostrzyna, zaś stronę polską reprezentowali bracia Lubrańscy herbu Godziemba, czyli biskup poznański Jan i Mikołaj (wojewoda poznański). Przybył także kasztelan poznański Łukasz Górka. Rozmowy pokojowe nie na wiele się zdały, bo już w 1520 roku, wojska brandenburskie idące na odsiecz toczącemu wojnę Zakonowi Krzyżackiemu, doszczętnie złupiły i zniszczyły należące do Cystersów posiadłości. Aby uchronić Bledzew przed kompletną ruiną, opat klasztoru musiał Brandenburczykom uiścić duży okup.

Podstawą zamożności miasta było rzemiosło. Szczególnie rozwijały się takie jego gałęzie jak piwowarstwo, sukiennictwo, szewstwo i krawiectwo. Dla ich prawidłowego funkcjonowania powołano cechy, regulujące wszystkie sprawy związane z produkcją i dystrybucją towarów. W Bledzewie w tym czasie funkcjonowały już trzy młyny napędzane kołem wodnym, a w połowie XVII stulecia, na potrzeby miejscowych browarów, zbudowano specjalistyczny młyn słodowy.

Mimo, iż Bledzewa nie omijały związane z toczonymi w XVII wieku wojnami klęski, miasteczko za każdym razem podnosiło się z ruiny.  Było to głównie zasługą włodarzy miasta, bledzewskich opatów, którzy mądrze zarządzali swoją własnością. Od czasów Zygmunta Starego obowiązywało prawo, iż na opata może zostać wybranym jedynie człowiek którego oboje rodzice byli Polakami i legitymowali się szlacheckim pochodzeniem. Dzięki takiej ustawie bledzewskim klasztorem władali ludzie wykształceni i światli. Wśród cysterskich opatów Bledzewa np. był sekretarz Stefana Batorego, Sebastian Grabowiecki herbu Grzymała. Zanim Grabowiecki wstąpił do zakonu wiódł życie szlachcica bywając na królewskich dworach. Pełnił funkcje dyplomatyczne, jednak, gdy trzeba było, nie uchylał się od żołnierskich. Po śmierci żony, Grabowiecki rzucił doczesne zainteresowania, wstąpił do cystersów, a król, nagradzając jego wcześniejsze zasługi obdarował go opactwem bledzewskim. Zdaje się, że właśnie tam rozwinął się jego talent poetycki. Sebastian Grabowiecki do historii przeszedł głównie jako wybitny poeta. Obecnie, przez krytyków, stawiany w jednym rzędzie z Mikołajem Sęp Szarzyńskim, który skromnie o sobie powiadał, że „uczonej mało pił wody”, co jednak prawdą nie było, bo peta odbył, i studia uniwersyteckie, i podróże (jak wiadomo kształcące) po Szwajcarii i Włoszech.  O wykształceniu Grabowieckiego niewiele wiadomo, jednak jako królewski sekretarz, jakieś posiadać musiał. Grabowiecki pozostawił po sobie tomik „Setnik rymów duchownych” tłumaczenia utworów Petrarki i Tassa oraz broszurę antyreformacyjną „Martinus Lauter eiusque levitas”. Przy tym wielebny opat nie zaniedbywał spraw przyziemnych i ufundował w Bledzewie nowy klasztor i kościół klasztorny.

W XVIII wieku Bledzew był na tyle ważnym ośrodkiem, że korzystając z doskonałej gościny w klasztornych murach, odwiedzały go koronowane głowy. Był tu i car Rosji, Piotr I nie bez przyczyny zwany Wielkim, i król August II Mocny. Stanisław August Poniatowski, w 1767 roku, zdążył jeszcze potwierdzić wszystkie przywileje miejskie, a w rok później pożar, którego źródłem był bledzewski browar, strawił niemal całe miasto. Ogniu oparł się jedynie kościół, plebania i dwie uliczki. Wkrótce też nastąpił II rozbiór Polski, w wyniku którego Bledzew znalazł się w granicach Prus. W 1796 roku ogłoszono kasatę dóbr kościelnych i Bledzew stał się miastem rządowym. Niestety podzwonnym tego faktu było rozebranie wszystkich budynków pocysterskich i rozproszenie zbiorów niewątpliwie wspaniałej klasztornej biblioteki. W XIX wieku  nastąpił znaczny regres w rozwoju miasteczka, które spadło do rangi prowincjonalnego i odciętego od ważniejszych ośrodków. Ludność trudniła się głównie rolnictwem i drobnym rzemiosłem.

Początek XX wieku przyniósł Bledzewowi poważną inwestycję jaką było utworzenie zalewu na Obrze i wybudowanie elektrowni wodnej, która obecnie zaliczana jest do najstarszych, ciągle działających  zakładów tego typu. Decyzją Traktatu Wersalskiego Bledzew pozostał w granicach Niemiec, a w latach 30tych region międzyrzecki został silnie ufortyfikowany. W samym mieście pozostało sześć bunkrów, zwodzony most forteczny oraz uchylno-rolkowy na kanale Obry. W czasie okupacji Niemcy utworzyli w Bledzewie obóz pracy przymusowej, którego więźniowie wykorzystywani byli do robót melioracyjnych. Mimo, iż miasto należało do MRU, z jego zdobyciem Rosjanie nie mieli większych trudności, dzięki informacjom uzyskanym od jednego z Niemców, udało im się przekroczyć przesuwany most na Obrze. Po 1945 roku, Bledzew stracił prawa miejskie, którymi szczycił się prawie 500 lat. Obecnie ma status wsi, ale pozostał mu dawny układ urbanistyczny.

Centrum miasta stanowi niewielki rynek, na którym bez problemu można zaparkować. W narożniku centralnego bledzewskiego placu znajduje się kościół pod wezwaniem św. Katarzyny. Jego zręby pochodzą z XV wieku, jednak większość średniowiecznej substancji spłonęła w pożarze w 1661 roku. Kościół odbudowano i w jedenaście lat później nastąpiła jego konsekracja, którą celebrował biskup Maciej Marian Kurski. W latach 1881-1882 kościół rozbudowano i podwyższono jego kwadratową wieżę.

Kościół jest budowlą halową o trójbocznie zamkniętym prezbiterium. W jego fasadę częściowo wmurowana jest kwadratowa wieża ozdobiona sterczynami, przekryta dwuspadowym dachem i zwieńczona hełmem z latarnią. W jej przyziemiu mieści się kruchta przez którą prowadzi wejście do świątyni. Z wcześniej, gotyckiej budowli przetrwał portal oraz wysokie, ostrołukowe okna. Kościół posiada „półzamknięcie” więc przez kratę mogę zerknąć do wnętrza. Nawa przekryta jest płaskim stropem a w ołtarzu głównym umieszczono obraz pochodzący z rozebranego kościoła klasztornego. Reszta pocysterskich pamiątek (ołtarz boczny z grupą Ukrzyżowania) nie są z tego miejsca widoczne. Z nieistniejącego już kościoła klasztornego pochodzą również ambona i ławki oraz niektóre paramenty.

Na bledzewskim rynku znajduje się XVIII wieczna figura Jana Nepomucena, patrona dochowania tajemnicy, tonących i orędownika w czasach powodzi. Może ze względu na bliskość rzeki Obry, zacny Święty został ustawiony na bledzewskim rynku. Wśród zabudowy pierzei rynku przeważają niskie budynki z końca XIX i początków XX wieku. Spaceruję ulicami tego, niezwykle urokliwego, miasteczka. Prowadzi przez nie szlak wiodący do Compostelli, o czym informują charakterystyczne muszle św. Jakuba.

Odnajduję stary budynek nakryty mansardowym dachem, który obecnie jest siedzibą bledzewskiego przedszkola.

U wylotu z miasta, na Obrze znajduje się fragment niemieckich umocnień  fortecznych, w tym most rolkowy, uchylno-przesuwny. Jego fenomen polega na tym, że w razie niebezpieczeństwa można było most wsunąć do specjalnej komory pod jezdnią, przerywając w ten sposób przeprawę.  Niestety, obecnie mechanizm mostu nie jest uruchomiany. W pobliskim Starym Dworku znajduje się kolejny ciekawy obiekt MURu czyli most obrotowy. Mechanizm tamtego nadal działa i podczas historycznych rekonstrukcji most jest obracany.

Pozostaje  jedynie poszukanie starej elektrowni. Logika wskazuje, iż wodna elektrownia musi znajdować się na rzece, wyjeżdżamy więc z miasta w kierunku na Skwierzynę.  Dookoła lasy, nie znajdujemy żadnego oznakowania, więc zawracamy. Pytamy miejscowych (o co nie jest łatwo, bo miasteczko sprawia wrażenie wyludnionego), którzy kierują nas w boczną drogę w las. Dłuższą chwilę jedziemy po wybojach i kałużach, aby w końcu trafić na miejsce, z którego elektrownia jest widoczna. Nie o to nam chodziło. Zawracamy i próbujemy ponownie. Po dłuższym błądzeniu leśnymi duktami, wreszcie natrafiamy na, spacerującego z psem, miłego pana, który ostatecznie wskazuje nam prawidłową drogę. Okazuje się, że interesująca nas elektrownia znajduje się obecnie na terenie ośrodka wypoczynkowego Enei. Szkoda, że wcześniej nikt nam o tym nie powiedział, ale lepiej późno niż wcale… Po chwili już jesteśmy przed bramą prowadzącą do ośrodka. Niby tablica na bramie głosi, że „nieupoważnionym” wstęp wzbroniony, jednak ignorujemy to i zjeżdżamy ostro w dół  parkując przy samym zalewie. Jest już po sezonie, jednak w ośrodku urzęduje bardzo miła pani, która wita nas z uśmiechem, zaprasza na dłuższy pobyt i zezwala na zrobienie zdjęć.

Elektrownia powstała w oparciu o projekt berlińskiej spółki Havested und Contag, specjalizującej się w tego typu budowach. Inwestycję oddano do użytku w maju 1911 roku. Budynek prezentuje się niezwykle okazale.

Robimy pamiątkowe zdjęcia i chwilę podziwiamy uroki krajobrazu. Jesienią, kiedy ośrodek opustoszał, a pokrywające wysoką rzeczną skarpę drzewa zaczynają się przebarwiać, jest tutaj wręcz bajkowo. Zaczynamy poważnie rozważać propozycję przyjazdu tu „na dłużej”. Na razie jednak musimy wracać. Żegnamy miłą Panią z ośrodka Enei w Bledzewie (której tą drogą dziękujemy) i ruszamy w drogę powrotną.

4 uwagi do wpisu “Bledzew

  1. Widzę, że to jedno z tych miasteczek, o których ja zawsze mówię, że pamięta Niemca 😉 czytała Pani książkę „Poniemieckie” K. Kuszyk? Jeżeli jeszcze nie to polecam!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s